Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 255 059 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wybory a Teoria postkolonialna

piątek, 07 października 2011 0:32

Wybory 2011



Teoria postkolonialna

  W dniu 9 Października 2011 odbędą się wybory parlamentarne. Dla narodowców jest to smutny dzień ponieważ żadna ze startujących we wyborach partii nie jest wolna od zewnętrznej zależności i nie reprezentuje  żywotnych interesów naszego narodu.

Aby zrozumieć  trudne położenie naszego narodu można posłużyć się teorią postkolonialną. Jest to bardzo ciekawa koncepcja odnosząca się do skutków dominacji potęg imperialnych nad swoimi dominiami.  Jak wskazują klasycy teorii postkolonialnej, wyzwolenie z podkolonialnej dominacji nie spowodowało nigdy automatycznego przywrócenia faktycznej niezależności i równowagi społecznej w skolonizowanych wcześniej społeczeństwach.  Jeśli uznać okres PRL za okres rozwoju zależnego od ZSRR(od całkowitej zależności z początku PRL-u do stopniowego uniezależniania tak jak pod koniec PRL-u), to Polska elita sprawująca władzę jest elitą postkolonialną. Cechą wspólną elit postkolonialnych jest pozostałe po okresie kolonialnym a widoczne w różnych typach dyskursów pojawiających się w dawnych koloniach syndromy braku wiary we własną wartość, wpojone skolonizowanym narodom głębokie przekonanie o ich niższości, nienowoczesności ich instytucji społecznych i anachronizmie tradycji.

 


 

PO i PIS to partie postkolonialne

Dwie największe w Polsce partie PIS i PO, dokonały  podziału naszego narodu na dwie  równe części i w sondażach idą łeb w łeb. Jak mawia znany publicysta prawicowy i zwolennik teorii postkolonialnej Rafał Ziemkiewicz jest to obraz podziału na partię o mentalności postkolonialnej – PO i wolnościowej PIS. Ziemkiewicz słusznie pokazuje, że w Polsce nie ma ani prawicy ani lewicy, albowiem jest to podział zapożyczony z wolnych państw Europy Zachodniej, co widać na przykładzie uprawianej polityki. Z tezą Ziemkiewicza można by się w zasadzie zgodzić, bo mieliśmy już u władzy SLD które było tak liberalne w swych posunięciach, że w niczym nie przypominało lewicy broniącej najbiedniejszych, mieliśmy u władzy prawicowy PIS, który bardziej dbał o biednych niż lewica ale za to zaprzeczył swojemu narodowemu charakterowi wprowadzając Polskę do Unii Europejskiej, a później   podpisując rękami prezydenta Lecha Kaczyńskiego Traktat Lizboński odbierający nam suwerenność, wreszcie mamy  u władzy liberałów z PO, którzy zamiast zmniejszyć podatki powiększyli je, zamiast zmniejszyć biurokracje powiększyli ją itd. Niestety z drugą tezą Ziemkiewicza nie można się zgodzić, bowiem PIS nie jest alternatywą dla całkowicie służalczych rządów PO. Wprawdzie w mediach kreuje się taki wizerunek PO jako typowej partii proeuropejskiej i wizerunek PIS jako ostoi tradycji i niezależności od obcych. Narodowcy jednak tego obrazu  nie kupują, bo jak pokazała praktyka obie partie nie różnią się swoim programem wobec największych potęg zewnętrznych, a idzie to w parze z polityką jeszcze większego uzależniania naszego narodu i państwa. PO i PIS są więc jak dzieci tej samej matki z tym, że PO jest bardziej posłusznym i wstydliwym dzieckiem, a PIS jest bardziej krnąbrne i   mniej przewidywalne. Tak więc nie martwmy się wyborami nic się nie zmieni, bo żadna z partii nie postuluje prawdziwej wolności i niezależności od nowych hegemonów UE i USA, które w zarządzaniu Polską zastąpiły Związek Sowiecki.

 


 

Pogarda do samych siebie

Przedstawiony obraz naszej sceny politycznej nie napawa optymizmem zresztą brak optymizmu to cecha systemu postkolonialnego. A oto jak przedstawia mentalność naszych dziennikarzy Ewa Thompson zajmująca się postkolonializmem:” Od czasu do czasu czytam w "Rzeczpospolitej", a kiedyś czytałam w paryskiej "Kulturze", felietony niejakiego Smecza, który wydaje się klasycznym przykładem zniekształconego przez kolonializm Polaka. Gardzi on rodakami i boleje nad tym, że nie jest ani Francuzem, ani Niemcem, ani Amerykaninem. Kim więc jest? Uniki w rodzaju: "nie muszę należeć do żadnej narodowości, jestem po prostu indywidualnym człowiekiem", to pisk człowieka niedojrzałego, którego nikt z zewnątrz nie bierze na serio. 

Smecz wydaje się nie rozumieć, że gardzi Polakami za to, że zostali pokonani. A ponieważ sam jest Polakiem, musi na jakimś poziomie podświadomości gardzić także samym sobą - co wytwarza chroniczne niezadowolenie z rzeczywistości. O tym właśnie mówią jego felietony: że rzeczywistość jest obrzydliwa i nie do przyjęcia. Odczytuję to jako całkowite poddanie się kolonizacji i przykład tego zniekształcenia, o którym pisze Piret Peiker (Ewa M.Thompson, Sarmatyzm i postkolonializm, Dziennik.pl 05.11.2007) W Polsce jest wielu takich dziennikarzy, którzy wstydzą się swojego narodu i ojczyzny. Debata polityczna prowadzona jest w stylu, że „co na to powie międzynarodowa opinia publiczna”, „jesteśmy niegrzeczni więc dostaniemy mniejsze pieniądze z budżetu UE” lub „nic nie mogę D.Tusk”, „wynegocjujemy więcej”itp. Polityka jest więc przedstawiana jako bagno w którym zacofani i nietolerancyjni zwolennicy opcji narodowej,( którzy mogli by zagrozić systemowi postkolonialnemu) chcą utopić w morzu nienawiści swój kraj i pogrążyć go w chaosie. Rządzenie obecnych elit polega wyłącznie na przeszczepianiu obcych wzorców i metod, to zawsze nauka nie jak osiągnąć sukces lecz jak opóźnić  kryzys, sztuka jak przeżyć do następnych wyborów i nie zostać znienawidzonym przez własne społeczeństwo.


 

Jaka perspektywa ?

Niejasna historia odmowy rejestracji Nowej Prawicy przez PKW świadczy o tym, że jakakolwiek partia nie mająca poparcia z zewnątrz będzie marginalizowana. Elita postkolonialna będzie zwalczać swoją konkurencję, niedopuszczać jej do głosu i obrzydzać. W takim wypadku musimy za przykładem Romana Dmowskiego  walczyć o świadomość naszego narodu i upowszechniać nowoczesną wiedzę. Taką wiedzą jest m.in. teoria postkolonialna, która dobrze ukazuje problem oraz cybernetyka społeczna która daje postawy naukowe  do rozwiązywania tego typu problemów. Polska jest krajem postkolonialnym i naprawiając Rzeczpospolitą, musimy porównywać się z Algierią, Indiami czy Irlandią, nie zaś z krajami, które tego typu podporządkowania nigdy nie doświadczyły. Metody zaś rozwiązywania problemów musimy szukać w naszej nauce, która w dziedzinie cybernetyki nie tylko nie ustępuje nauce zachodniej ale nawet ją prześcignęła.

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Faszyzm nie przejdzie

niedziela, 14 listopada 2010 12:51

 

Faszyzm nie przejdzie


     W dniu 11 listopada we Warszawie oraz w całym kraju odbyły się liczne uroczystości upamiętniające odzyskanie niepodległości. Wszyscy, którym nie jest obojętny los naszej ojczyzny i narodu zjawili sie na licznych pokojowych manifestacjach organizowanych m.in przez Obózu Narodowo-Radykalny i Młodzież Wszechpolską, manifestowali tego dnia w Warszawie m.in.działacze Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych pod wodzą Artura Zawiszy, członkowie UPR i WiP-u,Narodowe Odrodzenie Polski,  Związki Sokole, z animatorem ruchu i jednym z jego wskrzesicieli, Zbyszkiem Okorskim, autonomiści, grupa działaczy Solidarności, Krajowe Porozumienie Samorządowe i wielu, wielu innych. No i oczywiście przybyli w zwartych, niezwykle licznych szeregach kibice Legii Warszawa i Hutnika. Po drugiej stronie ustawili się kontrmanifestanci, którzy zawiązali wcześniej już komitet "Porozumienie 11 listopada" i określili się "antyfaszystami".


 

 

 

   W Polsce nie było nigdy ustroju faszystowskiego, a narodowy- socjalizm był i jest kojarzony tylko z okupacją. Skoro nigdy nie było u nas  ustroju faszystowskiego, ani nie było faszystów to skąd się wzięły  demonstracje antyfaszystowskie w dniu 11 listopada?  Na stronie „Porozumienia 11 listopada” „antyfaszyści” opowiadają o  motywach swojego powstania: Czy koalicjanci Porozumienia 11 listopada to szeroko pojęta lewica?

To, co nas łączy to wola zareagowania na bezkarność środowisk nacjonalistycznej ultraprawicy. Partie i organizacje nacjonalistyczne, takie jak Młodzież Wszechpolska, Obóz Narodowo-Radykalny (ONR), Narodowe Odrodzenie Polski (NOP), razem z grupami neofaszystowskimi wykorzystują Święto Niepodległości do głoszenia nacjonalistycznych, ksenofobicznych, rasistowskich i antysemickich haseł. Nie zgadzamy się na to.  (Pytania i odpowiedzi www 11listopada.org , 1411.2010)

   Jednak głoszenie rasistowskich, antysemickich i faszystowskich haseł (nawet gdyby ktoś chciał skandować) jest nie możliwe, gdyż zabrania tego kodeks karny, no chyba że ci zawodowi "antyfaszyści" mają swoje własne definicje rasizmu, antysemityzmu i faszyzmu, ale jakie?

 


 

 

   Można powiedzieć, że młodzi trockiści, anarchiści i homoseksualiści pozazdrościli swoim kolegom z Włoch, którzy mieli Benito Mussoliniego i postanowili nieco rozszerzyć „koncepcję faszyzmu”. I tutaj niektórzy z nich doznali olśnienia: „Jeżeli aktywność antyfaszystowska ma mieć sens, to bezzasadne wydaje się kurczowe przywiązanie do definicji i koncepcji historycznych, skoro tak faszyzm jak i antyfaszyzm przeszły głęboką ewolucję. Rozwój skrajnej prawicy z lat 70. i 80. zmierza do tego, aby pojęcie ruchów „neofaszystowskich”stosować szeroko -także na oznaczenie partii i ruchów, które nie odwołują się wprost do tradycji faszystowskich i nie dążą do „rewolucyjnej” przebudowy społeczeństwa w duchu „narodowym”[...]”(Polityczny Antyfaszyzm?, Grażyna Kubarczyk, Przegląd anarchistyczny nr 10, s. 69),

Jak widać młodzi antyfaszyści i antyfaszystki (przykład powyżej) myślą po stalinowsku, gdzie też lubiono rozszerzać definicję „wroga ludu”, a zgodnie z tą praktyką można by wobec faszystów zastosować drugą zasadę stalinowskiego sądownictwa :

„Za współdziałanie można uznać jakikolwiek związek danej osby z popełnionym przestępstwem („faszyzmu”- red TWX) lub nawet z przestępcą( „faszysta”- red TWX), a zatem do skazania oskarżonego nie jest nawet konieczne uprawdopodobnienie (czy tem bardziej pełne udowodnienie) popełnienia przez niego czynu przestępczego („faszyzmu”- red TWX), wystarczy wykazać tylko jakikolwiek jego kontakt z przestępstwem lub z przestępcą (z „faszyzmem” lub „faszystą”- red TWX); na tej zasadzie w okresie stalinowskim w ZSRR powstała cała kategoria prawna członków tzw. „wrogów ludu”(można zastąpić - „rodzina faszystowska -red TWX)”(Józef Kossecki, Metacybernetyka, Kielce- Warszawa 2005, s.118)  Gdyby więc "antyfaszyści" przejęli władzę mogli by z powodzeniem zastosować te stare i wppróbowane metody prokuratora generalnego ZSRR Andrieja Wyszyńskiego.

 

 

 

 

 

 

   Jak to bywa ze stereotypem tak i w tym przypadku negatywny stereotyp "faszyzmu" ma  głównie mobilizować i wzbudzać emocje. Jego zadaniem nie jest więc wyjaśnianie jak to ma miejsce w definiowaniu pojęcia, lecz oznaczenie (przypisanie cech) i wystawienie oceny ( Zob Negatywny stereotyp nacjonalizmu, www.twx-bloog 05.03.2010) Oczywiście w przypadku "faszyzmu" jest to ocena negatywna, choć nikt z "antyfaszystów" nie umie dokonać wnikliwej analizy tego pojęcia to wszyscy jednak się nim brzydzą i nienawidzą.

   Wydaje sie jednak, że stereotyp ten nie działa już na ogół społeczeństwa i na manifestacje w święto niepodległości przybyły tysiące patriotów. Już George Orwell następująco skomentował tendencję do szafowania przymiotnikiem "faszystowski" w debacie publicznej "Słowo "faszyzm" – będące w powszechnym użytku – pozbawione jest niemal zupełnie znaczenia. Słyszałem, jak "faszyzmem" nazwano: rolników, sklepikarzy, Kredyt Społeczny, kary cielesne w szkołach, polowanie na lisa, walki byków, Komitet 1922, Komitet 1941, Kiplinga, Gandhiego, Czang-Kai-Szeka, homoseksualizm, audycje radiowe Priestleya, schroniska młodzieżowe, astrologię, kobiety, psy – i nie pamiętam co jeszcze". (www.wikipedia 14.11.2010)

Gilles Dauvé (Jean Barrot) francuski teoretyk lewicowego komunizmu w artykule „Faszyzm i antyfaszyzm” z konsternacją stwierdza: ”Od samego początku, kiedy podnosi się krzyk „faszyzm nie przejdzie”, nie dość że zawsze przechodzi, co dzieje się to w groteskowy sposób- rozgraniczenie pomiędzy faszyzmem i nie-faszyzmem przebiega wzdłuż linii bedącej w ciągłym ruchu” (Przegląd Anarchistyczny, wyd.cyt., s.23) Dalej autor pisze o tym, że faszyzm był ruchem ograniczonym w czasie i przestrzeni. Niemniej jednak w naszych czasach zanikł zarówno jako ruch polityczny, jak też forma państwa. Historycznie rzecz ujmując nie można go organizacyjnie traktować jako całość, gdyż wg autora choć np. Franco uważał się za faszystę i choć jego mentorami byli Hitler i Musssolini, nigdy nie powstała żadna międzynarodówka faszystowska co można powiązać jedynie z tym że jako ruch nigdy nie był spójny co do swoich właściwości. Dlatego wg. Gilles'a w czasie, w którym słowa mało znaczą, „faszyzm” jest tylko pustym słowem używanym przez lewicowców do zademonstrowania ich radykalizmu. „Która grupa polityczna nie oskarżała swoich przeciwników o używanie „faszystowskich metod”? Lewica nigdy nie przestaje demaskować odradzającego się faszyzmu, prawica nie wystrzega się tego terminu, nazywając Francuską Partię Komunistyczną „partią faszystowską”. Słowo to określając wszystko i nic, straciło swoje znaczenie, odkąd liberalna międzynarodowa opinia opisuje każde sline państwo jako „faszystowskie””( Przegląd Anarchistyczny, wyd cyt., s. 15) .Autor mówi także o prawdziwym motywie powstania ruchów antyfaszystowskich, którym jest zazdrość :Faszyzm wykradł proletariatowi jego sekret:organizację”. „Faszyzm i antyfaszyzm mają te same korzenie i taki sam program, z tym , że pierwszy chciał wyjść poza kapitał i klasy, podczas gdy drugi próbuje osiągnąć „prawdziwą demokrację burżuazyjną , którą można doskonalić bez końca poprzez dodawanie coraz większych dawek demokracji”(Przegląd Anarchistyczny wyd. cyt. s.18)

 

 

 


Nie martwmy sie więc wzrostem aktywności antyfaszystowskiej, gdyż jak mówi Gilles/ Barrot najbardziej brutalne działania antyfaszystowskie kończyły się zawsze utworzeniem partii czy związków, które w konsekwencji okazywały sie być wrogami komunizmu. Miejmy nadzieję, że skrajne radykalne akcje  pseudolewicy wywołają  zasłużony sprzeciw społeczny i pobudzą do  pracy tych którzy nie są zorganizowani po stronie narodowej. Jaka może być bowiem reakcja przeciętnego zdrowego obywatela na hałas, bicie w bęben i gwizdanie? Czy obdarte i brudne grupy ludzi chowających twarze za chustami i kominiarkami budzą zaufanie? Czy bicie patriotycznej młodzieży młotkami i kijami w pociągu może sie podobać? Ludzie wreszcie mogą zobaczyć antynarodowe oblicze trockizmu i anarchizmu.My narodowcy nie będziemy się tego bać, bedziemy nadal świętować, uczyć się i organizować  Zwykli ludzie muszą zobaczyć, że na na nasz pozytywny program oni mają tylko destruktywne akcje; kiedy my pracujemy i edukujemy sie - antyfaszyści robią burdy na ulicach-  , kiedy my staramy sie rozmawiać - oni hałasują, kiedy my pielęgnujemy nasze wartości narodowe - oni je niszczą. Kiedy ludzie to zobaczą, będą chcieli się do nas przyłączyć, a reszta... no cóż  pozostała część społeczeństwa może zwrócić się do nas o pomoc, a wtedy my nacjokraci musimy być gotowi...

 

 




 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Solidarność

poniedziałek, 30 sierpnia 2010 6:15


Czego wstydzi się "Solidarność"

 

 

Numer 1  (wg TWX) - uznanie zwierzchnictwa PZPR


 Z protokołu porozumienia Komisji Rządowej i MKS z 31. 08 1980 r. :

"Uznając, że PZPR sprawuje kierowniczą rolę w państwie, ani nie podważając ustalonego systemu sojuszów międzynarodowych, dążą one [kształtujące się nowe związki zawodowe - TWX] do zapewnienia ludziom pracy odpowiednich środków kontroli, wyrażania opinii i obrony swych interesów".

(Protokół porozumienia zawartego przez Komisję Rządową i Międzyzakładowy Komitet Strajkowy w Gdańsku pkt.2)


 



    W pierwszym punkcie porozumień gdańskich stwierdzano, że działalność związków zawodowych nie spełniła nadziei i oczekiwań pracowników, dlatego uznaje się za celowe powołanie nowych, samorządnych związków zawodowych, które byłyby autentycznym reprezentantem klasy pracującej. Na podstawie tego punktu dopuszczono do zarejestrowania NSZZ "Solidarność", która powstała na bazie licznych komitetów strajkowych (w tym Międzyzakładowego Komitetu Strajkowegoo w Gdańsku), które z czasem przekształciły się w komisje założycielskie Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność". NSZZ "Solidarność" został zarejestrowany 10 listopada 1980 przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Napisy 'solidarność/solidarni' powtarzały się pod różnymi postaciami na murach strajkującej stoczni, a pomysł wykorzystania hasła jako nazwy związku zaproponował Karol Modzelewski

             Numer 2 - trockistowskich korzeni

W dniu 5 września 1981 odbył się I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność", na którym spośród 896 delegatów aż 150 było działaczami KOR. Działacze Ci wywarli duży wpływ na obrady Zjazdu. Doprowadzono nawet do uchwalenia, w duchu trockistowskim, słynnego „Posłania do ludzi pracy Europy  Wschodniej", które bardzo zdenerwowało kierownicze organy ZSRR i innych krajów komunistycznych. Jaka była rola KOR-u zapytano samego Jacka Kuronia na łamach „Paris Match" w lutym 1981 r.:

„- Czy KOR stanowi fundament  „Solidarności"?

-Jacek Kuroń: Nie ja powinienem na to pytanie odpowiedzieć , tylko członkowie związku. Podczas jednego ze spotkań Wałęsa powiedział: - Bez KOR-u nie byłoby Solidarności". (Za: Józef Kossecki, Korzenie Polityki, Warszawa 1992, s.96)

Na posiedzeniu KK NSZZ "Solidarność zwołanym w Gdańsku 11 i 12 grudnia 1981 członkowie KOR wyszli całkiem otwarcie na scenę razem z Trockistami. Modzelewski powiedział wprost „ Nie wystarczy protestować - trzeba nakazywać(...). Jeżeli wysunięte zostaną żądania, które wiodą do obalenia władzy, to będzie to krok w kierunku wojny. A zwiększył się margines żądań, my teraz potrzebujemy politycznych gwarancji. Trzeba walić w partię(...) Decydując się na wypowiedzenie wojny, trzeba ustawić takie żądania związku by były przekonywujące. Po pierwsze sprecyzować termin strajku powszechnego w odpowiedzi na środki nadzwyczajne uznać, że ustawa o związkach zawodowych w obecnym kształcie łamie i zamyka drogę do porozumienia, zażądać modyfikacji zasad rządzenia, np. wyborów do Sejmu". W międzyczasie  przygotowywano już bojówki i planowano zajścia na 17  grudnia 1981r. ". (Zob. Józef Kossecki, Korzenie Polityki, wyd. cyt.,s.102-103). Jak widać trockiści mieli w planach również zbrojną konfrontację co miało być tylko wstępem do międzynarodowej rewolucji komunistycznej.

   Jednak w miarę upływu czasu, część trockistów doznała „rozmiękczenia" ideologicznego i nie kryje tu swojego rozczarowania Karol Modzelewski W książce pt. "Dokąd od komunizmu?" (Warszawa 1993) K. Modzelewski napisał: "Do dziś jestem pod wrażeniem łatwości, z jaką elity, wyłonione przez pracowniczy ruch, dokonały zwrotu o 180 stopni, porzucając wartości uznawane dotąd za naczelne kryterium polityki społeczno-gospodarczej. Byłem i jestem nadal przekonany, że tak raptowna zmiana punktu widzenia, owo nadzwyczajnie łatwe przeistoczenie związkowców w liberałów, świadczy o braku lub raczej zaniku poczucia lojalności wobec bazy społecznej ruchu. Na pewno nie dotyczy to wszystkich, ale powszechności tej odmiany nie umiem sobie inaczej wytłumaczyć. Dlatego wywołuje ona we mnie wstyd''. (Za :"NIE" nr 35/2010 - 26 sierpnia 2010). Ten uczciwy trockista a zarazem jeden z ojców założycieli „Solidarności'' nie podejrzewał, że kierownictwo nowego związku pójdzie w kierunku demokracji liberalnej.Powyższy cytat świadczy o tym, że K. Modzelewski nie zdawał sobie sprawy z tego, że te elity, o których pisze, były kontrolowane przez zagraniczne agentury działające w interesie swych mocodawców.

  

Numer 3 -wpływu obcej agentury

„Powstanie Solidarności w Polsce przyjęto w Waszyngtonie z wielkim entuzjazmem. Prezydent Reagan był bardzo podekscytowany. Martwił się zawsze jak można zwyciężyć komunizm chciał jego obalenia, ale obawiał się wojny nuklearnej. Strach przed nią był jego obsesją. "Solidarność" tymczasem stwarzała nadzieję na pokojowy sposób likwidacji komunizmu. Dlatego kiedy w grudniu 1981 r. ogłoszono stan wojenny, zareagował z takim gniewem, gdyż zdawało się to eliminować możliwość pokojowej ewolucji komunizmu - powiedział Pipes, emerytowany profesor historii na Uniwersytecie Harvarda" ( USA  cieszyło się z powstania Solidarności, za: www.wp.pl 27.08.2010) 

   Oczywiście PRL w tym czasie było polem walki wielu zagranicznych służb specjalnych : „ W 1981 roku w obliczu wzrastającego niepokoju spotęgowała się ingerencja zagranicznych ośrodków i służb specjalnych w dziedzinie wywiadowczej i dywersyjnej. Obliczono, że liczba ujawnionych faktów wywiadowczych zwiększyła się o 25 %, liczba prób werbunku Polaków o 80%" (Za: Józef Kossecki, Wpływ totalnej wojny informacyjnej na dzieje PRL, Kielce 1999, s.427). Logicznym następstwem tego jest fakt, że jeśli ktoś z elity „opozycyjnej" został zwerbowany i popłynęły pieniądze, musiał więcdziałać w interesie swych mocodawców, dlatego właśnie skutki tego odczuwamy do dziś.


 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Życzenia Świąteczne

czwartek, 24 grudnia 2009 1:07

     Z okazji świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku redakcja blogu TWX pragnie złożyć najszczersze życzenia zdrowia, szczęścia i pomyślności
w nadchodzącym roku 2010!





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Gdybym był wrogiem Polski...

sobota, 30 maja 2009 10:38

Gdybym  był wrogiem Polski...

Uważam to za rzecz bardzo pożyteczną - zastanawiać się od czasu do czasu nad tym, co bym robił, gdybym był wrogiem Polski. Gdyby odbudowanie Polski było mi niedogodne i gdyby mi chodziło o jej zniszczenie...

Uważni Czytelnicy dostrzeżą, że treść tej publikacji jest częściowo aktualny i dzisiaj...

 

                 Otóż przede wszystkim używałbym wszelkich wysiłków i nie żałowałbym żadnych ofiar na to, ażeby nie dopuścić do zapanowania w tym kraju zdrowego rozsądku, ażeby postępowaniem Polaków nie zaczęła kierować trzeźwa ocena stosunków i położenia ich państwa. Utrzymywałbym w Polsce na swój koszt legion ludzi, których zajęciem byłoby szerzenie zamętu pojęć, puszczanie w obieg najrozmaitszych fałszów, podsuwanie najbardziej wariackich pomysłów. Ilekroć bym zauważył, że Polacy zaczynają widzieć jasno swe położenie i wchodzić na drogę do naprawy stosunków i do wzmocnienia państwa, natychmiast bym zrobił wszystko, żeby odwrócić ich uwagę w inną stronę, wysunąć im przed oczy jakieś nowe idee, nowe plany, wytworzyć jakiś nowy ruch, w którym by rodząca się myśl zdrowa utonęła.


                 W obecnej chwili wielce by mię zaniepokoiło to, że w polityce polskiej zapanowały nad wszystkim zagadnienia skarbowe i gospodarcze, że Polacy zaczynają sobie naprawdę zdawać sprawę z tego, iż dotychczas szli do ruiny finansowej i gospodarczej, a tym samym do utraty niezawisłości, że zaczynają widzieć błędy dotychczasowego sposobu rządzenia, otwarcie i śmiało do tych błędów się przyznają, chcą się z nich otrząsnąć i objawiają w tym kierunku wyraźną wolę. Uważałbym za rzecz bardzo niepomyślną fakt, że po dymisji Grabskiego Sejm zdobył się, acz z trudem, na utworzenie rządu koalicyjnego, w którym stronnictwa, bardzo dalekie od siebie w swych programach, postanowiły współdziałać w doprowadzeniu budżetu państwa do równowagi i w ratowaniu kraju od popadnięcia w ostatnią nędzę. I wcale by mnie nie cieszyło, że nowy minister skarbu tak daleko poszedł w swej otwartości, odsłaniając niebezpieczne położenie państwa i wskazując potrzeby zmniejszenia jego rozchodów o tak olbrzymią sumę. Czułbym, że mię spotyka największy zawód, mianowicie że się zawodzę na Sejmie, na który liczyłem z całą pewnością, że nigdy nie dopuści do uzdrowienia gospodarki państwowej, że każdy wysiłek w tym kierunku unicestwi. I zacząłbym się obawiać, czy te słabe początki nie rozwiną się w coś mocniejszego, czy te objawy otrzeźwienia, postępu pojęć i poczucia odpowiedzialności za losy kraju nie staną się wyraźniejszymi, i czy Polska nie zaczyna istotnie wchodzić na drogę naprawy.


                Uważałbym to za rzecz tym bardziej niepożądaną, że obecnie stan finansowy i gospodarczy państw europejskich w ogóle psuje się, że rządy i parlamenty coraz mniej wykazują zdolności zaradzenia złemu i że, gdyby Polska zdobyła się na wysiłek i gospodarkę swą jako tako uporządkowała, mogłoby to utrwalić jej pozycję w Europie i nawet uczynić ją wcale mocną.

                 Postanowiłbym temu zapobiec za wszelką cenę. Ale jak?...


                 Przede wszystkim, rozwinąłbym swoimi środkami i przez swoich agentów agitację w Polsce, odwracającą uwagę społeczeństwa od spraw gospodarczych i skarbowych. Nie to jest nieszczęściem Polski, że za mało wytwarza, a za wiele spożywa, że skarb państwa ma za małe dochody - a większych mieć nie może, bo z ubogiego społeczeństwa więcej nie wyciśnie - a za wielkie wydatki, że i obywatel kraju, i państwo samo jest obdzierane przez niecną spekulację... Dziś głównym nieszczęściem jest zły ustrój polityczny państwa. Ten ustrój trzeba przede wszystkim zmienić. Rzucić wszystko, a tym się zająć.


                  I tu bym radykalnie zmienił swoje dotychczasowe stanowisko: gdy dawniej byłem za tym, żeby Polska miała najbardziej demokratyczną konstytucję w Europie, gdym starał się, ażeby miał w niej wszechwładzę Sejm, który jak spodziewałem się, nigdy nie pozwoli na utworzenie rządu, kierującego się zdrowym rozsądkiem, prowadzącego rozumną gospodarkę państwową - dziś, widząc w tym Sejmie pierwsze objawy, świadczące, że ludzie się czegoś nauczyli, że zaczynają zdawać sobie sprawę z położenia kraju, z twardej rzeczywistości, że zaczynają nieśmiało wstępować na drogę, na której jedynie można stworzyć trwałe podstawy bytu państwowego, dziś, powiadam, stałbym się bezwzględnym przeciwnikiem konstytucji demokratycznej, Sejmu, dziś zacząłbym głosić potrzebę zamachu stanu, dyktatury, czy nawet autokratycznej monarchii.


                  A gdyby mi się jeszcze udało znaleźć jakiego militarystę śniącego o czynach wojennych i czekającego na sposobność wpakowania Polski w jakąś awanturę, np. w wojnę z Sowietami, obsypałbym go złotem - o ile bym je miał - i wszelkimi środkami pomógłbym mu do pokierowania polityką polską według swej woli. Wtedy już byłbym pewny, że wszystko będzie dobrze.


                   Na to wszystko, gdybym był wrogiem Polski, nie żałowałbym wysiłków, ani ofiar.


                 Co prawda, wrogowie Polski, bliżsi i dalsi, tyle mają kłopotów dzisiaj u siebie w domu, te kłopoty tak z dnia na dzień rosną, złoto, które jeszcze posiadają, tak szybko topnieje, że za wiele myśli nie mogą Polsce poświęcać i nie mogą się zdobywać na zbyt wielkie ofiary dla doprowadzenia jej do ostatecznej zguby.


                  Na szczęście dla nich w samej Polsce istnieje sporo ludzi, którzy starają się za nich robotę robić.


                  Zdarza się to czasami w życiu, że jakiś biedak, nic nie posiadający i ciężko walczący z twardymi warunkami bytu, naraz, nieoczekiwanie dostaje wielki spadek. Że zaś nigdy większej ilości pieniędzy nie widział, większymi sumami nie operował, wobec tego majątku, który mu spadł bez żadnego z jego strony wysiłku, doznaje zawrotu głowy, wydaje mu się on czymś nieskończonym, niewyczerpanym. Zaczyna tego majątku używać: żyje, jak we śnie, rzuca pieniędzmi na prawo i na lewo, bez planu, bez sensu, bez rachunku.


                  Majątek w ciągu paru lat rozprasza się i na powrót zaczyna się bieda. Tylko teraz już cięższa, bo się zaznało dostatku.


                  Takim biedakiem, który niespodziewanie dostał wielki spadek, jest obecne pokolenie polskie, tym spadkiem jest zjednoczona niepodległa Polska.


                  Nic dziwnego, że pokolenie, które ją dostało - bo przecie nie zdobyło jej własnymi wysiłkami - doznało zawrotu głowy. Ludzie u nas zaczęli żyć, jak we śnie, zamknęli oczy na otaczającą ich rzeczywistość. Własne państwo, które posiedli, traktowali tylko jako źródło wszelakich rozkoszy: łatwego dorabiania się, zaspakajania najbardziej wybujałych ambicji, kąpania się w godnościach i zaszczytach okazałych, często śmiesznych w swej okazałości reprezentacji, delektowania się uroczystościami, obchodami... Z tego, że ten wielki spadek pociąga za sobą wielkie obowiązki, sprawy sobie nie zdawali.


                I w ciągu siedmiu lat zdążyli ogromną część odziedziczonego majątku roztrwonić.


                W pewnej mierze było to nieuniknione. Nie można było żądać takiego cudu od Pana Boga, żeby pokoleniu, które nic nie miało i niczym nie rządziło, spuścił z nieba dar rozumnego od razu rządzenia wielkim państwem, a nawet tego, żeby je uchronił od zawrotu głowy wobec tak nagłej zmiany losu.


                Ten jednak zawrót głowy, to życie we śnie trwało przydługo. Od paru lat zaczęły się próby obudzenia społeczeństwa z tego snu niebezpiecznego, przywrócenia go do przytomności. Te próby były bezskuteczne. Budzić się zaczęli dopiero pod wpływem przykrych odczuć rzeczywistości. To rozkoszne łoże, na którym śnili swoje sny o władzy, zaszczytach, fortunach itd., zaczęło się robić coraz twardszym, przewracanie się z boku na bok nic nie pomaga. I oto dziś zaczyna się przebudzenie, ludzie zaczynają myśleć i przytomnie postępować. Zaczynają rozumieć, iż na to, żeby żyć dalej, żeby istnieć, trzeba wielkiego, nieustannego wysiłku.


                 Ale są dwa gatunki ludzi, którzy z łożem snów rozkosznych rozstać się nie chcą. Jedni zawsze stali z dala od życia, od jego potrzeb i konieczności, dla nich zrozumienie rzeczywistości zawsze było niedostępne, przed wielką wojną i w czasie tej wojny postępowali, jak nieprzytomni, upojeni haszyszem rozmaitych fikcji o świecie, o własnym kraju i o samych sobie. Inni odczuwają silnie dzisiejszą rzeczywistość, twardość łoża, na którym dotychczas spoczywali, dokucza im mocno, ale wstrętna im jest myśl o długich wysiłkach i ofiarach na rzecz stopniowej naprawy. Ci pocieszają się, że im ktoś to łoże prześciele, że za nich zrobi robotę dyktator, czy król, a im pozwoli spoczywać.  Ostatni to często ludzie nie tylko najlepszych chęci, ale dostępni dla logiki. Dlatego chciałbym i z nimi na tym miejscu pogadać".

[źródło: Roman Dmowski, Pisma, tom X; Od Obozu Wielkiej Polski do Stronnictwa Narodowego (Przemówienia, artykuły i rozprawy z lat 1925-1934)].


               Od powstania tego przemówienia minęły 84 lata. A jak dziś wygląda Polska? Rozsadza się fundament narodu wymierzając cios w rodzinę.

               Za pracę ogromna część społeczeństwa otrzymuje wynagrodzenie które nie pozwala zapewnić pokrycia kosztów utrzymania. Tym samym zmusza to ludzi do pracy w nadgodzinach lub pracy na dwa etaty, by móc podołać comiesięcznym wydatkom na życie. Efektem takiego stanu rzeczy są m.in. dzieci pozbawione opieki, wychowywane na ulicach bez żadnych wartości (także tzw. „Eurosieroty") które grzęzną w różnego rodzaju patologie.

              Powoduje to zburzenie cywilizacyjnych, kulturowych i religijnych systemów wartości. W miejsce dotychczasowych światopoglądów wynoszonych z domów i rodzin, zaszczepia się w młodzieży antywartości płynące z telewizji, czy sączące się w internecie. Seniorów nie mogących zrozumieć szaleństwa dzisiejszych czasów, eliminuje się „w białych rękawiczkach" - dając alternatywę: kupisz z emerytury leki, jedzenie lub zapłacisz rachunki.

               Źle rozumiana emancypacja kobiet - postrzegana współcześnie jako prawo do mordowania dzieci nienarodzonych a nie jako równouprawnienie mężczyzn i kobiet. Ograniczenie dostępu do służby zdrowia (poprzez tzw. „limity przyjęć") -chyba dlatego by ludzie potrzebujący pomocy umierali w kolejkach do lekarzy specjalistów...

               I wmówienie społeczeństwu potrzeby bycia najpierw „Europejczykiem" a dopiero później „Polakiem", tak jakbyśmy nie byli od tysiąca lat w Europie, a bycie Polakiem było „obciachem".

               Jaka jest prawdopodobna przyszłość Polski widziana oczyma jej wrogów?

               Oto na mapach Europy mamy rejon Unii o nazwie Polska, ale bez Narodu Polskiego -to rejon zamieszkały przez plebs. Garstka zwykłych ludzi, którym się wydaje że coś znaczą.  Potomkowie wielkich ludzi i bohaterskich żołnierzy Rzeczpospolitej, dziś niezdolni by się podnieś spod jarzma które dali sobie dobrowolnie założyć...

              Taka przyszłość może nas czekać gdy na czas nie zdamy sobie sprawy z faktu, że największym zagrożeniem dla nas jest brak logicznego myślenia, analizowania rzeczywistości, wyciągania wniosków i przeciwdziałania zagrożeniom.

 



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 29 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  224 914  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O mnie

Tajna Wiedza eXtremalna- wiedza dla nas, nie dla mas.

O moim bloogu

Walcz, albo giń w gąszczu informacji.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 224914

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl