Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 884 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Demograficzne dno

piątek, 17 czerwca 2011 14:03

Najnowsze prognozy demograficzne do 2050 r.

 


 


Czy w przyszłości dzień dziecka będzie dla wielu smutnym wspomnieniem z powodu braku własnych dzieci ? Niestety nie jest to żadna przesada, gdyż jak podaje Rzeczpospolita nr 61 z 15 marca 2011 do 2035 roku Polaków bedzie nie 38 ale około 36 milionów.Na polskich wsiach rodzi się coraz mniej dzieci. Boiska szkolne już nie tętnią taką energią , a coraz więcej szkół ma problemy aby się utrzymać i nie zostać zamkniętymi. Kto za to odpwiada? Nasze elity są ślepe, jak pisze P. Gabryel w komentarzach Rzeczpospolitej (wyd.cyt s.A2 , Marszowym krokiem w demograficzną przepaść) : "Za sprawą polityki ''tu i teraz ", od lat z ochotą uprawianej przez zastępy premierów i ministrów, których nie brakuje w obecnym rządzie (dość wspomnieć o Donaldzie Tusku), nasz naród raźnie- raz trochę szybciej innym razem wolniej zmierza w stronę demograficznej zapaści".

 

 

Urban mówi:  Dzieci do śmieci


Jerzy Urban wypowiada się nie bezpośrednio, lecz przedstawia swoją linię programową  piórem Agnieszki Wołk-Łaniewskiej która daje upust swoim frustracjom w artykule „Dzieci do Śmieci” NIE Nr 12/2011. Mamy tutaj prawdziwy pokaz ideologicznej propagandy i hasła w stylu: „Róbcie studia zamiast bachorów”, „Polska  ma przyrost naturalny  minimalny - co jest jedną z niewielu dobrych rzeczy, które o naszym kraju można powiedzieć” lub tytyłowe już zawołanie „dzieci do śmieci”.

Neomaltuzjanizm bo zwolenniczką takiej doktryny jest Agnieszka Wołk-Łaniewska jest ciągle w użyciu, a przykładem jest wymieniona autorka, która napisała, że:” Wedle raportu Living Planet Report opracowywanego przez naukowców różnych dziedzin na polecenie światowego potentata ekologii organizacji WWF, "pojemność" Polski wynosi między 13 a 20 milionami ludzi. 39 milionów Polaków co roku zużywa dwa razy więcej dóbr naturalnych niż piękna nasza Polska cała jest w stanie z siebie wydać.” A my gdzieś to już słyszeliśmy….

 


 


 Don Kichot i granice wzrostu


Niedawno wybuchła wielka afera , ponieważ znany działacz katolicki Kazimierz  Świtoń  na zjeździe USOPAŁ-u przypomniał o „Granicach Wzrostu” czyli pracy Klubu Rzymskiego  z 1972 r. Raport Rzymski  postulował zmniejszenie ludności Polski do poniżej 20 mln, a prof. Meadows w „Kulturze” z 12.01.1975 potwierdził te destrukcyjne wyliczenia : „Jeżeli chodzi o Polskę, to sądzę, że macie zbyt duży przyrost ludności. 15 milionów gwarantowałoby równowagę” ( za: TWX granice prognozy 16 listopada 2008). Być może wielu naiwnych myśli sobie, że w dobie katastrofy demograficznej i ekonomicznej  zwolennicy neomaltuzjanizmu odpuścili sobie utopijne teorie ograniczania urodzeń, ale nic z tego. Dla zwolenników kontroli urodzeń  nie jesteśmy Polakami , ale  fragmentem ludzkości. Ale co tam skoro ludzkość trzeba zmniejszyć to  sami podłóżmy głowę pod topór…

 


 


Ziemia dla ziemian ?


W roku 1798, w Londynie ekonomista, pastor anglikański Thomas Robert Malthus wydaje swą głośną książkę; „Rozprawa o prawie ludności i jego oddziaływaniu na przyszły postęp społeczny wraz z uwagami na temat spekulacji panów Godwina, Condorceta i innych pisarzy" Najważniejszym, jak się później okazało dla ludzkości twierdzeniem, był wywód o dwu ciągach cyfr. „Ludność w razie braku przeszkód wzrasta w postępie geometrycznym, a środki utrzymania- w postępie arytmetycznym. Przyjmując, że ludność ziemi wynosi, na przykład, tysiąc milionów, to ludzkość wzrastałaby w postępie 1, 2, 4. 8, 16, 32, 64, 128, 256, 512, itd.; środki zaś utrzymania: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10 itd. Po dwustu pięćdziesięciu latach będzie się miał stosunek ilości zaludnienia do ilości środków utrzymania, jak 4096 do 13.".(W. Majdański, Planowanie zaludnienia, Łomianki 2004, s 28)   Malthus przestraszył ludzi na kilka stuleci. Nakreślił obraz plagi głodu i niepohamowanego wzrostu ludności, a co za tym idzie nędzy i występku. Tymczasem pesymistyczne wizje nie sprawdziły się. Na skutek wielkiego postępu technicznego, dokonał się wzrost wydajności rolnictwa - przejście z rolnictwa ekstensywnego na intensywne. Wiele krajów posiada nadwyżkę żywności, a obszar Europy i USA Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) zalicza do obszarów o wyżywieniu zbyt obfitym (nadkonsumpcja) powyżej 3000 kal. na dzień. Pomimo tego, że narody Europy żyją dostatnio, to starzeją się i wymierają Pewne grupy ludzi nadal promują neomaltuzjanizm, który uchodzi za modny i postępowy, a groźba przeludnienia stała się wręcz obsesją masonerii. Europejczyk sprzed Malthusa cieszył się z dziecka, Europejczyk po Malthusie przede wszystkim smuci się z dziecka.

Dziś inny Anglik straszy Polaków apokaliptyczną wizją przeludnienia. „Sir David Attenborough jest patronem i twarzą organizacji Optimum Population Trust, która stawia sobie za cel przełamanie tabu związanego z kontrolą populacji ludzkiej. Na stronie organizacji można złożyć ślubowanie "Postaram się mieć nie więcej niż dwoje dzieci!" i znaleźć wyliczenie wskazujące, że bez podobnych postanowień w 2050 r. ludzi będzie 9,1 miliarda, co, zdaniem niektórych badaczy, 5-krotnie przekracza optymalną populację Ziemian” Problem polega na tym, że „ziemianie” dadzą sobie radę i na pewno nie wymrą, ale my Polacy możemy przestać istnieć jako Naród i jak mawiał Roman Dmowski jeśli jako Naród nie nabierzemy odpowiedzialności za swój los i się nie zorganizujemy to możemy  przestać istnieć jako Naród !


 

 Najnowsze prognozy do 2050


Problem  elit rządzących naszym krajem polega na tym, że nikt nie wybiega w przyszłość i nie robi analiz na kilkadziesiąt lat do przodu. Najdalej idąca krajowa prognoza demograficzna to prognoza Głównego Urzędu Statystycznego do 2035 r, z której wyłania się obraz nieprawidłowej struktury naszego narodu: "Sredni wiek Polaka (dziś 38 lat) w ciągu 25 wzrośnie do 45 lat, bedzie też niemal trzykrotnie więcej 80-latków. Liczba osób w wieku produkcyjnym z obecnych ok 25 mln ma spaść do niespełna 21 mln w 2030 r."

Z kolei najnowsze prognozy mówią o tym, że demograficzne wyludnianie Polski nabierze jeszcze szybszego tempa: W Polsce w ciągu najbliższych 50 lat liczba ludności spadnie o około 5,5 mln – z obecnych 38,2 mln do 32,7 mln mieszkańców (czyli o ponad 14 %) – wynika z najnowszej prognozy Europejskiego Urzędu  Statystycznego na temat sytuacji demograficznej państw należących do Unii Europejskiej.

W latach 2010–2060 ma też radykalnie pogorszyć się sytuacja demograficzna w Polsce. Według prognoz Eurostatu za pół wieku proporcja osób w wieku produkcyjnym do osób w wieku poprodukcyjnym w naszym kraju (obok Łotwy i Rumunii) będzie najmniej korzystna w UE. Między 2010 i 2060 rokiem ma się ona zmienić z 19% do 64,6%.

Warto zwrócić uwagę, że według prognoz Eurostatu w tym samym czasie wskaźnik dzietności w naszym kraju, obok Słowacji, ma pozostać najniższy w UE. W Polsce ma też utrzymać się jeden z najgorszych wskaźników migracji – do 2060 r. ma przybyć zaledwie 0,5 mln imigrantów (to akurat dobrze -red TWX)

(Patrz: www.tvp.info: Liczba mieszkańców Polski spadnie o 5,5 mln, 09.06.2011)

  Wydaje się, że czarna prognoza demograficzna znana jest kolejnym ekipom rządzącym, ale dla nich liczy się tylko "tu i teraz". Nikt z tych ludzi nie wybiega myślami 50 a nawet 30 lat do przodu, oni zaledwie kalkulują od jednych wyborów do drugich. My jako obywatele  musimy walczyć o prawdziwą politykę  społeczną, która konsekwentnie i długofalowo będzie wspierać te polskie rodziny, które mają i chcą posiadać jeszcze więcej dzieci. To jest nasze prawo i moralny obowiązek, który musi nami teraz kierować, w przeciwnym razie prognozy staną się brutalną rzeczywistością.

 

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

ABORCJA MORDERSTWO NAJSŁABSZYCH I BEZBRONNYCH

poniedziałek, 02 lutego 2009 18:48

ABORCJA

MORDERSTWO NAJSŁABSZYCH I BEZBRONNYCH




Czy jakiekolwiek słowa mogą tłumaczyć bestialstwo ludzkich zwierząt???


           "...Na temat aborcji nie chciałem przez wiele lat pisać, gdyż cały spór wokół legalizacji dzieciobójstwa jest dla mnie przerażający i całkowicie niezrozumiały. O ile możemy przerzucać się argumentami moralno-filozoficznymi w takich sprawach, jak eutanazja na wyraźnie życzenie osoby chorej czy stosowność wykonywania kary śmierci na mordercach, tak sprawa aborcji jest tu całkowicie poza sferą sporów. Wyróżnikiem i zarazem punktem centralnym jest tu bowiem dziecko, całkowicie pozbawione prawa obrony, głosu, argumentacji. Dziecko, które jest całkowicie zdane na opiekę swej matki.

         

           Jakich zatem argumentów należy użyć, by przekonać matki do obrony swych dzieci przed śmiercią? Co mogłoby być bardziej bestialskie i przerażające, niż morderstwo dziecka przez jego rodziców? Jeżeli tego rodzaju powinności nie są jasne, uważam wszelką dyskusję dotyczącą sfery moralnej za zbędną i bezpodstawną. Moim zdaniem żadna specjalna ustawa o zakazie przerywania ciąży nie jest wcale potrzebna! Powinny wystarczyć paragrafy za zabójstwo z premedytacją dokonane w zmowie - bo takim czynem jest aborcja. Płód ludzki ma zupełnie inną strukturę DNA niż matka a także posiada określona grupę krwi. Nie można więc powiedzieć, że dziecko jest własnością matki.

           Jeżeli odrzucam wszelką dyskusję na gruncie moralności, co zatem skłoniło mnie do podjęcia tego tematu?

          Rezygnując z próby przekonywania osób godzących się na aborcję, chcę przedstawić jedynie konsekwencje, jakie wynikają z ich postawy - konsekwencje nie tyle moralne (bo o moralności tutaj mowy nie ma), ale prawne.


          Temat aborcji wrócił do naszego kraju niczym wahadło. Środowiska polityczne związane z lewicą  próbują doprowadzić do legalizacji aborcji na każde życzenie, w ramach tzw. praw człowieka Wystarczy jednak wyjechać do sąsiadujących z Polską krajów, aby przekonać się, że aborcja nie jest tam wcale tematem pobocznym. Spór o nią jest pozbawiony podstaw. Zasadniczą kwestią jest jednak ustalenie, od którego momentu mamy do czynienia z człowiekiem. Odpowiedź na to pytanie jest już dla nas samych określeniem naszej postawy w tym sporze. Aktualnie nawet medycyna nie potrafi się na ten temat konkretnie  wypowiedzieć.


           Najczęstszym argumentem używanym przez zwolenników aborcji jest argument odwołujący się do tego, że trudno nazwać kilkutygodniową zygotę za człowieka - stąd też nie należy mówić o dzieciobójstwie, ale raczej o przerwaniu ciąży, czyli o aborcji. Konsekwentnie zatem aborcję traktuje się jako pewnego rodzaju zabieg chirurgiczny, podobnie jak usunięcie zęba czy wycięcie cysty. Zwolennicy aborcji twierdzą, że nawet do piątego miesiąca ciąży nie mamy do czynienia z osoba ludzką, będącą podmiotem prawa. Zwróćmy uwagę na fakt, że od pewnego czasu nie mówi się już o aborcji jako o zabiciu dziecka, ale o zabiegu usunięcia ciąży... Już sam ten tok komunikacji myślowej jest nieco dziwny. W Stanach Zjednoczonych prawo określa, że nawet do 6 miesiąca nie mamy do czynienia z osoba ludzką. Dlatego też usunięcie płodu czy też zygoty, obojętnie jak nazwiemy ludzki zarodek, nie jest według propagatorów aborcji czymś szkodliwym moralnie, ponieważ jest dopuszczone prawnie. Generalnie mamy dobre prawodawstwo antyaborcyjne, jednak zwolennicy aborcji chcą je zmienić tak, aby umożliwić kobietom przerywanie ciąży z tzw. względów społecznych.


            Jeżeli nie mamy też do czynienia z osobą ludzką, trudno w tym kontekście mówić o winie w kategoriach moralnych. Jeszcze kilka lat temu polskie prawo dopuszczało możliwość przerywania ciąży do 18 tygodnia, dowodząc tym samym, że nie mamy do czynienia z osobą ludzką, natomiast zapis w kodeksie cywilnym mówił o możliwości dziedziczenia majątku przez dziecko... od momentu poczęcia. Wszelkiej maści „prospołeczni" obłudni lewicowcy mówią, że kobieta XXI wieku ma prawo do decydowania o swym życiu. Ci sami politycy, np. szef SLD - Wojciech Olejniczak, twierdzą, że są zdecydowanymi przeciwnikami dobrowolnych ubezpieczeń, gdyż społeczeństwo byłoby nieodpowiedzialne, gdyby dysponowało tymi pieniędzmi... Gdzie tu logika? Na tzw. Zachodzie kobiety, które dokonały aborcji i w wieku dojrzałym nie mają potomstwa, są często klientkami poradni psychiatrycznych, gdyż do końca życia mają świadomość popełnionej zbrodni. Abordowanie dziecka wydziela bowiem do organizmu kobiety tzw. hormony śmierci, które mówią organizmowi matki, że z jej dzieckiem dzieje się coś złego.


              Rozmaici lewicowcy postulują, że lepiej aby kobieta mogła przerwać ciąże, aniżeli porzucić później dziecko np. na śmietniku. A przeciez dwoma podpisami kobieta może zrzec się praw do potomka, a na pewno znajdą się ludzie chętni na adopcję takiego dziecka.


              Wedle ostatnich danych (luty 2003 r.) na całym świecie dokonuje się około 50 milionów aborcji rocznie. W takiej sytuacji firmy medyczne i kosmetyczne zaczęły swoiste polowanie na usunięte płody, jako cenny materiał, który można wykorzystać zamiast wyrzucać do kosza. Kilka lat temu w Stanach Zjednoczonych rozesłano do lekarzy ginekologów wspaniale wydane broszurki firmy Opening Lines. W apelu do lekarzy położników czytamy tam na pierwszej stronie: Damy Ci radę, jak zmienić trudną decyzję Twojej pacjentki na coś cudownego i pożytecznego. Zachęceni tym wstępem lekarze mogą przeczytać, że istnieje możliwość sprzedaży usuniętych płodów. Muszą być one jednak nienaruszone, nie uszkodzone, nie pocięte. W jaki sposób można dokonać takiego zabiegu, dowiedzieć się mogą lekarze na darmowych szkoleniach, na które zaprasza ginekologów firma Opening Lines. Firma ta skupuje w całych Stanach Zjednoczonych (w których dokonuje się dziennie około 1500 aborcji) usunięte płody. Najbardziej cenne i „chodliwe" są: wątroby płodu (150 dolarów sztuka), nieuszkodzone oczy (250 dolarów para), nerki, serce, kości etc. Jak poinformował internetowy serwis „New Scientist" w notatce pt.: „Fetal tissue transplants improve adult sight", przeszczep płodowych komórek siatkówki oka mógłby prawdopodobnie zahamować, a nawet odwrócić utratę wzroku związaną z degeneracyjnymi chorobami oczu.


               Naukowcy z „Doheny Eye Institute" w Los Angeles uważają, że trudności można przezwyciężyć, przeszczepiając podwójną warstwę komórek z siatkówek poronionych płodów. Ponieważ komórki płodowe są dobrze tolerowane przez układ odpornościowy, nie trzeba podawać leków immunosupresyjnych. Proceder ten rozwinął się do tego stopnia, że firma Opening Lines musiała powstrzymać „ambitnych" ginekologów. Obecnie wysyła im zamówienia np. na parę oczu czy wątrobę malucha...


            Wedle magazynu New Oxford Reviev w Stanach Zjednoczonych działa pięć wielkich firm skupujących usunięte płody i handlujących nimi (największym gigantem „biznesu" jest Anatomic Gift Fundation z Laurel w Maryland w stanie Georgia). Firmom handlującym usuniętymi płodami wytaczano wielokrotnie procesy - ale kończą się one zazwyczaj ugodowo, gdyż nie można karać firm za profanację zwłok, bo wedle prawa usunięty płód nie jest osobą. Adwokaci powołują się zatem na tezę mówiącą: jeżeli w USA usuwa się dziennie 1500 płodów, nie ma sensu, by marnować tak cenny materiał. Podobną żelazną konsekwencją wykazują się lekarze.


           Wiele gazet medycznych powoływało się na słynne badania dr. Galfryda Chamberlaina, który eksperymentował na abortowanym płodzie, próbując jak najdłużej utrzymać go przy życiu poza organizmem matki - według Chamberlaina jedynym celem eksperymentu było ustalenie, jak długo można utrzymać abortowany płód przy życiu.

         

             Opublikowano też zdjęcie dr. Gotfryda na tle żyjącego jeszcze kilkunastotygodniowego płodu. Do tego rodzaju badań dołączyli kolejni pseudo „naukowcy", próbujący ustalić, jak długo można utrzymać przy życiu na przykład, odciętą głowę malucha...

          

            W amerykańskich laboratoriach przechowywane jest około czterystu tysięcy zamrożonych ludzkich embrionów. Taką informację przekazało w najnowszym raporcie Towarzystwo Techniki Rozrodu Wspomaganego (SART - Society of Assisted Reproductive Technology). Ludzkie zarodki służą tam do badań i doświadczeń laboratoryjnych.

            

             W całej sprawie wypowiedział się ostatnio prof. J. Gurdon wraz ze współpracownikami z Instytutu Badań nad Rakiem Uniwersytetu Cambridge (Wielka Brytania). Powiedział w wywiadzie: „Nie rozumie sprzeciwu wobec doświadczeń z embrionami: embriony to nie są osoby. Nie jest osobą ten, komu przeznaczona jest szybka śmierć". Degeneracja umysłowa profesora jest tak krańcowa, że status osoby ludzkiej wedle niego zależy od tego, czy komuś przeznaczone jest długie, czy krótkie życie.


              Wszystkie tego rodzaju makabryczności są jednak wynikiem zgody na tezę, że płód to nie osoba, to nie dziecko. Wszelkiej maści lewica, która z aborcji uczyniła sztandar postępu i wolności, nie widzi mizerii swych poglądów, które prowadzą do bestialstwa. Poglądy te są zresztą sprzeczne: z jednej strony aborcja ma być przejawem wolności, to kobieta ma o sobie decydować, jako świadoma wyboru i wolna - a z drugiej strony ci sami lewicowi krzykacze twierdzą, że nie może być prywatnej służby zdrowia, bo ta sama kobieta nie jest w stanie sama zadbać o swe zdrowie, jest po prostu za głupia - nie na tyle jednak, by decydować o sprawach życia czy śmierci.

 

            Podobnych sprzeczności można by wskazać wiele (debata lekarzy w stanie Montana dotycząca kwestii, czy nakazać lekarzom anestezjologom znieczulać płód przed aborcją, by cierpienie dziecka było mniejsze.... ot, humanizm lewicowy w pełnej krasie. Cały spór jest też bezpodstawny. Argument, jakoby moment bycia człowiekiem warunkowany był odczuwaniem bólu, jest śmieszny. Jak bowiem wedle tych założeń traktować nieprzytomnych czy znajdujących się pod narkozą ludzi już urodzonych?).


             Ta makabra nie jest kryzysem moralności - jest konsekwencją niewinnie wyglądających wyborów. Wmówiono nam, że aborcja nie jest czymś złym, jeżeli w to uwierzymy, możemy być pewni, że tego rodzaju makabreski będą się mnożyć. Dlatego uważam, że słabością ruchów pro-life jest zbyt asekuratywna kampania. Powinni dążyć do całkowitej zmiany prawa.


             Po dzień dzisiejszy rozdzieramy szaty nad milionami ofiar Holocaustu, nie zdając sobie sprawy, że największa hekatomba naszego narodu pochodzi z dzieciobójstwa! Tak to 50 milionów ofiar w postaci nienarodzonych dzieci to ofiara składana na ołtarzu „wolności"! Wedle danych statystycznych, z mojego rocznika (1968) urodziło się tylko co drugie dziecko - reszta została poddana aborcji. Ostatnie lata w Rosji wskazują zaś, że 60% zajść w ciążę kończy się tam aborcją. Komunizm, nazizm kosztowały ludzkość mniej ofiar. Jednocześnie nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak można całą swą energię życiową poświęcić na walkę o aborcję?


              W Kanadzie zezwala się na aborcję do 6 miesiąca ciąży, w Holandii dodatkowo w 9 miesiącu mogą być abordowane dzieci z wykrytym zespołem Downa, a w Chinach są restauracje, w których serwuje się potrawy z abordowanych ludzkich płodów. Spójrzmy jednak na to w jakim klimacie politycznym przyszło nam funkcjonować. W przyszłości na pewno poddani zostaniemy jako kraj ze strony „Unii Europejskiej jakiejś wzmożonej presji, która będzie chciała wymóc na nas liberalizację prawa w tym zakresie.


             Nie potrafię zrozumieć takich inicjatyw jak „pływająca klinika aborcyjna" (przebudowany trawler rybacki, na którym organizacja Women on Waves [Kobiety na Falach] oferuje przeprowadzenie aborcji na morzu kobietom pochodzącym z krajów, gdzie prawo nie zezwala na przerywanie ciąży). Warto tu dodać, że w lipcu 2001 r. Rebecca Gompers, przewodnicząca Fundacji „Kobiety na Falach" przyjechała do Warszawy na zaproszenie Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, gdzie była przyjmowana z honorami przez polskie działaczki.


              Najtrudniejszym momentem dla kobiet, które zdecydowały się na usunięcie dziecka, będzie moment, gdy staną twarzą w twarz z niechcianym zabitym dzieckiem. Wtedy na wszelkie refleksje już będzie za późno. Jak celnie zauważył Lech Stępniewski: „przerwana pępowina może być sznurkiem, na którym dziecko jak balonik wypuszcza się w niebo, ale też sznurem, na którym spuszcza się je do grobu..."


          Teza mówiąca nam, że płód to nie dziecko, wprowadziła patologiczny obraz świata, a podobna patologia musi prędzej czy później eksplodować z nieobliczalnymi skutkami. Dlatego za zwyrodnialców-dewiantów uważam wszystkich tych, którzy podnoszą ręce na dzieci. Jaka jest bowiem różnica między psychopatą, wdzierającym się do kliniki dziecięcej z piłą łańcuchową, a ginekologiem z lancetem? Do pierwszego nie mielibyśmy skrupułów strzelać, ale drugiego tylko krytykujemy, zamiast zaprowadzić go na szafot! (...)"


             Na koniec, ku przestrodze kilka faktów - współczynnik posiadania dziecka w przeciętnej europejskiej rodzinie wynosi 1,4 promila. W rodzinach muzułmańskich natomiast kształtuje się on na poziomie 4,2 promila. Aborcja może więc doprowadzić do tego, że za pół wieku jako Europejczycy będziemy stanowić mniejszość w Europie, skazani na łaskę  lub niełaskę wrogich cywilizacji łacińskiej plemion..."


dr Roman Konik

[źródło: http://www.kmncalisia.bloog.pl/kat,0,page,2,.]




Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zmiany demograficzne - badanie przyrostu naturalnego w Polsce w latach 1950-2005

sobota, 22 listopada 2008 20:04

  Zmiany demograficzne - badanie przyrostu naturalnego w Polsce w latach 1950-2005

 

WSTĘP

        Znajomość zjawisk, procesów i struktur każdej populacji ma doniosłe znaczenie zarówno dla kształtowania odpowiedniej polityki demograficznej, jak i dla różnorodnej działalności społeczno-gospodarczej. Czynnik ludzki w każdym systemie społeczno-ekonomicznym spełnia istotną rolę w procesach rozwojowych, a także w zakresie organizacji i świadczenia różnorodnych usług. Człowiek występuje nie tylko jako wytwórca dóbr i usług, lecz zarazem jako ich dystrybutor i konsument.

Zmiany struktury demograficznej populacji należą do najbardziej rewolucyjnych przemian ery nowożytnej. Wcześniej, przez tysiące lat, ludzie na ogół umierali młodo, a przetrwanie gatunkowi zapewniała duża płodność. W trakcie przemian demograficznych, między końcem XVIII w. i środkiem XX w., coraz to nowe społeczeństwa podejmowały uwieńczone powodzeniem wysiłki na rzecz wydłużenia ludzkiego życia i zmniejszenia ryzyka śmierci. Zaczął tworzyć się nowy, nie znany wcześniej sposób reprodukcji ludności charakteryzujący się niewielką dzietnością i długim trwaniem życia.

W stosunkowo krótkim, z perspektywy dziejów, czasie nastąpiło gwałtowne przyspieszenie wzrostu liczby ludności. Szybko populacja Ziemi przekroczyła jeden miliard mieszkańców, a potem jeszcze szybciej dwa, trzy i cztery miliardy. Po przekroczeniu czwartego miliarda, tempo wzrostu demograficznego zaczęło słabnąć. Od kilkunastu lat coraz wyraźniejsze są symptomy wygasania eksplozji ludnościowej i powolnej stabilizacji procesów demograficznych.

 Jak wyliczył Eurostat, czyli Europejski Urząd Statystyczny, na przeciętną Polkę przypada 1,23 dziecka, tyle samo co na Czeszkę. Jeszcze gorzej ten wskaźnik wygląda w Słowenii, a niewiele lepiej na Łotwie i Słowacji. Lepiej, choć i tak niezbyt dobrze, jest w Europie Zachodniej.

Nigdzie jednak nie rodzi się wystarczająco dużo dzieci, by zapewnić zastępowalność pokoleń, czyli ponad dwoje na jeden związek. Udaje się to jedynie m.in. w USA i Indiach.
Mimo słabego przyrostu naturalnego liczba ludności w całej Unii rośnie dzięki imigrantom. Najwięcej imigrantów netto (różnica miedzy tymi, którzy przyjeżdżają do danego kraju, i tymi, którzy zeń wyjeżdżają) jest w Hiszpanii, Irlandii i na Cyprze. W sumie w ciągu ostatniego roku populacja 25 państw Unii wzrosła o 2 mln, do prawie 459,5 mln.

Na imigracje Polska liczyć raczej nie może - obok państw bałtyckich i Holandii jesteśmy jednym z niewielu państw Unii, z których nadal więcej osób wyjeżdża, niż przyjeżdża. Liczba mieszkańców Polski nieustannie zmniejsza się i na dzień 1 stycznia 2005 r. szacowano ja na 38 mln 174 tys. osób.

Dlatego też autorzy zdecydowali się zbadać przyrost naturalny w Polsce w latach 1950-2005 z uwzględnieniem występujących czynników, które zarówno pobudzają przyrost naturalny jak i czynniki oraz zjawiska, które zakłócają wzrost populacji Polski. W pracy  wyodrębniono występujące prawidłowości i cykle w demografii Polski.

*                                 *                                      *

           Na zmiany demograficzne oraz zmiany przyrostu naturalnego w Polsce ma wpływ kilka czynników. Do podstawowych możemy zaliczyć zgony i urodzenia.  Dodatkowo wpływ ma saldo migracji i współczynnik dzietności, które to czynniki kształtują ostateczny obraz zarówno sytuacji demograficznej państwa jak i stan przyrostu naturalnego.

           Obecnie uważa się, że Polska znajduje się w III fazie cyklu demograficznego, który jest charakterystyczny dla państw wysoko rozwiniętych. Faza ta charakteryzuje się najczęściej ujemnym przyrostem naturalnym i długością życia średnią przekraczającą 65 lat, gdzie ogólnie ludność szybko się starzeje.

Na wykresie 1 zaprezentowano liczbę urodzeń żywych w latach 1950-2005 w Polsce.

Źródło: Dane na podstawie roczników statystycznych i strony internetowej www.gus.gov.pl

         Najwyższa liczba urodzeń wyniosła 793,8 tysięcy w roku 1955, natomiast najniższą liczbę urodzeń odnotowano w roku 2003, a wyniosła ona 351,1 tysięcy. Na podstawie wykresu można wyróżnić tylko jeden pełny cykl wahań cyklicznych. Pełny pierwszy okres rozpoczyna się w roku 1955, a kończy się w roku 1983 i trwa łącznie 28 lat. Drugi okres rozpoczyna się w roku 1984 i jest to okres niepełny, gdyż jego rozwój trwa po dzień dzisiejszy. Rok 1955 i 1983 to górne punkty zwrotne, a lata 1963 i 2003 to dolne punkty zwrotne.

        Ze względu na długość okresu, cykl pierwszy trwa 28 lat, a niepełny cykl drugi trwa już 22 lata, a dopiero od 2 lat cykl ten zaczyna powoli „rosnąć" w liczbę urodzeń żywych. W związku z tym można prognozować, że jeśli pierwszy cykl trwał 28 lat, a połowa cyklu drugiego trwała od roku 1984 do 2003 czyli 19 lat, to drugi cykl będzie trwał przypuszczalnie około 38 lat.

Wyznaczając linie trendu dla liczby urodzeń żywych w badanym okresie, można wyraźnie odczytać silną tendencję spadkową.

Z kolei na wykresie 2 zaprezentowano liczbę zgonów w latach 1950-2005.

Wykres 2. Liczba zgonów i linia trendu w Polsce w latach 1950-2005.


Źródło: Dane na podstawie roczników statystycznych i strony internetowej www.gus.gov.pl

           Najwyższą liczbę zgonów odnotowano w roku 1991 i wynosiła ona 405,7 tysięcy, natomiast najniższa liczbę zgonów była w roku 1960 i wynosiła 224,2 tysiące. W przebiegu liczby zgonów wyróżnić można wyraźną rosnącą linię trendu.

        W badanych okresie czasu trudno wyróżnić wahania cykliczne, gdyż cykle są mało wyraźne, brak w nich wyraźnych punktów zwrotnych. Nie można jednoznacznie określić gdzie zaczyna się i gdzie kończy się cały pełny cykl. W tabeli 1 zaprezentowano punkty zwrotne wyodrębnionych cykli, dla których to cykli podano wartości liczbowe.

        Autorzy przyjęli jednak, że w obserwowanych latach jest dziewięć krótkich cykli, które składają się na jeden długi cykl.

Tabela 1. Punkty zwrotne wyodrębnionych cykli.


Źródło: Dane na podstawie roczników statystycznych i strony internetowej www.gus.gov.pl.

Długi cykl trwa od roku 1951 do 1991. W latach od 1951 do 1963 obserwujemy dużą częstotliwość wahań. Po roku 1971 wahania liczby zgonów mają mniejszą częstotliwość, a przebiegi cyklu są coraz dłuższe.

Na wykresie 3 zaprezentowano graficzne zestawienie liczby urodzeń żywych i zgonów w Polsce w latach 1950-2005.

Wykres 3. Liczba urodzeń i zgonów w Polsce w latach 1950-2005.


Źródło: Dane na podstawie roczników statystycznych i strony internetowej www.gus.gov.pl.

            Z powyższego wykresu wyraźnie wynika, że przez większość badanego okresu dominuje wyższa ilość urodzeń żywych niż zgonów. Szczytowy rok 1955, który był najwyższym rokiem liczby urodzeń, liczba urodzeń w tym roku była trzykrotnie wyższa niż liczba zgonów. Z upływem lat różnica pomiędzy liczbą urodzeń a zgonów powoli zaczynała się zmniejszać tak, że w roku 2002 nastąpiło przegięcie i tendencja ta się odwróciła.

            Porównując liczbę zgonów i urodzeń można poznać wartość przyrostu naturalnego w Polsce. Przyrost naturalny to różnica pomiędzy liczbą urodzeń żywych a liczbą zgonów w określonym czasie i na określonym obszarze. Wartość dodatnia oznacza liczbę urodzeń przewyższającą liczbę zgonów ujemna - odwrotnie. Jeśli mamy do czynienia z wartością ujemną, mówimy o ubytku naturalnym. Przyrost naturalny obliczamy na podstawie wzoru:

Pn=U-Z, gdzie:

 

Pn oznacza przyrost naturalny,    U- liczbę urodzeń,        Z-liczbę zgonów.

           Przyrost naturalny różni się od przyrostu rzeczywistego o saldo migracji.

           Przyrost rzeczywisty daje pełny obraz zmiany liczby mieszkańców danego obszaru otrzymany poprzez zestawienie przyrostu naturalnego ze współczynnikami migracji. Stanowi sumę wielkości przyrostu naturalnego i salda migracji. Obliczmy go z wzoru:

PR = Pn + SM, gdzie:

            SM oznacza saldo migracji.

         Na saldo migracji składają się dwa przeciwstawne czynniki:

-imigracja- napływ ludności obcej, osiedlającej się na stałe w Polsce; ogół imigrantów, przybyszów cudzoziemskich osiadłych na stałe,

-emigracja- wychodźstwo; środowisko, ogół emigrantów, wychodźców, osób, które przesiedliły się z Polski do obcego kraju.

         Na wykresie 4 możemy obserwować różnicę w przyroście naturalnym a przyroście rzeczywistym w latach 1950-2005 w Polsce.

Wykres 4. Przyrost naturalny a przyrost rzeczywisty w Polsce w latach 1950-2005.


Źródło: Dane na podstawie roczników statystycznych i strony internetowej www.gus.gov.pl.

         Praktycznie przez większość badanego okresu zaobserwowano, że przyrost naturalny jest większy niż przyrost rzeczywisty. Wynika to z tego, że saldo migracji jest ujemne, czyli więcej osób emigruje z Polski niż imigruje do kraju. Wyjątkiem są lata: 1952, 1955, 1956 i 1959, w których przyrost rzeczywisty jest nieznacznie wyższy niż przyrost naturalny. W latach tych więcej osób imigrowało do Polski niż emigrowało.

            W latach od 1950 do 1998 przyrost naturalny jest dodatni, czyli więcej osób się rodzi niż umiera. Zjawisko to w tym przypadku nazywa się jako dodatnia prosta zastępowalność pokoleniowa. Polega ono na tym, że na dwoje rodziców przypada co najmniej dwoje dzieci. W przypadku, gdy rodzi się mniej niż dwoje dzieci, wtedy nie dochodzi do prostej zastępowalności pokoleń. Takie zjawisko możemy obserwować po 2002 roku, w którym przyrost naturalny zaczyna być ujemny, czyli więcej Polaków umiera niż się rodzi. Po uwzględnieniu ujemnego salda migracji na przyrost naturalny, ujemny przyrost rzeczywisty uzyskujemy jeszcze szybciej niż w przypadku naturalnego, bo już w roku 1999. Sytuacja ujemnego przyrostu naturalnego i rzeczywistego trwa do końca badanego okres, tj. do roku 2005.

       Ogólnie można przyjąć, że bez wykreślania linii trendu, tendencje przyrostu naturalnego jak i rzeczywistego są wyraźnie malejące.

           Podobnie jak w przypadku urodzeń z wykresu możemy wyróżnić jeden pełny cykl i drugie jest widoczny w połowie. Przy założeniu, że 1 cykl rozpoczyna się w roku 1956 (536 tysięcy) dla przyrostu rzeczywistego i rok 1955 (532 tysiące) dla przyrostu naturalnego to wtedy, obydwa przyrosty kończą się w roku 1983 o wartości 371 tysiące dla przyrostu naturalnego i 346 tysięcy dla rzeczywistego. Z kolei minimum dla przyrostu rzeczywistego i naturalnego znajduje się w roku 1969 i wynosi 248 tysięcy dla rzeczywistego, a dla przyrostu naturalnego wynosi 268 tysięcy. Drugi cykl rozpoczyna się w roku 1983 i trwa nadal, a jego minimum znajduje się dla przyrostu naturalnego i rzeczywistego w roku 2003.

              Na zmiany przyrostu naturalnego w największym stopniu ma współczynnik dzietności. Wpływa on bezpośrednio na liczbę urodzeń. Współczynnikiem dzietności określamy liczbę urodzonych dzieci przypadających na jedną kobietę w wieku rozrodczym (15-49 lat). Przyjmuje się, iż współczynnik dzietności między 2,10-2,15 jest poziomem zapewniającym zastępowalność pokoleń. Na wykresie 5 zaprezentowano porównanie przyrostu naturalnego z współczynnikiem dzietności w Polsce w latach 1950-2005. Ze względu na brak pełnych danych o współczynniku od roku do 1950 do 1969, nie wykreślono linii łączącej te wartości.

Wykres 5. Przyrost naturalny a współczynnik dzietności w Polsce w latach 1950-2005.

Źródło: Dane na podstawie roczników statystycznych i strony internetowej www.gus.gov.pl.

            Na powyższym wykresie przyrost naturalny i współczynnik dzietności ma tendencję malejącą. Przebieg obu wartości jest bardzo zbliżony, a w latach od 1975 do 1984 jest prawie równy. Wynika z tego, że współczynnik dzietności oddziaływuje na przyrost naturalny. Ogólnie współczynnik dzietności zaczyna maleć od roku 1960 i wtedy ma wartość prawie trójki dzieci na jedną kobietę tak, że w roku 2003 współczynnik wynosi zaledwie 1,222 dziecka na kobietę. Z kolei na współczynnik dzietności oddziaływują czynniki natury społecznej: awans społeczny kobiet,  konflikt między założeniem rodziny, a karierą zawodową, dążenie do wysokiego standardu życia.

            Na spadek współczynnika dzietności ma również wpływ stosowanie antykoncepcji, której stosowanie zwiększyło się po roku 1989.

             Istotnym czynnikiem jest również przestrzeń życiowa człowieka - „nisza ekologiczna". Autorzy przyjęli, że znaczący wpływ na dzietność ma również tzw „nisza ekologiczna", czyli liczba mieszkań (w tysiącach) oddawanych do użytku, a także ich wielkość. Analizując dane statystyczne za lata 1950-2005 wnioskować można, że znaczący przyrost naturalny obserwować można w latach odbudowy zniszczeń powojennych. W latach powojennych następuje także rozwój budownictwa mieszkaniowego, co przekłada się na ilość mieszkań oddawanych do użytku.

           Tendencję wzrostową w budownictwie mieszkaniowym obserwujemy od 1953 roku a cykl zamyka się w 1992 roku. W zakresie przyrostu naturalnego cykl rozpoczyna się w roku 1955, natomiast kończy się w roku 2003 w którym odnotowano najniższą liczbę urodzeń. Czynnikami zakłócającymi cykl przyrosty naturalnego są niewątpliwie wydarzenia polityczne w Polsce uwzględnianie z okresem trwania ciąży (opóźnieniem reakcji w ilości przyrostu naturalnego o 9 m-cy). Można stąd wysunąć wniosek, że budownictwo mieszkaniowe wpływa pozytywnie na przyrost naturalny. Wydarzenia polityczne na przełomie badanego okresu wywołują zakłócenia trendu.

              Koniec lat 80 to oczekiwanie na niewiadomą przyszłość i zapowiedź zmian (niska dzietność może być obawą przed krwawym przewrotem ustrojowym). Przemiany ustrojowe w 1989 roku zapoczątkowały również diametralne zmiany obyczajowości Polaków, stąd dramatyczny spadek liczby urodzeń. Zmiany obyczajowości oraz emancypacja kobiet powodują zmianę wartości życiowych. Dotychczasowe miejsce rodziny zajmuje pogoń za karierą, pieniądzem i pracą. Nowe warunki gospodarcze, społeczne, zawodowe oraz zjawiska takiej jak np. bezrobocie opóźniają decyzję o macierzyństwie. Dostępność zarówno środków antykoncepcyjnych, edukacja (także seksualna) oraz potrzeba wysokiego standardu życia spowodowały odsuwanie decyzji o macierzyństwie w czasie.

Wykres 6. Przyrost naturalny a liczba mieszkań oddanych do użytku w Polsce w latach 1950-2005.


Źródło: Dane na podstawie roczników statystycznych i strony internetowej www.gus.gov.pl

Na przyrost naturalny wpływa także struktura wieku ludności w Polsce. Od lat 50 obserwujemy stopniowy i nieustanny wzrost liczby emerytów i rencistów w Polsce.

 Wykres 7. Emeryci i renciści oraz liczba zgonów w latach 1950-2005. 

Źródło: Dane na podstawie roczników statystycznych i strony internetowej www.gus.gov.pl.

           Oznacza to, że społeczeństwo w Polsce starzeje się, obecnie nie występuje reprodukcja prosta. Prognozować można, że w latach następnych występować będzie wysoki poziom śmiertelności ludzi, będący odbiciem liczby emerytów i rencistów w Polsce (pomimo wydłużenia długości życia obserwowanego od 1990 roku). Od lat 60 obserwujemy także wzrost liczby zgonów, co daje obraz polskiej służby zdrowia, oraz co jest m.in. efektem występowania chorób cywilizacyjnych wobec których współczesna medycyna jest mało skuteczna. Zmniejsza się natomiast liczba śmiertelności wśród noworodków.

            Prognozując przyszłość w oparciu o liczbę zgonów, urodzeń, strukturę wieku i możliwości reprodukcji wysunąć można wniosek, że w przypadku gdy nie nastąpi zmiana polityki państwa w kierunku prorodzinnym, nie nastąpi poprawa standardów życia, naród Polski w perspektywie lat będzie wymierać.


ZAKOŃCZENIE

            Bezpośrednią przyczyną zmniejszania się liczby ludności Polski - obserwowaną w długim okresie - jest spadek liczby urodzeń (szczególnie odczuwalny od 1984 r.) - przy niewielkich zmianach liczby zgonów. Polska znajduje się w depresji urodzeniowej, jednakże aktualnie odnotowuje się stopniowy wzrost liczby urodzeń, co jest efektem wyżu demograficznego lat 78-83. Pod względem liczby ludności Polska znajduje się na 30 miejscu wśród krajów świata i na 6 w krajach Unii Europejskiej. W przypadku gęstości zaludnienia plasujemy się w grupie średnio zaludnionych państw europejskich. Na 1 km2 powierzchni mieszkają 122 osoby; w miastach około 1095, na terenach wiejskich 51. Ludność miejska stanowi 61,3% ogółu populacji i od początku lat 90-tych jej udział stopniowo się zmniejsza.

           W latach 1984-2003 z roku na rok rodziło się coraz mniej dzieci, rok 2006 jest już trzecim z kolei, w którym odnotowano większą liczbę urodzeń w stosunku do roku 2003 - najbardziej niekorzystnego dla rozwoju demograficznego.

              Pomimo rosnącej liczby urodzeń - w dalszym ciągu poziom reprodukcji nie gwarantuje prostej zastępowalności pokoleń, od 1984r. obserwujemy znaczny spadek przyrostu naturalnego, natomiast od 1989 r. utrzymuje się w Polsce okres głębokiej depresji urodzeniowej. W 2005 r. współczynnik dzietności wynosił 1,24, co oznacza minimalny wzrost (o 0,02) w stosunku do odnotowanego w 2003 r., który był najniższy od ponad 50 lat. Należy przypomnieć, że najbardziej korzystną sytuację demograficzną określa współczynnik kształtujący się na poziomie 2,1-2,15, tj. kiedy w danym roku na jedną kobietę w wieku 15-49 lat przypada średnio 2 dzieci.

           Przeobrażenia demograficzne (oraz ustrojowe) lat 89-90 wskazują na przesunięcie najwyższej płodności kobiet z grupy wieku 20-24 lata do grupy 25-29 lat. Jest to wynikiem wyboru, jakiego coraz częściej dokonują młodzi ludzie decydując się najpierw na osiągnięcie określonego poziomu wykształcenia oraz stabilizacji ekonomicznej, a dopiero potem na założenie rodziny oraz jej powiększanie. Przeciętny wiek kobiet, które w 2005 r. urodziły dziecko to 27,4 lat, tj. o prawie 1,5 roku więcej niż na początku lat 90-tych, wiek kobiet rodzących swoje pierwsze dziecko wzrósł o prawie 2,5 roku, tj. z 23 do 25,4 lat. Zatem, wzrost urodzeń w latach 2004-2006 może być spowodowany realizacją urodzeń „odłożonych w czasie", ale także jest efektem korzystnych zmian w strukturze wieku prokreacyjnego kobiet.

           Na dzietność kobiet w istotnym stopniu wpływa liczba zawieranych związków małżeńskich. Zdecydowana większość dzieci (w 2005 r. - prawie 82%) rodzi się w rodzinach tworzonych przez prawnie zawarte związki małżeńskie. Model rodziny polskiej upodabnia się do wzorców zachodnioeuropejskich - niestety raczej nie należy, więc oczekiwać powrotu do wysokiej dzietności. Jednocześnie od kilkunastu lat systematycznie rośnie odsetek urodzeń pozamałżeńskich..

           Problemem demograficznym Polski jest nie tylko niska liczba urodzeń, ale także wysoki poziom umieralności. Co prawda od 1992 r. obserwowany był systematyczny spadek liczby zgonów; a od 1999 r. liczba zgonów waha się w granicach ok. 360-380 tys. Przyczyną największej liczby zgonów są nadal choroby układu krążenia. W 2005 r. stanowiły one 45,7% ogółu zgonów. Od kilku lat obserwuje się co prawda poprawę w zakresie liczby umieralności z powodu chorób układu krążenia; na początku lat 90-tych były przyczyną ponad 52% ogółu zgonów; na początku tego stulecia - prawie 48%.

            Zmniejsza się liczba zgonów niemowląt. Współczynnik zgonów niemowląt (liczba zgonów niemowląt na 1000 urodzeń żywych) w 2006 r. ukształtował się na poziomie 6,0‰ (w 1990 r. wynosił 19,3‰, a w 2005 r. - 6,4‰). Przyczyną ponad połowy zgonów niemowląt są choroby i stany okresu okołoporodowego, czyli powstające w trakcie trwania ciąży matki i w okresie pierwszych 6 dni życia noworodka, kolejną 1/3 stanowią wady rozwojowe wrodzone, a pozostałe zgony są powodowane chorobami nabytymi w okresie niemowlęcym lub urazami.


Wykres: Zgony niemowląt na 1000 urodzeń żywych w latach 1950-2006

            Od 1992 r. obserwuje się w Polsce nieprzerwany wzrost średniej długości trwania życia. W 2005 roku przeciętne trwanie życia wynosiło 70,8 lat dla mężczyzn oraz 79,4 lat dla kobiet. W porównaniu do początku lat 90-tych trwanie życia wydłużyło się o 4,3 roku dla mężczyzn oraz o prawie 4 lata dla kobiet. Jednocześnie utrzymuje się nadal dużą różnica pomiędzy przeciętnym trwaniem życia mężczyzn i kobiet. W Polsce występuje zjawisko wysokiej nadumieralności mężczyzn.

            Rezultatem przemian w procesach demograficznych jest także gwałtowne zmniejszanie się liczby dzieci i młodzieży (wiek w przedziale 0-17 lat), wstępne dane wskazują, że w 2006 roku ich udział w ogólnej liczbie ludności obniżył się do ok. 20% , np. z 29% w 1990 r. (w 2000 r. odsetek ten wynosił ok. 24,5%); dzieci w wieku poniżej 15 lat stanowią obecnie niespełna 16% ogólnej populacji wobec prawie 25% w 1990 r. (w 2000 r. - ponad 19%). Społeczeństwo polskie starzeje się. Obserwuje się znaczny wzrost liczby osób w wieku emerytalnym (mężczyźni 65 lat i więcej, kobiety 60 lat i więcej). Znacząca jest także liczba osób posiadających niepełnosprawność, niezdolność do pracy lub grupę inwalidzką.

            Zmiany demograficzne, jakie wystąpiły w ostatnich latach, tj. przede wszystkim wzrost liczby urodzeń oraz nowozawartych małżeństw - mogą wskazywać na przełom w dotychczasowym rozwoju ludności. Jednak odległa jest perspektywa szybkiego wyjścia z głębokiej depresji demograficznej, w jakiej znajduje się Polska już od długiego czasu. Dzietność polskich kobiet kształtuje się na najniższym poziomie wśród krajów UE i jednym z najniższych w krajach europejskich. Jednocześnie coraz więcej osób wyjeżdża z Polski deklarując pozostanie za granicą na stałe.

          Prognoza ludności Polski do 2030 (wskazuje, że do 2020 r. liczba ludności Polski zmniejszy się o milion osób, a w następnej dekadzie (lata 2020-2030) o kolejne półtora miliona.

            W 2030 roku ludność Polski może osiągnąć liczbę 35,7 mln. W stosunku do stanu obecnego przewiduje się, że do 2030 r. liczba ludności w miastach zmniejszy się w sumie o 3 mln osób, a na wsi wzrośnie o ok. pół miliona. Prognoza ta jest bardzo pesymistyczna. Zgodnie z założeniami prognozy, dzietność kobiet utrzymuje się na niskim poziomie nie zapewniającym prostej zastępowalności pokoleń; w 2005 r. wynosiła ona przeciętnie 1,24 dziecka na kobietę. Obserwowane od lat przeobrażenia wzorca płodności, charakteryzujące się m.in. przesunięciem najintensywniejszej płodności w kierunku starszych roczników wieku kobiet oraz korzystne zmiany w strukturze kobiet w wieku rozrodczym, wyrażające się zwiększeniem udziału kobiet w wieku największej płodności, przyniosły w efekcie wspomniany wzrost liczby urodzeń.

          Z uwagi na fakt, iż w okresie najintensywniejszej płodności znajdują się obecnie roczniki wyżu urodzeń z końca lat 70-tych i początku lat 80-tych, przy utrzymaniu obecnego natężenia urodzeń, można spodziewać się stopniowego wzrostu urodzeń w kolejnych latach, przynajmniej w perspektywie do 2010 roku.

Wykres: Urodzenia i zgony w latach 1989-2005 oraz prognoza do 2030r.

            Prognoza zakładała, że w najbliższych latach wzrośnie nieco skala migracji zagranicznych, stąd winno zwiększyć się ujemne saldo migracji zagranicznych do ok. 24 tys. osób ok. 2010 roku. W perspektywie do 2010 roku będzie nadal miało miejsce zwiększanie się zasobów siły roboczej, ale w tempie coraz wolniejszym. W 2010 r. liczba ludności w wieku produkcyjnym może osiągnąć poziom 24,6 mln i stanowić ponad 65% ogółu ludności, przy jednoczesnym szybkim starzeniu się zasobów siły roboczej. Jednocześnie będzie miał miejsce postępujący proces starzenia się ludności oraz znaczące zwiększenie wskaźnika obciążenia ludności w wieku produkcyjnym ludnością w wieku poprodukcyjnym. Szacuje się, że liczba osób w wieku poprodukcyjnym może zwiększyć się do 6,4 mln ok. 2010 r., tj. do 17% ogółu ludności.

            Warto również przytoczyć słowa z wywiadu zamieszczonego w socjalistycznej „Kulturze" w 1975 r. z prof. Meadowsem, który był w ścisłym gronie Klubu Rzymskiego, i opracował raport „Granice wzrostu". On to bardzo wyraźnie podaje konkretną liczbę ludności dla Polski - 15 milionów obywateli, która według niego jest wielkością optymalną.



Podziel się
oceń
12
2

komentarze (19) | dodaj komentarz

Granice Wzrostu - Wywiad z profesorem Dennisem L. Meadows

niedziela, 16 listopada 2008 23:59

„Granice prognozy" (wywiad z "Kultury" z 1975r.)

 Wywiad z profesorem Dennisem L. Meadows

Amerykanin Dennis L. Meadows z Dartmouth, College (Manover[?], USA) jest jenym z autorów futurologicznego opracowania, znanego pod nazwą bądź to „Raportu Rzymskiego”, bądź „Granice Wzrostu”. „Raport” wywołał w swoim czasie falę dyskusji, kontrowersji, nieporozumień.

Z polskiego punktu widzenia, wiele tez i koncepcji rozwiniętych w „Raporcie”, a zwłaszcza jego konkluzje, mają charakter co najmniej problematyczny.

Dzięki za wszystko współpracy UNESCO z Ministerstwem Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki oraz Instytutem Organizacji i Kierowania PAN, w grudniu 1974 roku odbyło się w Jabłonnie pod Warszawą drugie międzynarodowe seminarium, poświęcone kierunkom modelowania matematycznego.

Na seminarium to przybył również prof. D. L. Meandows.

ANDRZEJ BONARSKI: Od czasu wydania „Granic wzrostu”, czy też „Raportu Rzymskiego” jak niekiedy inaczej nazywa się tę prognozę dla świata, minęło prawie 3 lata. Jak dzisiaj odnosi się Pan do podstawowej konkluzji „Raportu” – do konkluzji i postulatu …………: „zerowa stopa wzrostu”?

PROF. DENNIS L. MEADOWS: Jeżeli czytał Pan książkę, to wie Pan, co postulowaliśmy po wykonaniu badań. Uznaliśmy, że rozwój związany jst z pięcioma podstawowymi czynnikami: liczba ludności, produkcja żywności, wykorzystywaniem zasobów naturalnych, produkcją przemysłową i zanieczyszczeniem środowiska.

W naszej grupie, której trzon stanowi 15 osób tak czy inaczej związanych z Massachusetts Institute of Technology, udało się stworzyć stymulacyjny model świata. Jak Pan pewnie wie, oparliśmy się na koncepcjach rozwiniętych przez Jay W. Farresiera i jego Zespołu Dynamiki Systemów. W początkach roku 1972 mieliśmy już wyniki. Uważam, że nie utraciły swojej aktualności.

A. B.: To znaczy nadal „wzrost zerowy”?

D. L. M.: Tak. Dalszy przyrost ludności, wzrost produkcji przemysłowej, coraz większe zużycie energii i zasobów naturalnych, zanieczyszczenie środowiska i coraz większy niedobór żywności – wszystko to jest niestety faktem.

Należy zmienić politykę wzrostu. Obecnie już ludność i zużycie – w najszerszym sensie znaczenia tego słowa – przewyższają zapasy. Grozi nam zawał.

I stąd: państwa powinny prowadzić taką politykę, która zagwarantowałaby stan stały – równowagę ludności, zużycia materiałów i surowców, energii i żywności.

Obserwujemy głód w Azji i dwukrotny wzrost kosztów utrzymania w krajach rozwiniętych. Obserwujemy zanieczyszczenie oceanu światowego, atmosfery i ziemi. Bezpośrednio głoduje kilkadziesiąt milionów ludzi. To chyba wystarczy.

Zdaje Pan sobie sprawę, iż obecnie, zmienność żadnego z pięciu istniejących parametrów modelu świata nie rokuje zmiany na lepsze. Więc nie zmieniłem swoich poglądów – myślę, że tylko „wzrost zerowy” może nas doprowadzić do stanu równowagi światowej. Owszem, mogę dodać, że obecnie bardziej niż poprzednio liczę się z czynnikami o charakterze polityczno-społecznym.

A. B.: Jak to należy rozumieć?

D. L. M.: Między innymi mam na przykład na myśli nierównomierną dystrybucję żywności, inwestycji, kapitału i tak dalej. Te czynniki o charakterze społeczno-politycznym jeszcze pogarszają sytuację.

A. B.: Zrobiliście – mówię o Panu i Pana kolegach  - „Raport” nie dla bogatych. Dla bidnych i biedniejszych wydaje mi się czymś w rodzaju usprawiedliwienia koncepcji i praktyki, wybaczy Pan, neokolonializmu.

D. L. M.: To Pan powiedział. Zrobiliśmy „Raport” dla wszystkich. Również dla Bangladeszu. I Bangladesz upada, bez względu na humanitarne chęci i poglądy tych czy innych.

A. B.: Dlaczego?

D. L. M.: Bowiem ludność Bangladeszu wzrasta poza granice możliwości tego kraju. Ale dlaczego mamy mówić tylko o Bangladeszu? Innym krajom również grozi upadek. Mogą się trzymać trochę dłużej, ale kryzys tak czy inaczej przyjdzie, o ile będzie się lekceważyć fakty, o których staraliśmy się mówić możliwie dobitnie. O ile upadek Bangladeszu związany jest z czynnikiem ludnościowym, o tyle kryzys krajów rozwiniętych związany będzie z czynnikiem energetycznym i surowcowym. Może mi Pan odpowiedzieć, że np. RFN dobrze się trzyma. Czy wierzy Pan w wieczny wzrost?

A. B.: A czy Pan nie wierzy w postęp?

D. L. M.: W swoim czasie opracowanie, które sporządziliśmy na potrzeby Klubu Rzymskiego, nazwano ślepą opozycję wobec postępu, myślę, że jest to raczej opozycja wobec ślepego postępu.

A. B.: Wydaje mi się, że „Granice Wzrostu” nie uwzględniają różnic między typem gospodarki socjalistycznej i kapitalistycznej, że nie uwzględniają tępa, pomoglibyśmy nazwać socjalistyczną teorią wzrostu.

D. L. M.: Wolałbym odpowiedzieć nie bezpośrednio. Na przykład, jeżeli chodzi o Polskę, to sądzę, że macie zbyt duży przyrost ludności. 15 milionów ludności gwarantowałoby równowagę. Dalej: jeżeli chodzi o Polskę, widzę takie problemy – po pierwsze: właśnie zahamowanie eksplozji demograficznej, po drugie: rozwijanie długofalowej polityki energetycznej, opartej o własne surowce – w tym przypadku węgiel – z uwzględnieniem problemu ochrony środowiska.

A. B.: Jak wyobraża sobie Pan drastyczne zahamowanie rozrodczości?

D. L. M.: Państwo o ustroju socjalistycznym ma w tej mierze szczególne możliwości. Aparat administracyjny i społeczny może stworzyć warunki przeciwdziałające nadmiernemu przyrostowi ludności.

A. B.: Czy nie wydaje się Panu, że każda rodzina może chcieć kiedyś mieć dzieci i ma do tego prawo?

D. L. M.: Absurd.

A. B.: Nie sądzę, by dało się tak całkowicie lekceważyć tradycję i biologię.

D. L. M.: Łatwo ją zmienić.

A. B.: A więc odmawia Pan ludziom prawa wolności posiadania potomstwa.

D. L. M.: Sądzę, że społeczeństwo – zwłaszcza wasze – winno rządzić się logiką. Społeczeństwo winno mieć wpływ na siebie samo. Choćby przez podatki, poprzez utrudnianie nadmiernego wzrostu ludności środkami administracyjnymi. Można stworzyć całą politykę sterującą rozrodczością.

A. B.: Wciąż mi się zdaje, że nie chce Pan widzieć, czy też, ze nie widzi Pan różnic między tym, co ……… i wspólnie nazywamy kapitalizmem i socjalizmem.

D. L. M.: W sprawie granic wzrostu nie. Są oczywiście pewne różnice. W ustroju socjalistycznym może działać więcej skutecznych mechanizmów hamujących nadmierny wzrost. Mogą działać mechanizmy sprzyjające równomiernemu podziałowi dóbr. W państwach kapitalistycznych po prostu dyskryminuje się biednych. Ale społeczeństwa- także wasze – przywiązują coraz większą wagę do konsumpcji indywidualnej. W jakiej mierze jest pobliskie ideologicznemu pierwowzorowi pozostaje waszą sprawą. Na przykład uważam, że rozwijanie w Polsce przemysłu samochodowego i motoryzacji spowoduje – poza innymi szkodliwymi środkami- podział na bogatych i biedniejszych.

A. B.: Wybaczy Pan, ale mówi Pan z pozycji człowieka bogatego. „Samochód” nie wydaje mi się „grzechem socjalizmu”, po prostu daje człowiekowi swobodę poruszania się.

D. L. M.: Bardzo łatwo jest ignorować konkluzję „wzrostu zerowego”. Zwłaszcza łatwo czyni się to przed wzbogaceniem się, które wiedzie do kryzysu. Jeżeli Polska w ciągu najbliższych pięcioleci wzbogaci się drogą niekontrolowanego wzrostu, znajdzie się w tych samych kłopotach co dzisiaj najbogatsi.

A. B.: „Raportowi”  i chyba nie bez kozery, zarzucano to, że nie uwzględnia czynnika ludzkiego, humanistycznego. Czy sądzi Pan, ze „wzrost zerowy” przyniósłby człowiekowi szczęście, albo wrażając się minimalistycznie: mniej nieszczęść?

D. L. M.: Wierzę, że „wzrost zerowy” wcześniej czy później stanie się faktem. Wynika to analizy modelu świata. Może ten model jest jeszcze niedoskonały, ale nie jest zupełnie zły. „Zerowy wzrost” da człowiekowi satysfakcję, to pewne. Jeżeli zignorujemy to, czegośmy się już dowiedzieli, czeka nas świat nierówności i centralizacji. Czy sądzi Pan, że byłby to świat szczęśliwy?

A. B.: W tych zagadnieniach jestem o wiele mniej kompetentny od Pana, nie mniej wydaje mi się, że społeczeństwa, oparte na innych niż zachodnie, fundamentach ekonomicznych i społecznych. Inaczej będą rozwiązywać swoje dylematy wzrostu i jego kontroli.

D. L. M.: Czułbym się źle, gdybym kurtuazyjnie, jako wasz gość, zgodził się z Panem. Nie mniej żadne prognoza nie jest pewna.

Rozmawiał:

ANDRZEJ BONARSKI
"Kultura" z 12 stycznia 1975, s. 7

Podziel się
oceń
2
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Demokraficzna klęska Polski...

niedziela, 16 listopada 2008 19:16

Demograficzna klęska Polski

 

Potęgą demograficzną Polska nie była nigdy. Zawsze jednak Polacy mieli zapewniony poziom reprodukcji na poziomie zapewniającym zastępowalność pokoleń (tzw. reprodukcja prosta). Obecnie, drastycznie niski poziom przyrostu naturalnego wskazuje na przyszłe zjawiska społeczne - masowe wymieranie i starzenie się narodu Polskiego oraz napływ imigrantów z krajów Azjatyckich i krajów 3 świata.

 

      Zmiany struktury demograficznej populacji należą do najbardziej rewolucyjnych przemian ery nowożytnej. Wcześniej, przez tysiące lat, ludzie na ogół umierali młodo, a przetrwanie gatunkowi zapewniała duża płodność. W trakcie przemian demograficznych, między końcem XVIII w. i środkiem XX w., coraz to nowe społeczeństwa podejmowały uwieńczone powodzeniem wysiłki na rzecz wydłużenia ludzkiego życia i zmniejszenia ryzyka śmierci. Zaczął tworzyć się nowy, nie znany wcześniej sposób reprodukcji ludności charakteryzujący się niewielką dzietnością i długim trwaniem życia.

      Jak wyliczył Eurostat, czyli Europejski Urząd Statystyczny, na przeciętną Polkę przypada 1,23 dziecka, tyle samo co na Czeszkę. Jeszcze gorzej ten wskaźnik wygląda w Słowenii, a niewiele lepiej na Łotwie i Słowacji. Lepiej, choć i tak niezbyt dobrze, jest w Europie Zachodniej. Nigdzie jednak nie rodzi się wystarczająco dużo dzieci, by zapewnić zastępowalność pokoleń, czyli ponad dwoje na jeden związek.

      Mimo słabego przyrostu naturalnego liczba ludności w całej Unii rośnie dzięki imigrantom. Najwięcej imigrantów netto (różnica miedzy tymi, którzy przyjeżdżają do danego kraju, i tymi, którzy zeń wyjeżdżają) jest w Hiszpanii, Irlandii i na Cyprze. W sumie w ciągu ostatniego roku populacja 25 państw Unii wzrosła o 2 mln, do prawie 459,5 mln.

      Liczba mieszkańców Polski nieustannie zmniejsza się i na dzień 1 stycznia 2005 r. szacowano ją na 38 mln 174 tys. osób. Bezpośrednią przyczyną zmniejszania się liczby ludności Polski - obserwowaną w długim okresie - jest spadek liczby urodzeń (szczególnie odczuwalny od 1984 r.) - przy niewielkich zmianach liczby zgonów. Polska znajduje się w depresji urodzeniowej. Odnotowywany obecnie wzrost liczby urodzeń, jest efektem wyżu demograficznego lat 78-83. Pod względem liczby ludności Polska znajduje się na 30 miejscu wśród krajów świata i na 6 w krajach Unii Europejskiej. W przypadku gęstości zaludnienia plasujemy się w grupie średnio zaludnionych państw europejskich. Na 1 km2 powierzchni mieszkają 122 osoby; w miastach około 1095, na terenach wiejskich 51. Ludność miejska stanowi 61,3% ogółu populacji i od początku lat 90-tych jej udział stopniowo się zmniejsza.

      Od 1984r. obserwujemy znaczny spadek przyrostu naturalnego, natomiast od 1989 r. utrzymuje się w Polsce okres głębokiej depresji urodzeniowej.

        W Polsce współczynnik reprodukcji ludności spadł poniżej 1 w 1989 roku, zaś w 2002 r. wynosił on zaledwie 0,599 - co oznacza, że populacja polska reprodukuje się już tylko w niecałych 60 procentach. Jeżeli taka tendencja się utrzyma, to według prognozy opublikowanej przez GUS w Roczniku Demograficznym 1993, liczba ludności Polski w 2030 r. zmaleje z 38,219 mln w 2002 r. do 35,693 mln w roku 2030 (w cytowanej publikacji nie ma prognozy dla okresu późniejszego, ale z innych prognoz wynika, że w 2050 r. liczba ludności Polski może spaść do ok. 20 mln). Warto też odnotować, że w 2002 r. stopa urodzeń w Polsce wynosiła 9,3 promil, tzn. była o połowę mniejsza niż podczas II wojny światowej, kiedy to w 1942 r. wynosiła 18,5 promil!

      Przeobrażenia demograficzne (oraz ustrojowe) lat 89-90 wskazują na przesunięcie najwyższej płodności kobiet z grupy wieku 20-24 lata do grupy 25-29 lat. Jest to wynikiem wyboru, jakiego coraz częściej dokonują młodzi ludzie decydując się najpierw na osiągnięcie określonego poziomu wykształcenia oraz stabilizacji ekonomicznej, a dopiero potem na założenie rodziny oraz jej powiększanie. Przeciętny wiek kobiet, które w 2005 r. urodziły dziecko to 27,4 lat, tj. o prawie 1,5 roku więcej niż na początku lat 90-tych, wiek kobiet rodzących swoje pierwsze dziecko wzrósł o prawie 2,5 roku, tj. z 23 do 25,4 lat. Na dzietność kobiet w istotnym stopniu wpływa liczba zawieranych związków małżeńskich. Zdecydowana większość dzieci (w 2005 r. - prawie 82%) rodzi się w rodzinach tworzonych przez prawnie zawarte związki małżeńskie. Model rodziny polskiej upodabnia się do wzorców zachodnioeuropejskich - niestety raczej nie należy, więc oczekiwać powrotu do wysokiej dzietności.

      Problemem demograficznym Polski jest nie tylko niska liczba urodzeń, ale także wysoki poziom umieralności. Co prawda od 1992 r. obserwowany był systematyczny spadek liczby zgonów; a od 1999 r. liczba zgonów waha się w granicach ok. 360-380 tys. Przyczyną największej liczby zgonów są nadal choroby układu krążenia. W 2005 r. stanowiły one 45,7% ogółu zgonów. Od kilku lat obserwuje się co prawda poprawę w zakresie liczby umieralności z powodu chorób układu krążenia; na początku lat 90-tych były przyczyną ponad 52% ogółu zgonów; na początku tego stulecia - prawie 48%.

      Zmniejsza się liczba zgonów niemowląt. Współczynnik zgonów niemowląt (liczba zgonów niemowląt na 1000 urodzeń żywych) w 2006 r. ukształtował się na poziomie 6,0‰ (w 1990 r. wynosił 19,3‰, a w 2005 r. - 6,4‰). Przyczyną ponad połowy zgonów niemowląt są choroby i stany okresu okołoporodowego, czyli powstające w trakcie trwania ciąży matki i w okresie pierwszych 6 dni życia noworodka, kolejną 1/3 stanowią wady rozwojowe wrodzone, a pozostałe zgony są powodowane chorobami nabytymi w okresie niemowlęcym lub urazami.

      Od 1992 r. obserwuje się w Polsce nieprzerwany wzrost średniej długości trwania życia. W 2005 roku przeciętne trwanie życia wynosiło 70,8 lat dla mężczyzn oraz 79,4 lat dla kobiet. W porównaniu do początku lat 90-tych trwanie życia wydłużyło się o 4,3 roku dla mężczyzn oraz o prawie 4 lata dla kobiet. Jednocześnie utrzymuje się nadal dużą różnica pomiędzy przeciętnym trwaniem życia mężczyzn i kobiet. W Polsce występuje zjawisko wysokiej nadumieralności mężczyzn.

     Rezultatem przemian w procesach demograficznych jest także gwałtowne zmniejszanie się liczby dzieci i młodzieży (wiek w przedziale 0-17 lat), wstępne dane wskazują, że w 2006 roku ich udział w ogólnej liczbie ludności obniżył się do ok. 20% , np. z 29% w 1990 r. (w 2000 r. odsetek ten wynosił ok. 24,5%); dzieci w wieku poniżej 15 lat stanowią obecnie niespełna 16% ogólnej populacji wobec prawie 25% w 1990 r. (w 2000 r. - ponad 19%). Społeczeństwo polskie starzeje się. Obserwuje się znaczny wzrost liczby osób w wieku emerytalnym (mężczyźni 65 lat i więcej, kobiety 60 lat i więcej). Znacząca jest także liczba osób posiadających niepełnosprawność, niezdolność do pracy lub grupę inwalidzką.

      Dzietność polskich kobiet kształtuje się na najniższym poziomie wśród krajów UE i jednym z najniższych w krajach europejskich. Jednocześnie coraz więcej osób wyjeżdża z Polski deklarując pozostanie za granicą na stałe.

      Prognoza ludności Polski do 2030 wskazuje, że do 2020 r. liczba ludności Polski zmniejszy się o milion osób, a w następnej dekadzie (lata 2020-2030) o kolejne półtora miliona. W 2030 roku ludność Polski może osiągnąć liczbę 35,693 mln. Prognoza ta jest bardzo pesymistyczna. Zgodnie z założeniami prognozy, dzietność kobiet utrzymuje się na niskim poziomie nie zapewniającym prostej zastępowalności pokoleń.

      Z uwagi na fakt, iż w okresie najintensywniejszej płodności znajdują się obecnie roczniki wyżu urodzeń z końca lat 70-tych i początku lat 80-tych, przy utrzymaniu obecnego natężenia urodzeń, można spodziewać się stopniowego wzrostu urodzeń w kolejnych latach, przynajmniej w perspektywie do 2010 roku.

     Prognoza zakładała, że w najbliższych latach wzrośnie nieco skala migracji zagranicznych, stąd winno zwiększyć się ujemne saldo migracji zagranicznych do ok. 24 tys. osób ok. 2010 roku. W perspektywie do 2010 roku będzie nadal miało miejsce zwiększanie się zasobów siły roboczej, ale w tempie coraz wolniejszym. W 2010 r. liczba ludności w wieku produkcyjnym może osiągnąć poziom 24,6 mln i stanowić ponad 65% ogółu ludności, przy jednoczesnym szybkim starzeniu się zasobów siły roboczej. Jednocześnie będzie miał miejsce postępujący proces starzenia się ludności oraz znaczące zwiększenie wskaźnika obciążenia ludności w wieku produkcyjnym ludnością w wieku poprodukcyjnym. Szacuje się, że liczba osób w wieku poprodukcyjnym może zwiększyć się do 6,4 mln ok. 2010 r., tj. do 17% ogółu ludności.

      Rzeczywistością okazać się mogą słowa prof. Meadowsona, który był w ścisłym gronie Klubu Rzymskiego, i opracował raport „Granice wzrostu", który w wywiadzie w socjalistycznej „Kulturze" w 1975 r, bardzo wyraźnie podaje konkretną liczbę ludności dla Polski - 15 milionów obywateli, która według niego jest wielkością optymalną.

 

Wykres: Przyrost naturalny a przyrost rzeczywisty w latach 1950-2005. Źródło: Dane na podstawie roczników statystycznych i strony internetowej www.gus.gov.plwww.

 

Wykres: Liczba urodzeń i zgonów w latach 1950-2005. Źródło: Dane na podstawie roczników statystycznych i strony internetowej www.gus.gov.pl



Podziel się
oceń
3
1

komentarze (18) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  228 960  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O mnie

Tajna Wiedza eXtremalna- wiedza dla nas, nie dla mas.

O moim bloogu

Walcz, albo giń w gąszczu informacji.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 228960

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl