Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 884 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Seks za informacje

wtorek, 07 lutego 2012 21:47

 

Bolesna lekcja dla polskiego wywiadu czyli

agentki litewskiego wywiadu w II RP

 

Posługiwanie się kobietami dla celów wywiadowczych jest znane w historii. Takim sposobem posłużyli się też Litwini w walce informacyjnej z przedwojenną „Dwójką”.  Jak pokazuje praktyka jeśli chce się służyć ojczyźnie trzeba wyzbyć się jakichkolwiek słabości. Uleganie pokusom i żądzom jest demoralizujące, ale w świecie walki informacyjnej jest pewną katastrofą. Zadaniem wywiadu jest bowiem znaleźć słabe punkty, a potem je wykorzystać.



"Konflikt o Wilno sprawił, że przez cały okres międzywojenny polski wywiad uważnie obserwował potencjał militarny Litwy, interesował się jej wewnętrzną sytuacją polityczną i społeczno-ekonomiczną oraz działaniami na arenie międzynarodowej. Zdobywanie informacji nastręczało jednak wielu problemów. Przeszkodą był przede wszystkim brak w tym kraju, aż do wiosny 1938 roku, polskiego przedstawicielstwa dyplomatycznego oraz funkcjonującego w jego ramach ataszatu wojskowego. Nie było tam także innych oficjalnych lub półoficjalnych przedstawicielstw - prasowych, handlowych, kulturalnych.

Brak legalnego bezpośredniego dostępu do oficjalnych źródeł litewskich, zarówno rządowych, wojskowych, administracyjnych, jak i gospodarczych, zmuszał do zdobywania wiadomości w sposób pośredni. Polacy starali się więc korzystać z życzliwości akredytowanych w Kownie reprezentantów innych państw. Pozostało im też stosowanie na szeroką skalę klasycznych technik operacyjnych, w których główną rolę odgrywał tak zwany czynnik ludzki. Wielkim utrudnieniem dla pracy polskiej agentury był obowiązujący na obszarze Republiki Litewskiej aż do lata 1926 roku stan wojenny. Prerogatywy, jakie w tym okresie miały litewskie służby specjalne, ułatwiały im prowadzenie skutecznych działań operacyjnych i kontrwywiadowcze kontrolowanie obszaru państwa, a także ścisłe inwigilowanie polskiej mniejszości.

Gdzie agent nie może...

Ogromnym zagrożeniem dla polskiego wywiadu były litewskie agentki. To one były sprawczyniami najdotkliwszych jego porażek. Pierwsze kobiety przyjęto do tajnej służby już jesienią 1918 roku. Wtedy to Liudas Gira, któremu polecono stworzyć wojskową służbę informacyjną, wytypował około 20 pań przydatnych do tej pracy. Uznał bowiem, że "one jako pierwsze mogły najlepiej poznać wszelkie pogłoski w mieście (…), a oprócz tego wydawały się nam największymi idealistkami, które rzeczywiście będą pracować rzetelnie i bez wynagrodzenia".

Wśród nich była Marcelė Kubiliūte, którą w 1919 roku wysłano do Wilna z zadaniem zdobywania informacji o polskim garnizonie i transportach wojskowych przejeżdżających przez ten węzeł kolejowy, zbierania polskiej prasy wojskowej i tym podobnych. Wkrótce, przybrawszy pseudonim "Elza", została rezydentką litewskiego wywiadu w tym mieście i stworzyła sprawnie działającą siatkę wywiadowczą. Zebrane przez nią materiały przewoziła do Kowna łączniczka Ona Mikalauskaitė. Poczynaniami Kubiliūte kierował porucznik Juozas Matusaitis z oddziału wywiadowczego (Žvalgybos Skyrius) litewskiego sztabu generalnego.

Oficjalnie Kubiliūte była ekspedytorem i redaktorem wydawanych w Wilnie w języku litewskim periodyków: gazety "Niepodległa Litwa" ("Nepriklausoma Lietuva") i tygodnika "Głos Wilna" ("Vilnius Garsas"). Utrzymywała także kontakty z redakcją wychodzącego od 15 maja 1919 roku w języku polskim "Głosu Litwy". Wydawany na wysokim poziomie dziennik, redagowany przez Mykolasa Biržiškę, miał docierać do spolonizowanych Litwinów oraz służyć informowaniu wileńskich Polaków o stanowisku strony litewskiej w kwestii przynależności państwowej Wileńszczyzny. W praktyce nastawiony był bardzo nieprzychylnie wobec ich poczynań.

Redaktorem odpowiedzialnym "Głosu Litwy" była Aldona Čarnackaitė, która współpracę z wywiadem rozpoczęła już w 1918 roku po powrocie na Litwę z Petersburga, gdzie studiowała medycynę. Pomagała w organizowaniu litewskiego wojska, była sekretarką czołowego działacza narodowego ruchu litewskiego Jonasa Basanavičiusa. Po ewakuowaniu z Wilna na przełomie 1918 i 1919 roku centralnych władz litewskich pozostała w mieście i stała się zaufaną współpracowniczką Biržiški.

Kochliwy podoficer

Jako redaktorki wileńskich periodyków obie kobiety miały częsty kontakt z sekcją cenzury prasy wileńskiej Ekspozytury Oddziału II Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego, którą kierował wtedy kapitan Marian Kościałkowski. W tej instytucji pracował podoficer Piotr Wróblewski. Cieszył się dużym zaufaniem kapitana Kościałkowskiego, więc miał dostęp do najtajniejszych dokumentów. Nie wiemy, kiedy dokładnie i w jakich okolicznościach Wróblewski podjął współpracę z litewskim wywiadem. Wszystko wskazuje jednak na to, że stało się to pod wpływem Aldony Čarnackaitė latem 1919 roku.

Właśnie wtedy kowieński okręg Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), kierowany przez porucznika Rajmunda Kawalca, podległy Ekspozyturze Oddziału II w Wilnie, kończył przygotowania do powstania na Litwie Kowieńskiej, które miało doprowadzić do obalenia nieprzyjaznego Polsce rządu Mykolasa Sleževičiusa i rozwiązania Rady Krajowej (Taryby). Plany te znał Wróblewski. Trudno dziś wskazać jednoznacznie motywy jego działania, mogły to być kwestie materialne, zaangażowanie uczuciowe, a niewykluczone, że jedno i drugie. W każdym razie Wróblewski pochwalił się Čarnackaitė, że jest zaufanym pracownikiem kapitana Kościałkowskiego i na jego polecenie jeździ do Kowna ze specjalnymi zadaniami. Twierdził, że znane są mu polskie plany wojskowe wobec Litwy i że za odpowiednim wynagrodzeniem może je przekazać premierowi Sleževičiusowi.

Informacja o jego ofercie dotarła do Kubiliūte, a ta za pośrednictwem łączniczki Mikalauskaitė przekazała ją do Kowna. Litwini przyjęli propozycję. Nadali Wróblewskiemu pseudonim "Daukantas" i zażądali konkretów. Wtedy Wróblewski przekazał im wiadomość, że 28 sierpnia ma nastąpić zbrojne wystąpienie POW, wspierane przez członków Organizacji Strzelców Nadniemeńskich (OSN). Wkrótce zabrany przez niego z archiwum wileńskiego okręgu POW wykaz 66 członków OSN trafił w ręce Litwinów.

W nocy z 28 na 29 sierpnia na polecenie Liudasa Giry, szefa Oddziału Wywiadowczego, rozpoczęły się aresztowania. Zatrzymano około 200 osób, w tym 15 oficerów. Brakowało jednak niepodważalnych dowodów, że przygotowywali oni przewrót. Jeden z oficerów kowieńskiej komendantury Jurgis Bobelis, który uczestniczył w likwidacji spisku, pisał: "Mieliśmy wiadomości, że gdzieś w Kownie jest całe archiwum POW, po którego znalezieniu wszystko się wyjaśni. Przez pewien czas błądziliśmy jak ślepi. Otrzymaliśmy wiadomość, że archiwum przechowywane jest w Czerwonym Dworze. Pojechaliśmy, przejrzeliśmy wszystkie kąty i wróciliśmy, niczego nie znalazłszy".

Prawdopodobnie nigdy by tego archiwum nie odkryli, gdyby znowu nie pomógł "Daukantas". Zdawał sobie sprawę z tego, że w każdej chwili może zostać zdemaskowany, więc 21 września 1919 roku zabrał z szaf ekspozytury następne ważne dokumenty i wręczył Čarnackaitė. Od niej trafiły do Biržiški, który załatwił ich przerzut do Kowna. Tam także uciekł Wróblewski i poinformował Litwinów, że archiwum POW znajduje się w Kownie, w domu Niekraszów, przy ulicy Podgórnej 36. Pojechał tam niezwłocznie oddział komendantury i po kilkugodzinnej rewizji, nawet przekopaniu ogrodu, natrafiono na dokumenty ukryte w kotle blaszanym. Znaleziono także szyfr, więc odczytano nazwiska 369 peowiaków i 122 Litwinów, którzy z nimi sympatyzowali. Natychmiast rozpoczęły się aresztowania. Zatrzymani zostali między innymi Rajmund Kawalec i Stanisław Niekrasz, naczelnik Wydziału Wywiadowczego POW.

Z Wilna musiała także uciekać Aldona Čarnackaitė. Pojechała do Kowna, a po kilku miesiącach, w 1920 roku, wysłano ją do Berlina na studia medyczne. Ukończyła je cztery lata później. Za zasługi w wojnie o niepodległość, a konkretnie za wkład w likwidację polskiej konspiracji na Kowieńszczyźnie, odznaczono ją w 1928 roku ówczesnym najwyższym odznaczeniem litewskim - Krzyżem Pogoni (Vyčio Kryžius).

  Wywiad   intymny

W aferze Wróblewskiego nie została ujawniona rola Kubiliūte, rezydentki litewskiego wywiadu w Wilnie. Mogła więc jeszcze przez prawie trzy lata prowadzić działalność szpiegowską, którą tak opisała: "Gdy pracowałam w litewskim wywiadzie, wykorzystałam zaloty polskiego majora Antoniego Jankowskiego. Był on na jakimś stanowisku w sztabie wojskowym i interesował się nim litewski oddział sztabu generalnego. Wykonując zadania tego oddziału, pozostawałam dłuższy czas w intymnym związku z majorem Jankowskim i jednocześnie uzyskiwałam od niego potrzebne litewskiemu wywiadowi dane o polskim wojsku".

Agenturalną działalność Kubiliūte ujawniono dopiero w 1922 roku. Zdołała jednak opuścić Wilno. Posługiwała się dokumentami wystawionymi na nazwisko Elżbieta Boniewicz. Na Litwie zatrudniono ją w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Za zasługi w wojnie o niepodległość także i ona została odznaczona w 1928 roku Krzyżem Pogoni.

Mówi się, że historia jest nauczycielką życia. Ta słuszna sentencja Cycerona bywa jednak często zapominana. Wydawało się, że wydarzenia z 1919 roku i lat 1920–1921 utkwią w pamięci pracowników Oddziału II. Tak się jednak nie stało. Sześć lat później doszło do kolejnej wielkiej afery wywiadowczej. Tym razem w głównej roli wystąpił porucznik Ryszard Grzybowski, kierownik Referatu Kontrwywiadowczego Ekspozytury numer 1 Oddziału II w Wilnie.

Historia się powtarza

Cała historia zaczęła się w 1924 roku, kiedy oddział informacyjny litewskiego sztabu generalnego otrzymał informację, że w Wilnie jeden z pracowników polskiego wywiadu prowadzi bujne życie towarzyskie. Prawie codziennie widziano go w najlepszych lokalach, często w otoczeniu kobiet. Litwini postanowili to wykorzystać. Wkrótce w wileńskich kawiarniach i restauracjach, w miejscach, które najczęściej odwiedzał polski oficer, zaczęła pojawiać się młoda, ładna i elegancka kobieta. Porucznik Grzybowski od razu zwrócił na nią uwagę i znalazł okazję, aby ją poznać. Zaczęli się coraz częściej spotykać, a rachunki w restauracjach i kawiarniach opłacała dziewczyna.

Rozpoczął się burzliwy romans. Niebawem porucznik Grzybowski zaczął ją zapraszać do swojego pokoju w wileńskiej ekspozyturze, co było złamaniem wszelkich zasad pracy. W kwietniu 1925 roku, w czasie kolejnej upojnej randki, litewska agentka wsypała mu do szklanki środek nasenny. Po przebudzeniu się porucznik Grzybowski zobaczył, że kochanka zniknęła. Prawdziwe przerażanie ogarnęło go jednak wtedy, kiedy zauważył brak teczek personalnych polskich agentów pracujących na kierunku litewskim. Lekkomyślnemu oficerowi groził proces, a sąd wojskowy mógł go skazać nawet na najwyższy wymiar kary - rozstrzelanie.

W tej sytuacji porucznik uznał, że jedynym rozwiązaniem jest ucieczka na Litwę. Jak pomyślał, tak zrobił. Tam przekazał oficerom litewskiego oddziału informacyjnego wszystkie dane dotyczące metod pracy wywiadu polskiego na Litwie, wydał również znanych mu agentów i konfidentów. Pozwoliło to kontrwywiadowi litewskiemu zlikwidować większość polskich placówek wywiadowczych, aresztować wielu agentów. Ci, którzy ocaleli, musieli uciekać z Litwy. Była to jedna z największych i najdotkliwszych klęsk polskiego przedwojennego wywiadu wojskowego".

(Za WP: Polska Zbrojna,Razenie seksem- jak agentki "łamały Polaków ,2012-02-01)


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

ACTA

wtorek, 31 stycznia 2012 11:56

 

Nareszcie wyszliśmy na ulicę


Pomimo fali protestów przelewającej się od kilku dni przez cały kraj, w czwartek rano czasu polskiego, w Tokyo ambasador naszego kraju Jadwiga Maria Rodowicz-Czechowska podpisała niefortunną i sporną umowę ACTA. Rząd kłamał od początku to nie prawda, że musieliśmy podpisać jak tłumaczył to minister Boni i ,że ACTA miały podpisać  wszystkie kraje UE. Od podpisania powtrzymały się Cypr, Estonia, Słowacja, Niemcy i Holandia.


 

Służalczość naszych pseudoelit  dobrze przedstawia jeden z ich przedstawicieli czyli Bogdan Zdrojewski - minister kultury i dziedzictwa narodowego. Na zadane przez dziennikarza pytanie: - To po co nam coś, co już mamy? Po co nam ACTA i skąd protesty na ulicach i w sieci? [Bogdan Zdrojewski odpowiada:]

- ACTA jest po to, aby interesy państw UE, państw będących wysoko zaawansowanych w technologiach jak i produkcji były respektowane przez państwa, które dotychczas tego nie respektowały. Każde państwo chce, żeby jego prawo było respektowane poza granicami Europy. ACTA podpisujemy ze spokojem, jako państwo respektujące prawo, ale liczymy, że inne państwa będą również respektować nasze prawo. W całej sprawie najśmieszniejsze jest to, że chociaż USA wcale nie zamierzają ratyfikować ACTA, to same lobbują wszystkich naiwnych aby to zrobiły w interesie koncernów amerykańskich.


 


 

Obecna władza całkowicie się skompromitowała, dlatego że jest nieudolna i  w ogóle nie liczy się ze społeczeństwem. Ta władza jest także cyniczna, gdyż uważa  że skoro „głupi naród”    ich wybrał to mogą robić co chcą. Uważają że ludzie to zwierzęta, które trzeba  gnać „do roboty” i to w takim tempie żeby nie mieli czasu nawet pomyśleć i zorganizować jakiś bunt.  Zaczął się nowy 2012 rok nowa –stara władza zaczęła rządzić na dobre i okazało się, że przeciętny Kowalski  pracuje  jak oszalały ( często na dodatkowym etacie)  żeby utrzymać rodzinę, a tu podnoszą mu cenę za żłobki i przedszkola, jest chory  i nie może wykupić lekarstw, tankuje benzynę za 6 zł- ściska go w dołku, odpala komputer i … uff na razie jest jeszcze Internet. Ale po co zwierzęciu Internet i to bez należytej kontroli?

 

 

 

 

 

 

Dotąd władza tłumaczyła się, że niezadowolony nie jest naród tylko : kibole, mohery, pis -owcy oraz bardziej ogólnikowo: niewykształceni, ciemnogród, katolicy,ludzie ze wsi itp. Donald Tusk przekonywał, że władza i jej sprzymierzeńcy to ludzie kulturalni, wykształceni, inteligentni, młodzi,i z miasta; INTERNAUCI   itp. Ale jak to bywa z negatywną propagandą szybko upada, gdyż nie ma nic do zaoferowania. Cały program PO to przeciwstawianie wizji lepszego państwa PO, złemu i kłótliwemu rządowi PIS-u. Ludzie z PO tak się zaangażowali w tworzenie swojego pozytywnego wizerunku, że „zabrakło”  im czasu na tworzenie planów wyjścia z kryzysu gospodarczego, reformy służby zdrowia, powstrzymania postępującej biurokracji…. Ale co tam po co analizować, tworzyć  i testować  przecież Panie Donaldzie sięgnijmy po sprawdzone metody i programy z UE, a nasi „ojropejscy” towarzysze będą nam wdzięczni i poklepią po plecach… No i  sięgamy po wszystko, a więc i sięgnęliśmy po ACTA.  Sprawę spróbował jeszcze ratować jeszcze większy populista i zresztą przyjaciel Tuska J. Palikot, ale efekt był mizerny, bo ludzie wygwizdali obłudnika.


 

Ludzie mają już dość obłudy i populizmów. Trzeba zatrzymać służalcze elity o mentalności postkolonialnej, które wykonują  polecenia płynnące z UE i USA. Niestety będzie to trudne i jesteśmy dopiero na początku tej drogi.

 


 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Życzenia świąteczne

sobota, 24 grudnia 2011 0:17

 

 

  Z okazji świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku redakcja blogu TWX pragnie złożyć najszczersze życzenia zdrowia, szczęścia i pomyślności w nadchodzącym roku 2012!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Rycerze okrągłego stołu

poniedziałek, 19 grudnia 2011 0:57

Bronisław Geremek - złośliwa historia

 

 

 

„W atmosferze katastrofizmu, oczekiwania końca zastanego świata owi ludzie z nizin społecznych zdawali się być właśnie zwiastunami najbliższej przyszłości”

Bronisław Geremek,Świat „opery żebraczej” Warszawa 1989


  Człowiek legenda i główny filar Solidarności Bronisław Geremek został niedawno „odbrązowiony”. Stało się to za przyczyną ujawnionych dokumentów Stasi z Instytutu Gaucka.  Dla historyków, którzy traktują Solidarność jak świętą krowę to obraza majestatu, brak szacunku i podłość żeby wierzyć w dokumenty niemieckiej bezpieki takie argumenty rzuca się w kierunku historyka p. Wojciecha Sawickiego. Prawda jest jednak taka, że w materiałach  naszej poczciwej SB nic ciekawego nie ma na temat Bronka, a „złośliwi” twierdzą że z teczki SB Geremka pozostały jedynie okładki. Jest to bardzo dziwne, gdyż w 1962 r. wyjechał do Paryża, gdzie objął lukratywną posadę dyrektora Ośrodka Kultury Polskiej przy Uniwersytecie Paryskim. Trzeba być bardzo naiwnym, aby wyobrażać sobie że skierowany na takie stanowisko i w takie miejsce nie odbył „pozytywnej” rozmowy z funkcjonariuszami wywiadu. Wtajemniczeni twierdzą, że w dziwny sposób Geremek dysponował dużymi funduszami na badania (sami Francuzi twierdzili że nigdy ich nie było stać na takie badania), które nie były zbyt potrzebne gdyż Bronek interesował się głownie ludźmi marginesu w średniowiecznej Francji: rzezimieszkami, złodziejami, nędzarzami i prostytutkami. Można mówić tutaj o dużej rozrzutności Instytutu Historii PAN, chyba, że Geremek dysponował „dodatkowym” nieformalnym funduszem z SB,  który finansował liczne spotkanie, „badania w terenie” i rozrzutność Geremka w tym kupno samochodu zaraz po przyjeździe do Paryża co potwierdza w swoim wywiadzie prof. Samsonowicz (Bronisław Geremek na Uniwersytecie. Inny Bronek, Gazeta Wyborcza 21.07.2008)

 


   W sierpniu 1968 r. Bronek wystąpił z PZPR, co na pewno było związane z „nowymi zadaniami” ,  pretekstem była inwazja na Czechosłowację. Historycy pieją, że było to wielkim aktem odwagi w tym czasie, ale jak widac nieszkodliwym, gdyż w 1970 r. habilitował się i został docentem w Instytucie Historii PAN. W tym czasie poczciwy Bronek „łapał” kontakty, gdyż przestawiał się na  „robotę” nie z naukowcami, lecz z robotnikami.  W latach 70-tych był mało aktywny, choć w 1980 potrafił błyskawicznie ustawić się w strategicznym miejscu jako doradca Wałęsy. Andrzej Celiński -ówczesny sekretarz komisji Porozumiewaczej mówi, że „ Tak naprawdę mózgiem przy Wałęsie byli Geremek i Mazowiecki”( Andrzej Garlicki, Rycerze okrągłego stołu, Warszawa 2004). Charakterystyczne było to, że choć odgrywał ogromne znaczenie, to pozostawał w cieniu. Był delegatem na I Zjazd Solidarności i przewodniczył Komisji Programowej, ale przegrał wybory i nie wszedł do władz związku, gdyż : „Uważno, że mając wpływ na Wałęsę, popycha  związek wbrew jego interesom, w kierunku szkodliwych kompromisów. Pamiętano Geremkowi jego rolę w zawarciu po tzw. Kryzysie bydgoskim Porozumienia warszawskiego, gdyz negocjujący z rządem przekroczyli mandat, udzielony im przez KPP” (Andrzej Garlicki, wyd cyt., s. 122). Jak widać  część Solidarności, która dążyła do konfrontacji z władzami PRL zarzucała mu opieszałość, zbytnią ugodowość i manipulowanie związkiem. Porozumienia sierpniowe z 1980 wg Geremka :”Były nie tylko odpowiedzą na wielki strajk. Była to przede wszystkim akceptacja pewnego układu.[…] Sądzę-kontynuował, że uznanie tożsamości partnera  oznacza przyjęcie przez społeczeństwo za punkt wyjścia istniejącego porządku prawnego wraz z zasadą przewodniej roli PZPR, z której wynika pewien zakres monopolu władzy. Otóż pole porozumień społecznych usytuowane jest poza obszarem niezbędnego monopolu władzy”( Andrzej Garlicki, wyd cyt., s 124). Czy to wtedy poskarżył się ministrowi ds. współpracy ze związkami zawodowymi tow. Cioskowi, że współpraca z radykalizującymi się związkami a władzami PRL jest niemożliwa, bo związki dążą do konfrontacji siłowej?

 

 

Czy Bronisław Geremek był tajnym współpracownikiem SB? To chyba jasne. To między innymi tłumaczy dlaczego Czesław Kiszczak w 1980/81 nie chciał aby nazwisko Geremka pojawiało się publicznie, aż do 1989 kiedy zdjęto ten zakaz i bez problemu zasiadł przy stole negocjacyjnym ( Zob. Andrzej Garlicki, wyd, cyt. S.126). Transformacja była już blisko o czym wiedział Kiszczak i prawdopodobnie już wtedy  teczka Geremka była wyczyszczona jak to  zrobiono wielu wiernym i zasłużonym TW. Historia jednak bywa złośliwa. Po okresie transformacji zaczęto przeprowadzać lustrację i w 2004 Bronisław Geremek złożył oświadczenie lustracyjne. Jednak od 2005 r (jak podaje Wikipedia) nasz IPN zawiązały układ o współpracy z Instytutem Gaucka. I tu dochodzimy do sedna sprawy, gdyż Geremek prawdopodobnie podejrzewał że mogą być tam „echa” jego współpracy z SB i w 2007 odmówił złożenia oświadczenia lustracyjnego. W 2011 nie ma już Bronisława Geremka, ale cały czas są ci, którzy żyją z legendy  Slolidarności, to dla nich historia okazała się złośliwa i niepokorna. Legenda Solidarności kruszy sie coraz bardziej i niedługo historia będzie musiał być napisana od nowa...

 

 


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Stereotypy

sobota, 29 października 2011 1:41

 

Rosyjski stereotyp Polaka- spiskowca

 

 

Mało z nas wie o tym, że w dzisiejszych stosunkach pomiędzy Polakami a  Rosjanami pokutują  stereotypy Polaka, które wywodzą się z dawnych czasów. W tych stereotypach Rosjanie przedstawiani są często jako dobroduszni i naiwni, a Polacy zaś jako przedstawiciele obcej kultury związanej  bardziej z Zachodem niż Wschodem są przewrotni, sprytni i potrafiący korzystać z politycznej okazji by polepszyć swój los oczywiście ze stratą dla Rosji. Skąd to się bierze?



Hołd ruski

   Można powiedzieć że źródła resentymentu tkwią w  Hołdzie  ruskim, który miał miejsce 29 października 1611 na Zamku Królewskim w Warszawie. Poprzedzony spektakularnym sukcesem w bitwie stoczonej 4 lipca 1610 r. pod Kłuszynem (między Smoleńskiem a Moskwą) gdzie nieliczna polska jazda, w ilości niespełna 7 tysięcy ludzi, dowodzona przez hetmana Żółkiewskiego, rozbiła rosyjsko-szwedzką armię kniazia Szujskiego (brata carskiego) liczącą ponad 35 tysięcy. Wojska polskie zajęły wówczas Moskwę ponownie, a car został uwięziony i przewieziony do Polski. Choć wspomnienie tych wydarzeń jest bardzo odległe, bo minęło 400 lat to dla Rosjan jest ono symbolem polskiego zagrożenia. Wstydliwe dla Rosjan jest to  , że  to rosyjscy bojarzy uwięzili, a później wydali w ręce naszego wodza hetmana Żółkiewskiego całą rodzinę carską. Po drugie sama ceremonia hołdu była upokarzająca: „Car Rosji schylił się nisko do samej ziemi, tak że musiał prawą dłonią dotknąć podłogi, a następnie sam pocałował środek własnej dłoni. Następnie Wasyl IV złożył przysięgę i ukorzył się przed majestatem Rzeczypospolitej, uznał się za pokonanego i obiecał, że Rosja już nigdy więcej na Polskę nie napadnie. Dopiero po tej ceremonii król Polski Zygmunt III Waza podał klęczącemu przed nim rosyjskiemu carowi rękę do pocałowania. Z kolei wielki kniaź Dymitr, dowódca pobitej przez wojsko polskie pod Kłuszynem armii rosyjskiej, upadł na twarz i uderzył czołem przed polskim królem i Rzecząpospolitą, a następnie złożył taką samą przysięgę jak car. Wielki kniaź Iwan też upadł na twarz i trzy razy bił czołem o posadzkę Zamku Królewskiego, po czym złożył przysięgę, a na koniec rozpłakał się na oczach wszystkich obecnych. W trakcie całej ceremonii hołdu na podłodze przed zwycięskim hetmanem, królem i obecnymi dostojnikami Rzeczypospolitej leżały zdobyte na Kremlu rosyjskie sztandary, w tym najważniejszy - carski ze złowieszczym czarnym dwugłowym orłem” (źródło: Hołd ruski.Józef Szaniawski, www.naszdziennik.pl, 21 września 2011, Nr 220 (4151))

 

„Polski katechizm”

   Dużo później, aby mobilizować rosyjskie społeczeństwo i wpajać stan zagrożenia wymyślono katechizm. „Polski katechizm albo jak pokojowymi środkami podbić Rosję”, to z kolei broszura której najstarsza wersja pochodzi z 1863r. , co oczywiście związane jest z legendą jakby znaleziono ją przy poległym powstańcu. Jak twierdzą specjaliści dokument ten przypomina w konstrukcji osławione „Protokoły mędrców Syjonu”, które mogły być pierwowzorem dla owego katechizmu i prawdopodobnie pochodzą z tego samego policyjnego źródła. Rzekomy tajny poradnik zawierał instrukcje dla polskich spiskowców, a we wstępie można przeczytać : „Każda metoda, która prowadzi do upadku i materialnego zbiednienia wspólnego wroga jest nie tylko dozwolona ale i wskazana. W ten sposób obcina się jej (Rosji) pazury. Rzekomy polski mędrzec Katecheta doradzał zatem podważanie autorytetu „heretyków” i „schizmatyków” czyli „chciwych i ograniczonych umysłowo” prawosławnych duchownych. Podburzanie rosyjskiego społeczeństwa przeciw rządowi, wreszcie infiltrację rosyjskich instytucji, organizacji i urzędów, celem podporządkowania „prymitywnego narodu rosyjskiego”[…] Kiedy –czytamy w „Polskim katechizmie” we wszystkich instytucjach rosyjskich znajdą się nasi agenci całe państwo będzie pokryte jak siecią działającymi jednomyślnie naszymi współbraćmi, to ono będzie w naszych rękach i z czasem oddziałując systematycznie na rosyjskie społeczeństwo, poruszymy tkliwie struny współczucia i przygotujemy je do zaakceptowania poglądu o nieuniknionym oddzieleniu Polski"(Za:Władysław Bułhak,"Polski Katechizm czyli dlaczego Putin nie ufa Polakom?",RP.PL 20.10.2007).

 

   We współczesnym naprawianiu stosunków pomiędzy Polakami a Rosjanami gesty nie wystarczą, bowiem  z jednej jak i z drugiej strony znajdują się organizacje , które będą opierać się na stereotypach i podsycać nienawiść. Dlatego Rosjanom należy tłumaczyć skąd biorą się źródła obustronnych resentymentów. Trzeba mówić o tym, że  Polakom nie chodzi o zniszczenie Rosji (tak jak w mitycznym katechizmie). A przypominanie o Hołdzie ruskim ma charakter czysto edukacyjny, o którym trzeba mówić  (z racji przemilczania w czasach PRL) dlatego, że to porcja ciekawej i chlubnej historii a nie negatywna propaganda.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  228 949  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O mnie

Tajna Wiedza eXtremalna- wiedza dla nas, nie dla mas.

O moim bloogu

Walcz, albo giń w gąszczu informacji.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 228949

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl