Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 255 059 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Recenzja

poniedziałek, 27 sierpnia 2012 2:27

 

Poprawność polityczna kontra "Koncesjonowany Nacjonalizm"

 

 


Niedawno ukazała się wydana przez IPN książka Przemysława Gasztolda-Senia pt. Koncesjonowany Nacjonalizm Zjednoczenie Patriotyczne Grunwald 1980-1990. Została ona nagrodzona w XV edycji konkursu prac magisterskich im. Jana Józefa Lipskiego.

Biorąc pod uwagę duży rozmiar pracy (445 stron), jej bogatą bazę źródłową, a także nakład pracy Autora, książka mogłaby być nie tylko pracą magisterską, ale nawet doktorską. Warto przy tym podkreślić z uznaniem, że Autor dotarł do wielu żyjących jeszcze uczestników wydarzeń, o których pisze – w tym nawet do tych „niepoprawnych politycznie” – co u wielu innych dzisiejszych autorów niestety nie jest regułą.

Trzeba też podkreślić, że Autor odkrył niejeden fakt nieznany nie tylko opinii publicznej ale i nauce, jak chociażby relacje między Kościołem katolickim a ZPG (s. 399-400), czy prowadzenie akcji obrony życia dzieci nienarodzonych, z pozycji wewnątrzpartyjnych PZPR (s. 271-272).

Praca jest tak obszerna i szczegółowa, że trudno w krótkiej recenzji ustosunkować się do wszystkich problemów poruszanych w niej, ograniczę się więc do spraw zasadniczych, ilustrując je przykładami.

Już samo tytułowe określenie Koncesjonowany Nacjonalizm jest słabo diagnostyczne. Wszak wszystkie działające w PRL legalnie organizacje można nazwać koncesjonowanymi – nie wyłączając samej legendarnej „Solidarności”, działającej w okresie 1980-1981 r., którą – według konwencji terminologicznej przyjętej przez Autora książki o ZPG – należałoby nazwać Koncesjonowaną „Solidarnością”; a warto przypomnieć, że aby uzyskać „koncesję” musiała ona uznać kierowniczą rolę PZPR, obowiązujący PRL system sojuszów, a także zasadę społecznej własności środków produkcji, stanowiącą podstawę istniejącego wówczas w Polsce ustroju socjalistycznego.

Drugie słowo tytułu nacjonalizm, które Autor definiuje jako „…zbiór różnych zasad, myśli politycznych zależnych od danego kraju, jego kultury i historii. Dotyczą one przede wszystkim sfery uczuć i emocji”. (s. 17-18) Jest to definicja bardzo ogólnikowa i przez to mało diagnostyczna. Ta ogólnikowość pozwala Autorowi interpretować to pojęcie zgodnie z wymogami obecnej poprawności politycznej. Np. już na stronie 23 pisze On, że Stalin walcząc z mniejszościami narodowymi „…czerpał z nacjonalizmu, a posłuszna mu propaganda wykorzystywała do komunikacji ze społeczeństwem stereotypy i ksenofobiczne uprzedzenia”. W tym zdaniu milcząco zakłada się, że stereotypy i ksenofobiczne uprzedzenia stanowią integralną część nacjonalizmu.

W tej sprawie Autor – podobnie jak zdecydowana większość współczesnych pisarzy, a nawet naukowców (chyba prawie wszyscy) – padł ofiarą zapaści semantycznej, która dominuje w naszej przestrzeni publicznej od II wojny światowej. Przed wojną w niepodległej II RP funkcjonowały w polskim języku politycznym trzy zasadnicze pojęcia, które trzymając się emocjonalno-uczuciowej konwencji przyjętej przez Autora, wyjaśnię w następujący sposób: patriotyzm – rozumiany jako miłość do ojczyzny, którą mogło być zarówno państwo wielonarodowe jak i narodowe, nacjonalizm – rozumiany jako miłość do własnego narodu (nawet gdy był pozbawiony własnego państwa), wreszcie szowinizm – rozumiany jako skrajna, wypaczona odmiana nacjonalizmu, łącząca umiłowanie własnego narodu z pogardą lub nawet wrogością wobec innych narodów.

Po II wojnie światowej, wraz z mentalnym zniewoleniem naszego Narodu, nastąpiła zapaść semantyczna, polegającą na tym, że znaczenie słowa patriotyzm rozszerzono, oznaczając nim zarówno to co dawniej nazywało się patriotyzmem, jak i to co nazywano nacjonalizmem, zmieniono znaczenie słowa nacjonalizm – oznaczając nim to co dawniej nazywano szowinizmem, wreszcie słowo szowinizm praktycznie zniknęło z przestrzeni publicznej. W rezultacie zdolność diagnostyczna używanej dzisiaj politycznej siatki pojęciowej istotnie zmalała tak, że przy jej pomocy nie da się odróżnić tego co dawniej nazywano patriotyzmem od tego co nazywano nacjonalizmem, zaś słowo nacjonalizm stało się negatywnym stereotypem propagandowym. To mentalne zniewolenie trwa do dzisiaj, a jego ofiarą padają kolejne pokolenia naukowców, polityków i publicystów. Przyjęcie przez Autora tej siatki pojęciowej wpłynęło negatywnie na wartość diagnostyczną recenzowanej książki.

Podobna sytuacja występuje w wypadku mieszania pojęć antysemityzm i antysyjonizm, które występuje raczej w pewnego typu propagandzie niż w nauce. Autor poświęcił nawet cały rozdział rozróżnieniu tych dwu pojęć (s. 334-344). Przytoczył też stanowisko ZPG w tej sprawie, łącznie z moją relacją na ten temat (ZPG zwalczał zarówno syjonizm jak i antysemityzm). Jednak w wielu miejscach sugeruje, że ZPG niejednokrotnie miało się uciekać do antysemickich stereotypów. W tym wypadku jednak Autor posługuje się tekstami osób usuniętych z ZPG albo takich, które same się z niego usunęły, a czasem tylko odwołuje się do cudzych opinii na temat Zjednoczenia. Na stronie 406 znajdujemy nawet taki tekst:

Wykorzystując hasła antysemickie Zjednoczenie Patriotyczne „Grunwald” stanęło na pierwszej linii frontu walki reżimu komunistycznego z opozycją demokratyczną.

Powyższe stwierdzenie ma charakter propagandowy, a nie naukowy. Używając terminologii Autora można by napisać, że „stanął On na pierwszej linii frontu walki obecnego reżimu” o poprawną politycznie wersję historii.

Takie podejście jest wynikiem spaczonych proporcji w opisie historii ZPG. Autor zbyt dużą część swego dzieła poświęcił genezie Zjednoczenia, rozgrywkom personalnym w jego łonie, a zbyt małą jego programowi i pluralizmowi, który w nim dominował.

Przede wszystkim Autor nie wziął pod uwagę faktu, że ZPG miało poważne trudności z oficjalną rejestracją, która faktycznie zakończyła się dopiero w 1983 roku. Przedtem ciągle ważyły się jego losy, a i potem nie miała wejścia do głównych mediów (jedynym wyjątkiem były złośliwe felietony w „Polityce”). Przeczy to tezie Autora, że „Organizacja miała głośne wejście w 1981 r. W odpowiednim momencie władza komunistyczna skorzystała z jej usług (…)”. (s. 406)

Tezie o działaniu ZPG na pierwszej linii frontu walki reżimu komunistycznego z opozycją demokratyczną przeczy to co sam Autor stwierdził wcześniej: Zgoła inny był stosunek „Grunwaldu” do Konfederacji Polski Niepodległej. Nie krytykowano tej organizacji tak jak KOR i nie poświęcano jej tyle miejsca na łamach „Biuletynu”. (s. 345) Warto w tym miejscu przypomnieć, że KOR – mimo propagandowych działań w tym kierunku - nie miał monopolu i do „opozycji demokratycznej” należały też inne organizacje.

Autor zbytnio ulega modnemu dzisiaj w przestrzeni publicznej twierdzeniu, że jakoby wszystko w PRL (oczywiście oprócz opozycji demokratycznej, KOR i ewentualnie legendarnej „Solidarności”) było kontrolowane przez PZPR i podporządkowane jej służby specjalne, z SB na czele. Prawda jest znacznie bardziej skomplikowana.

Zgodnie z takim podejściem Autor demonizuje rolę PZPR i służb specjalnych PRL, które w rzeczywistości nie były monolitem i można w nich wyróżnić zarówno frakcję starającą się bronić interesów Polski, jak i frakcję wyraźnie antypolską – walczyły one ze sobą o realną władzę. Również aparat partyjny i aparat policyjny – czy nawet szerzej biurokracja państwowa – walczyły ze sobą o wpływy na życie państwa. Gdyby partia i służby specjalne PRL stanowiły monolit, to nie byłoby sprzyjających warunków do zawrotnej kariery zarówno KOR jak i „Solidarności”, nie mówiąc już o upadku PRL. Z tej demonizacji przez Autora, roli zarówno PZPR jak i SB, bierze się niedocenianie spraw ideowo programowych ZPG.

Opisując sprawy programowe i działalność ZPG Autor najwięcej miejsca poświęcił problemowi syjonizmu i walki z nim, natomiast inne zasadnicze problemy potraktował bardzo skrótowo lub wręcz całkiem je pominął.

Przede wszystkim zasadnicze znaczenie w działalności ZPG zajmowało demaskowanie imperializmu niemieckiego (już zresztą sama nazwa Zjednoczenia o tym świadczy). Zainteresowanie problemem syjonizmu również było z tym związane, gdyż w owym czasie funkcjonował sojusz Izraela z RFN. Tymczasem Autor poświęcił temu problemowi krótki – zaledwie 3,5-stronnicowy rozdzialik (s. 345-349), w którym np. wspomniał o moim artykule Polityka Sipo i SD wobec polskiego podziemia, ale tylko w kontekście represji, jakie spadały na społeczeństwo polskie w okresie okupacji hitlerowskiej, przemilczając sprawę gier kontrwywiadowczych, które te służby prowadziły. (s.349)

W publicystyce ZPG istotne miejsce zajmował też problem masonerii. Przykładem może być artykuł Masoneria Kościół Komunizm (BIZPG nr 5-6/87, s. 2-3). Łączył się on ściśle z relacjami ZPG z Kościołem katolickim. Tą sprawę Autor pominął.

Kolejną ważną sprawą, pominiętą przez Autora jest stosunek ZPG do komunizmu – zarówno w wersji stalinowskiej, jak i trockistowskiej.

Trockizmowi (który w latach 80. ubiegłego wieku był faktycznie jedyną autentyczną odmianą komunizmu w wersji marksistowsko leninowskiej) wiele uwagi poświęcał zarówno doc. W. Przelaskowski, jak i ja. Natomiast stosunek ZPG do komunizmu ilustruje dobrze mój artykuł Dlaczego Stalin nie lubił KPP (BIZPG nr 9/88, s.3-6), w którym wykazywałem, że Komunistyczna Partia Polski była faktycznie (choć nie formalnie) w większym stopniu agenturą niemiecką niż radziecką. Te sprawy również Autor pominął milczeniem, co mnie nie dziwi, gdyż ich ujawnienie mogło zburzyć obraz ZPG jako organizacji narodowo komunistycznej, w dodatku licencjonowanej przez komunistów.

Wyliczając istotne przemilczenia w recenzowanej pracy, zwrócę jeszcze uwagę na jedno, które mnie dotyczy. Autor już na początku książki (s. 12) stwierdza, że byłem TW SB o pseudonimie „X” i „Rybak” odsyłając czytelnika do artykułu P. Tomasika p.t. Działalność TW „X”, „Rybak” w świetle własnych doniesień, „Niezależna Gazeta Polska” 2008 nr 10, „Dodatek Specjalny IPN”, natomiast przemilczał Sprostowanie dotyczące tej samej sprawy, które ukazało się już w następnym numerze 11 tegoż „Dodatku Specjalnego IPN”. Przemilczenie tego Sprostowania jest dezinformacją, która nie świadczy dobrze o sumienności Autora.

Na zakończenie jeszcze jedna istotna sprawa. Na stronie 28 Autor omawiając różne rodzaje „dogmatyzmu” pisze:

I trzeci rodzaj dogmatyzmu – zwykły nacjonalizm, który był pozbawiony wszelkiej otoczki komunistycznej, ale wiązał się ze strukturami komunistycznego państwa i PZPR – tylko dlatego, że nie było innego ustroju. Nurt ten funkcjonował w większości poza partią, choć w jej bliskich okolicach. Do jego przedstawicieli należeli Ryszard Gontarz, Tadeusz Kur, Bohdan Poręba, Ryszard Filipiki, którzy nie byli komunistami. „To byli po prostu nacjonaliści, którzy mniej więcej zajmowaliby takie same stanowisko, gdyby była inna władza” –uważa Wiatr.

Gdyby Autor zainteresował się bliżej działalnością tajnej organizacji o nazwie Liga Narodowo Demokratyczna, o której wspomina tylko jeden raz na stronie 277, powołując się na A. Friszkego, zamiast sięgnąć do opracowań źródłowych dotyczących LND, a zwłaszcza do jej programu i materiałów szkoleniowych, mógłby lepiej zrozumieć, skąd brali się w PRL, całkiem dobrze znający literaturę i tradycje polskiego ruchu narodowego nacjonaliści (w przedwojennym tego słowa znaczeniu), zarówno w PZPR jak i poza nią.

Józef Kossecki

 

 

 

 

 


 



Podziel się
oceń
17
1

komentarze (18) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 29 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  224 931  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O mnie

Tajna Wiedza eXtremalna- wiedza dla nas, nie dla mas.

O moim bloogu

Walcz, albo giń w gąszczu informacji.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 224931

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl