Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 885 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Dowody niekompetencji Instytutu Pamięci Narodowej (IPN)

środa, 31 grudnia 2008 10:24

Gen. Czesław Kiszczak w załączonych niżej zarządzaniach nakazał esbekom ukrywać, że źródłem ich informacji są podsłuchy. SB-cy mieli informacje z podsłuchów zamieniać na fałszywe raporty Tajnych Współpracowników. Czy dziś da się je odróżnić od prawdziwych donosów? Do tej pory nie potrafił tego dokonać nasz Insytyut Pamięci Narodowej (IPN), który daje dowody sego nieprofesjonalizmu w metodyce badawczej źródel historycznych.





Zarządzenie szfa MSW Nr 0047/79 z 27 grudnia 1979 w sprawie stosowania i wykorzystywania techniki operacyjnej




Zarządzenie szefa MSW Nr 0018/82 z 17 lutego 1982 zmieniające zarządzenie w sprawie stosowania techniki operacyjnej


             Instrukcję podpisał 17 lutego 1982 r., dwa miesiące po wprowadzeniu stanu wojennego, ówczesny szef MSW gen. Czesław Kiszczak. Wyszła na jaw dopiero teraz, przy okazji utajnionego procesu autolustracyjnego Małgorzaty Niezabitowskiej. B. rzeczniczka rządu Tadeusza Mazowieckiego broni się przed zarzutem, że była tajnym współpracownikiem peerelowskiej bezpieki.
            O instrukcji opowiedział sądowi jeden ze świadków na procesie, b. płk SB, a potem UOP, Aleksander Minkowicz. Według naszych informacji z kilku źródeł Minkowicz zeznał, że w resorcie obowiązywała zasada utajniania informacji pochodzących z wszelkiego rodzaju technik operacyjnych, czyli podsłuchów telefonicznych i pokojowych. Tłumaczył, że uzyskane w ten sposób informacje wpisywało się w raporty agentów.
             Sędziowie oraz Andrzej Ryński, przedstawiciel rzecznika interesu publicznego, pytali Minkowicza, czy to znaczy, że SB oszukiwała samą siebie. - Nie chodziło o oszukiwanie, tylko o ukrycie prawdziwego źródła - miał odpowiedzieć Minkowicz.
             Po tych zeznaniach sąd zwrócił się do IPN o wyszukanie zarządzenia, o którym mówił b. płk SB. Do sądu trafiły już z IPN dwie instrukcje dotyczące ukrywania podsłuchów. Obie z klauzulą "tajne specjalnego znaczenia". Żadnej z nich nie ma w opublikowanym przez IPN w 2004 r. biuletynie z instrukcjami SB z lat 1945-89.
             Minkowicz mówił o zarządzeniu z 1982 r. podpisanym przez gen. Kiszczaka (nr 0018/82). Zaostrza ono zasady konspirowania środków techniki operacyjnej. Informacje z podsłuchów, tajnych przeszukań czy obserwacji nakazuje się tutaj opracowywać w formie streszczeń i notatek. Paragraf 1 pkt 6 zarządzenia nakazuje, by informacje owe przetwarzać tak, by "całkowicie zakonspirować źródło ich pochodzenia". Nakazuje też niszczyć stenogramy po wykorzystanych podsłuchach w ciągu góra dziesięciu dni.
            Jeden z byłych szefów MSW mówi nam, dlaczego Kiszczak podpisał instrukcję 0018: - Naszym nadrzędnym celem była ochrona środków techniki operacyjnej. Baliśmy się przecieków, a zdekonspirowany podsłuch był nic niewart. Dlatego Kiszczak polecił, by informacje z podsłuchu wpisywać do raportów tajnych współpracowników. Nie było żadnej pisemnej instrukcji, jak to konkretnie robić. Decydowali sami naczelnicy wydziałów. Czasami informacje z podsłuchu wpisywali do raportów fikcyjnych TW, czasami, choć rzadziej, do raportów prawdziwych TW.
            Oznacza to, że na podstawie ocalałych raportów SB bardzo trudno się zorientować, które informacje uzyskano bezpośrednio od agenta, a które inną drogą. Chyba że agent spisał raport własną ręką.
- Nigdy nie natknąłem się na tę instrukcję ani o niej nie słyszałem - mówi prof. Andrzej Friszke, członek Kolegium IPN. Nie słyszał o niej także doradca prezesa IPN Antoni Dudek: - Trzeba ją opublikować i zastanowić się, co ona oznacza dla procesu lustracji w Polsce - mówi.
            Sędzia Włodzimierz Olszewski, rzecznik interesu publicznego: - Ta sprawa to dowód, że uczciwą lustrację zapewnia tylko proces przed sądem.


(źródło: http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3261001.html)

             Rodzi sie zatem pytanie: Co mają na celu pracownicy i "naukowcy" z IPN-u jesli skazują ludzi swoimi osądami na Tajnych Współpracowników, nie znając instrukcji i zarządzeń operacyjnych, którymi kierowało sie SB.?
             Czy IPN stał sie politycznym orężem do eliminowani ludzi bedących zagrożeniem dla pseudo-eilt w Polsce?
            Na instytucje taka jak IPN czekaliśmy długie lata, jednakże w nadzieji, że będzia ona wolna od nacisków politycznych oraz, ze będzie kierować sie ona faktami i działać w oparciu o  źródła a nie wyimaginowaną chybioną deduckję...

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Kiszczak ujawnia metody SB

poniedziałek, 29 grudnia 2008 13:17

Kiszczak ujawnia metody SB

Gen. Czesław Kiszczak w specjalnym oświadczeniu przyznaje, że polecił SB zapisywać informacje z podsłuchów jako doniesienia od agentów. I przeprasza osoby uznane z tego powodu za TW


                Oświadczenie datowane 17 grudnia rzuca nowe światło na wiarygodność zapisów o działalności agenturalnej wielu osób figurujących w aktach SB jako tajni współpracownicy.

                Ostatni szef komunistycznego MSW, dziś 83-letni Czesław Kiszczak karierę zaczynał w wojskowym kontrwywiadzie. MSW kierował od 1981 r. do upadku komunizmu. Był podporą władzy stanu wojennego. Rządził policją polityczną, która miała za zadanie rozprawić się z "Solidarnością". Przy Okrągłym Stole podpisywał porozumienia z opozycją.

                 Dzisiaj przeprasza "tych, którym przypisano w dokumentacji [SB] czyny nigdy niepopełnione. (...) Wielu osobom wyrządzono krzywdę przez bezkrytyczne ujawnienie materiałów operacyjnych SB".


Jak SB "przesuwała źródła"

                 Kiszczak wyjaśnia, czemu służyła jego decyzja ze stycznia 1982 r. o ochronie techniki operacyjnej oraz idące w ślad za nią zarządzenie 0018/82 z lutego 1982 r. Na tej podstawie - stwierdza Kiszczak - funkcjonariusze SB mieli obowiązek "konspirować" źródła informacji zdobytych z podsłuchów, obserwacji, nielegalnych przeszukań i kontroli korespondencji.

                Źródła te ukrywano m.in. poprzez przypisywanie uzyskanych z nich informacji tajnym współpracownikom "istniejącym faktycznie lub stworzonym przez SB na użytek wewnętrznej konspiracji, kandydatom na t.w., a także, choć rzadziej, kontaktom operacyjnym, osobowym, służbowym".


               Nazywano to "przesuwaniem źródeł". Zasada ta miała być bezwzględnie przestrzegana.


 Konspiracja wewnątrz SB

               Kamuflowanie podsłuchów przewidywała już instrukcja MSW z 1979 r. Ale w stanie wojennym kamuflaż nasilono. Powód? Kiszczak tłumaczy to zagrożeniem ze strony sympatyków "Solidarności", którzy mogli przeniknąć w szeregi bezpieki. Wymienia próby powołania "Solidarności" w szeregach Milicji Obywatelskiej.

              Generał stwierdza też, że "technika" wymagała szczególnej ochrony, bo większość "istotnych, wiarygodnych informacji" SB uzyskiwała za pomocą "podsłuchów, kontroli korespondencji i teleksów, obserwacji i tajnych przeszukań".



Dawny szef do dawnych podwładnych

               Oświadczenie Kiszczaka ma dwóch adresatów:
- osoby zarejestrowane jako TW, którym w wyniku decyzji Kiszczaka przypisano informacje pochodzące naprawdę z „techniki", a teraz zarzuca im się współpracę z SB;
 - byłych funkcjonariuszy SB, którzy „przesuwali źródła".
              Pierwszych Kiszczak przeprasza. Drugich wzywa, by "jeśli zajdzie taka potrzeba" (np. przed sądem), ujawniali, jak tworzono akta niektórych TW. I by nie bali się kary, bo wykonywali polecenia.

              Były szef MSW bierze na siebie odpowiedzialność za "przesuwanie źródeł": "Funkcjonariusze (...) nie dokonywali fałszerstw, tylko na użytek wewnętrzny MSW konspirowali źródła, przenosząc informacje. Działali w ramach pragmatyki służbowej (...) w resorcie, gdzie obowiązywała ścisła podległość i bezwarunkowe wykonywanie instrukcji".

               Po co ten apel do funkcjonariuszy? Otóż według ustawy o IPN "przesuwanie źródeł" może zostać dziś uznane za fałszowanie dokumentów i ścigane jako "zbrodnia komunistyczna". Kiszczak wskazuje dawnym podwładnym, że powołując się na jego polecenie, unikną takiego zarzutu.

               W ostatnim zdaniu Kiszczak pisze: "Przekazanie prawdy o tamtym systemie oraz jego metodach jest naszym (...) wspólnym obowiązkiem. Jest też jedyną możliwą dla nas obecnie formą zadośćuczynienia tym, którzy dzisiaj ponoszą konsekwencję naszych ówczesnych działań".


"IPN nam pochlebia"

                 Według Kiszczaka IPN, który przejął materiały SB i na ich podstawie prowadzi lustrację, "założył z góry stuprocentową wiarygodność przejętych archiwów".

                „Jest to pochlebne dla mnie i moich współpracowników, lecz jednocześnie zdumiewa całkowitym pomijaniem (...) zasady krytycznego podejścia do wszelkich źródeł, a już zwłaszcza wytworzonych przez tajne służby i wskazuje na brak znajomości specyfiki tychże służb. Ta postawa IPN utrudnia obronę osobom, wobec których technika » przesuwania źródeł «została w MSW zastosowana" - stwierdza b. szef MSW.


Jak było z Niezabitowską

                Metoda "przesuwania źródeł" wyszła na jaw w 2006 r. podczas autolustracji Małgorzaty Niezabitowskiej, b. rzeczniczki rządu Tadeusza Mazowieckiego.

               Wedle akt IPN miała ona być tajnym współpracownikiem o pseudonimie "Nowak". Ale zeznający przed sądem por. SB Robert Grzelak, oficer rzekomo prowadzący Niezabitowską, przyznał, że zarejestrował ją jako agenta bez jej wiedzy i zgody, a relacje ze spotkań preparował na podstawie innych źródeł.


               Inny świadek, płk Aleksander Minkowicz, potwierdził zeznania Grzelaka: - Pracownik był zobowiązany przetworzyć dokumenty otrzymane z biura techniki w formie notatki służbowej lub fikcyjnego doniesienia TW (...) albo w formie notatki uzyskanej od innego źródła operacyjnego. Tak nakazywała wewnętrzna instrukcja. To, co uzyskaliśmy przy użyciu techniki, było przedstawiane w aktach jako uzyskane od źródeł osobowych.


Sprawa "Bolka" i "Rewidenta"

               Pomieszanie materiałów z podsłuchu i innych form inwigilacji z doniesieniami tajnych współpracowników widać w tych aktach SB, gdzie zachowały się informacje o technikach stosowanych przeciwko rozpracowywanym osobom.

               Przykładem jest sprawa Lecha Wałęsy, którego historycy z IPN oskarżają, że w latach 70. był agentem o pseudonimie "Bolek". Z dokumentów SB zgromadzonych na Wałęsę wynika, że tym samym kryptonimem nazwano podsłuchy założone w stoczni (miejscu pracy Wałęsy) oraz w lipcu 1981 r. w centrali telefonicznej "Solidarności" w Gdańsku. Według Wałęsy informacje z podsłuchu "Bolek" wpisywano w doniesienia agenta o tym kryptonimie.


               Podobnie, gdy SB rozpracowywała działaczy opozycji, braci Benedykta i Andrzeja Czumów (przełom lat 60. i 70.), nadała sprawie kryptonim "Rewident". Takim samym kryptonimem określono Andrzeja Czumę. Podsłuch założony w listopadzie 1969 r. na telefonie Benedykta Czumy też nazwano "Rewidentem".

Jak zaprzeczał IPN

              Gdy w kwietniu 2006 r. "Gazeta" ujawniła decyzję Kiszczaka, generał milczał, a Antoni Dudek, doradca prezesa IPN, przekonywał, że to "jeden z wielu dokumentów niemający wielkiego znaczenia". Dudek w polemice z "Gazetą" pisał, że wprawdzie podsłuchy konspirowano za pomocą kryptonimów, ale nigdy te kryptonimy nie były takie same jak nadawane tajnym współpracownikom.

              Specjalny komunikat wydał wtedy IPN: "W materiałach operacyjnych SB zachowało się wiele stenogramów z podsłuchów telefonicznych, niektóre przetwarzano na notatki służbowe, ukrywając w ten sposób źródło informacji, ale nie nadawano im charakteru doniesień TW. Informacje, jakoby zarządzenie [Kiszczaka] nakazywało podobne praktyki, pozbawione jest podstaw merytorycznych" - napisał rzecznik Instytutu Andrzej Arseniuk.

(źródło: http://wyborcza.pl/1,75248,6103306,Kiszczak_ujawnia_metody_SB.html )


Kiszczak: Trzeba kiedyś przeprosić

Można było stworzyć fikcyjnego TW, przenieść informacje do anonimowego donosu, wpisać do notatki ze spotkania z prawdziwym TW - mówi gen. Czesław Kiszczak

Agnieszka Kublik: Ilu najważniejszych pańskich agentów szpiegujących "Solidarność" nie zostało jeszcze zdemaskowanych?

Gen. Czesław Kiszczak*: W wyniku nieroztropnych działań polityków wiele agentury zostało ujawnione. To jest niedopuszczalne, służby specjalne w każdym państwie są filarem, na którym opiera się państwo. Trzeba je chronić.

Ale o wielu tajnych współpracownikach nadal nie wiadomo, choćby dlatego, że część agentury, tej najważniejszej, nigdzie nie była rejestrowana.

A spośród agentów zarejestrowanych?

- Wielu agentów zostało ujawnionych, bo nie wszystkie akta udało się zniszczyć. Wiele teczek zostało zniszczonych zgodnie z moją instrukcją wydaną na podstawie sejmowej ustawy o tworzeniu, przechowywaniu i brakowaniu dokumentów tajnych.

A wiele akt zostało zniszczonych na prośbę samych zainteresowanych. Ale nadal jest sporo agentów, o których nikt nie wie.

To dla nich napisał pan to oświadczenie? Chce im pan pomóc, jeśli zostaną oskarżeni o współpracę z bezpieką?


- Ciąży na mnie moralny obowiązek, żeby ich chronić. Przecież myśmy się wobec nich zobowiązywali, że fakt współpracy dla dobra państwa polskiego utrzymamy w najgłębszej tajemnicy.

Przyznaje pan, że oficerowie SB zeznający w sądach, że nie zwerbowali np. Kowalskiego, kłamią, bo chronią swego agenta?

- Ależ w oświadczeniu piszę o tych, których fałszywie oskarżono o współpracę na podstawie przypisanych im meldunków, które naprawdę pochodziły z podsłuchów pokojowych, telefonicznych, obserwacji, tajnej fotografii czy kontroli korespondencji.

Jak dziś odróżnić te dwie sytuacje? Jak to udowodnić? Pisze pan w oświadczeniu, że "to jest wręcz niemożliwe do wykrycia". Na podstawie teczki pracy TW nie da się ocenić, że zawarte w niej materiały pochodzą właśnie od tego TW?


- Tylko oficer "dołowy" [który bezpośrednio zwerbował i prowadził tajnego współpracownika] może powiedzieć, czy X lub Y to był TW i czy to on meldował, czy to była informacja z podsłuchu.

Ale przecież pan powiedział, że nadal obowiązuje ich zasada ochrony źródła? Jak więc można im wierzyć?

- Przecież żeby udowodnić komuś, że był TW, trzeba mieć choć jeden z trzech dokumentów: własnoręcznie napisane zobowiązanie do współpracy, własnoręcznie pisane meldunki lub pokwitowanie odbioru pieniędzy.

Przecież lwią część tych dowodów spaliliście.

- Nie aż tak dużo. Ale tylko dołowy oficer może powiedzieć, czy kogoś zwerbował, czy nie.

Ale pańskie oświadczenie jest dla jego kłamstw doskonałym alibi. Może teraz w sądzie powiedzieć, że X nie był agentem, a to, co mu przypisywał w raportach, to naprawdę są informacje z podsłuchu założonego u X. A robił tak, bo mu kazali szefowie.

- Nikogo nie namawiam do kłamstw. Przeciwnie, nakłaniam do mówienia prawdy. I wierzę, że oficerowie SB będą zeznawać prawdę.

Jak dziś sprawdzić, jaka była prawda?

- A po co sprawdzać? Nie lepiej ten rozdział zamknąć raz na zawsze? Na świecie akta służb specjalnych pozostają ściśle tajne przez kilkadziesiąt lat, a czasami na wieki.

Co to za pytanie, po co sprawdzać?

- Myśmy w styczniu 1982 r. nie robili tego z myślą, co się z tym będzie działo za 20 lat. Sądziliśmy, że nikt nigdy tego nie będzie ujawniał.

Dziś każdy TW może w sądzie wołać: jestem niewinny, Kiszczak kazał fałszować dokumenty i przypisywać mi coś, czego nigdy nie powiedziałem.

- Moje oświadczenie nikogo do tego nie upoważnia. Niech sąd to weryfikuje, szuka dokumentów potwierdzających współpracę, czyli własnoręcznie napisanego zobowiązania, meldunków czy pokwitowań odbioru pieniędzy. Jest tylko nieliczna część agentury, gdzie nie było żadnych śladów współpracy. Niech sąd wzywa na przesłuchania świadków.

Panie generale! Dokumenty spalone, świadkowie niewiarygodni...

- Świadek w sądzie zeznaje pod przysięgą, za kłamstwo grozi mu kara.

W instrukcji 0018 z lutego 1982 r. każe pan konspirować za wszelką cenę informacje uzyskane dzięki podsłuchom, obserwacji czy kontroli korespondencji. Ale w instrukcji nie ma mowy, jak to robić. Pan w oświadczeniu pisze, że "przesuwano źródła". Dlaczego w instrukcji nie ma o tej metodzie mowy?

- Nie wszystko musi być w instrukcji. Mówiono o tym na odprawach.

Kto mówił?

- Dyrektor departamentu techniki instruował, jak można to zakonspirować. Można było stworzyć fikcyjnego TW, można było te informacje przenieść do anonimowego donosu i można było wpisać do notatki ze spotkania z prawdziwym TW.

Ale dlaczego tego wszystkiego nie ma w tej instrukcji?

- Nie wszystko da się zapisać w instrukcji.

Te trzy przykłady to by się dało...

- Nie wnikałem w takie szczegóły, jak to ma być konspirowane na dole. Ja miałem 200 tys. podwładnych. Dużo zależało od inwencji oficera i jego bezpośrednich przełożonych.

Są dokumenty z tych odpraw?

- Mogą być. Trzeba by szukać tekstu wystąpienia szefa służby techniki operacyjnej. Ale mógł to robić "na gębę", miał takie prawo.

Łamaliście ludzi, szukaliście na nich różnych brudów, by przerobić ich na kapusiów, a z niewinnych ludzi robiliście agentów. A teraz pan mówi, że nie da się prawdy odróżnić od fałszu...

- Nieprawda. Ponad 90 proc. agentury to byli ludzie, którzy dobrowolnie, bez szantażu z nami współpracowali. Uważali to za patriotyczny obowiązek. Werbunek pod przymusem, groźbą, szantażem to były bardzo nieliczne przypadki.

Kto dokładnie wiedział, jak informacje z podsłuchu były konspirowane?

- Oficer prowadzący rozpracowanie i jego bezpośredni przełożeni, czyli naczelnik wydziału. Mógł też wiedzieć dyrektor departamentu, bo jeśli coś go zaciekawiło, to oficer mógł mu powiedzieć, że to jest informacja uzyskana drogą podsłuchu.

Do kogo trafiały informacje z podsłuchu?

- Czasami mogły zostać przekazane oficerowi prowadzącemu inną sprawę operacyjną.

Antoni Dudek z IPN twierdzi, że notatki z podsłuchu i notatki sporządzone z rozmowy z TW różnią się. Jego zdaniem były też inne kryptonimy pozwalające na odróżnienie informacji od TW od informacji uzyskanej z podsłuchu.

- Nie było takiej zasady. Mógł być ten sam kryptonim.

Pańskie oświadczenie może pomóc wybronić się agentom, ale tylko tym zarejestrowanym po lutym 1982 r.?

- Informacje z techniki operacyjnej były zawsze konspirowane, i przed 1982 r. W stanie wojennym położyliśmy na to szczególny nacisk.

Po 1982 r. to była powszechna praktyka? Jaki procent informacji z podsłuchu "przesuwaliście" do innych źródeł?

- Nie jestem w stanie powiedzieć, raczej nie większość. Nie wszystkie informacje z podsłuchu, podglądu czy korespondencji nadawały się do wykorzystania. Jeśli to był bezwartościowy materiał, taśmy i stenogramy były niszczone.

Nie było żadnych statystyk podsłuchów?

- Nie. Tego nie dałoby się zrobić.

Twierdzi pan w oświadczeniu, że na podstawie tego, że "przesuwaliście źródła", nie można powiedzieć, że SB oszukiwała samą siebie. Ale skoro przypisywaliście ludziom informacje uzyskane de facto nie od nich, to ci, co o tym nie wiedzieli, mogli mieć wrażenie, że donosicieli jest o wiele więcej niż naprawdę.

- Przy tej masie agenturalnej "przesuwanie źródeł" to były nieliczne przypadki. Nie każdy miał podsłuch, był obserwowany czy tajnie fotografowany.

Ale w oświadczeniu pisze pan: "Przesuwanie źródeł było powszechną, zwłaszcza w pierwszym okresie stanu wojennego, rutynową pracą kamuflażową".

- Chodzi o pierwsze miesiące stanu wojennego. To był dla nas trudny czas. Mieliśmy informacje, że kilku oficerów SB współpracuje w "Solidarnością". Jaki sens miałby podsłuch, o którym podsłuchiwany wie?

Nie rozumiem. Była to powszechna praktyka czy nieliczne przypadki? Bo jeśli powszechna, to jednak "góra" mogła mieć wrażenie, że bezpieka ma masę agentów?


- Doskonale wiedzieliśmy, kto współpracuje. Jeśli ja wzywałem dyrektora departamentu - a robiłem to wyjątkowo rzadko - to on zapoznawał się wcześniej ze sprawą i wiedział, co z jakiego źródła pochodzi.

Ale pan i pańscy współpracownicy nie czytaliście każdej teczki.


- Na stanowisku ministra czy wiceministra nie sposób czytać wszystkiego. Myśmy czytali tylko zbiorcze informacje.

To co warta taka bezpieka, która w rezultacie nie ma pojęcia, jaki jest zakres agentury?

- Nie musiałem wszystkiego czytać, żeby dużo wiedzieć. Ufałem meldunkom podwładnych. Inaczej nie da się rządzić.

Te podsłuchy były legalne?

- Najczęściej tak, bo były zakładane za zgodą prokuratora. Choć były wyjątki.

Podsłuchy zakładane w stanie wojennym były zawsze za zgodą prokuratora?

- Tak.

To powinien być po nich ślad.

- Wątpię. Chociaż z tego, co wiem, prokuratorzy prowadzili jakąś dokumentację stosowania technik operacyjnych.

Pisze pan w oświadczeniu: "Osobiście przepraszam tych, którym na skutek tej metody przypisano w dokumentacji czyny nigdy niepopełnione".

- Co mi innego pozostaje, jak przeprosić tych, których usiłuje się wrobić na podstawie przesuwania źródeł.

Dlaczego przeprasza pan teraz?

- Trzeba kiedyś przeprosić. Mam taką potrzebę. Nie wiem, czy to komuś pomoże. Moim obowiązkiem jest to powiedzieć.

*Gen. Czesław Kiszczak - szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w latach 1981-90

WYIMEK

- Myśmy w styczniu 1982 r. nie robili tego z myślą, co się z tym będzie działo za 20 lat. Sądziliśmy, że nikt nigdy tego nie będzie ujawniał



(źródło: http://wyborcza.pl/1,75248,6103074,Kiszczak__Trzeba_kiedys_przeprosic.html?as=1&ias=4&startsz=x )


Oświadczenie gen. Czesława Kiszczaka

Składam to oświadczenie w formie listu otwartego, aby zawarte w nim i informacje dotarły jak najszerzej do opinii publicznej. Wiek i stan zdrowia nie pozwalają mi w inny sposób przedstawić sprawy, do wyjaśnienia której czuję się moralnie zobowiązany jako były minister spraw wewnętrznych. Zobowiązanie to dotyczy osób, na które dawna Służba Bezpieczeństwa wytworzyła dokumenty oraz byłych funkcjonariuszy, którzy te czynności wykonywali.


                15 stycznia 1982 roku weszła w życie moja "Decyzja w sprawie ochrony dokumentów techniki operacyjnej wykonywanych w pionach "B", "C", "T", "W" i wykorzystywanych w działaniach operacyjnych resortu spraw wewnętrznych". Celem Decyzji było znaczne zwiększenie konspiracji form oraz metod działania pionów zajmujących się obserwacją ("B"), ewidencją kartoteczną spraw bieżących oraz archiwalnych ("C"), techniką operacyjną ("T"), prelustracją korespondencji ("W").

               W ramach kierowanego przeze mnie resortu, był to dokument najwyższej rangi. Dotyczył zasad działania Służby Bezpieczeństwa oraz wywiadu i kontrwywiadu MSW i stanowił podstawę wydania aktów prawnych niższego rzędu. Wynika to jednoznacznie z treści Decyzji, jej zakresu merytorycznego oraz zobowiązania, jakie nakładała na szefów poszczególnych pionów w ministerstwie oraz zastępców komendantów wojewódzkich do spraw SB. Mieli oni przeprowadzić analizę zarządzeń, instrukcji i przepisów resortowych pod kątem dostosowania ich do założeń Decyzji i przedłożyć kierownictwu resortu projekty odpowiednich zmian.


               Nakaz ten został wykonany w określonych Decyzją terminach, skutkując wydaniem szeregu przepisów dostosowawczych. Wśród nich szczególnie istotne było Zarządzenie 0018/82 ministra spraw wewnętrznych z 17 lutego 1982 w sprawie stosowania i wykorzystania techniki operacyjnej.

              Opisuję to dokładnie, ponieważ po ujawnieniu w roku 2006 przez środki masowego przekazu treści Decyzji, IPN starał się umniejszyć jej znaczenie twierdząc, że był to małoznaczący akt prawny, jeden z tysięcy wydawanych w MSW. Stwierdzam więc jeszcze raz z całą stanowczością, że Decyzja z 15 stycznia 1982 była aktem prawnym o znaczeniu podstawowym, jednym z zaledwie kilku konstytuujących działanie całego resortu, regulacją, która, wraz z przepisami wykonawczymi, była ściśle przestrzegana.

              Już instrukcja z grudnia 1979, której nowelizacją było Zarządzenie 0018/82, w § 13 stwierdzała. "Materiały uzyskane środkami techniki operacyjnej nie mogą być wykorzystywane (...) w sposób dekonspirujący źródło ich pochodzenia." Dopiero jednak bardzo złożona sytuacja polityczna po wprowadzeniu stanu wojennego, w tym zagrożenie infiltracją wewnątrz resortu, która wydawała się realna wobec powstania w 1981 roku związku zawodowego Solidarność funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej, spowodowała konieczność wprowadzenia szeroko zakrojonych zasad konspiracji w samym MSW.

              Konspiracja dotyczyła działań na wszystkich szczeblach, do podstawowych komórek organizacyjnych włącznie, w których nakazałem dodatkowo "przeprowadzenie wnikliwej weryfikacji (...) kadry, a przy doborze nowych pracowników kierowanie się (...) gwarancją zapewnienia pełnej konspiracji wykonywanych czynności służbowych " O znaczeniu, jakie kierownictwo MSW przywiązywało do materii objętej Decyzją, świadczy umieszczony w niej zapis: "Jakiekolwiek odstępstwa od tych zasad są niedopuszczalne." Szczególnej ochronie, nawet przed przypadkową dekonspiracją, miała odtąd podlegać cała dokumentacja uzyskana środkami technicznymi, wszystkie dokumenty wykorzystywane przez jednostki operacyjne resortu zarówno w sprawach aktualnie prowadzonych, jak planowanych, a także zakończonych mających całkowicie lub częściowo charakter archiwalny.

               Kluczowy był zapis Decyzji, powtórzony dokładnie w Zarządzeniu 0018/82: "Informacje uzyskane środkami pracy "B", "T", "W" można włączyć do spraw operacyjnych (...) tylko w tak przetworzonej postaci, aby nie zaprzepaścić ich wartości operacyjnych, a jednocześnie całkowicie zakonspirować źródło ich pochodzenia". Inne przepisy nakazywały uczynić to samo w ramach dokumentacji już istniejącej, którą należało zniszczyć, a w jej miejsce sporządzić odpowiednie notatki, całkowicie konspirujące źródło pochodzenia.

                W praktyce polegało to na "przesuwaniu źródeł" - informacje uzyskane za pomocą techniki operacyjnej przypisywano w dokumentacji źródłom osobowym: tajnym współpracownikom, istniejącym faktycznie lub stworzonym przez SB na użytek wewnętrznej konspiracji, kandydatom na t.w., a także, choć rzadziej, kontaktom operacyjnym, osobowym, służbowym.

                 Argument, że "SB sama siebie nie oszukiwała", przedstawiany przez IPN po ujawnieniu w 2006 roku mechanizmu "przesuwania źródeł" i mający podważyć fakt jego istnienia, prowadzi do jednego z dwóch wniosków. Albo zatrudnieni w IPN historycy nie zadali sobie trudu, żeby rzetelnie zbadać materiały dawnych organów bezpieczeństwa państwa znajdujące się w archiwach Instytutu, albo też nie chcą zrozumieć, na czym polegała specyfika działania służb specjalnych PRL zwłaszcza w tak trudnym okresie.

               Dla podległych mi służb ważna była informacja, a dla zdobycia informacji szczególnie ważna technika operacyjna. Dzięki niej, za pomocą podsłuchów, kontroli korespondencji i teleksów, także obserwacji i tajnych przeszukań, uzyskiwano większość istotnych, wiarygodnych informacji. Toteż nadrzędnym zadaniem resortu była ochrona techniki operacyjnej. Natomiast - dla celów dokumentacyjnych - źródło rzeczywistego pochodzenia informacji miało znaczenie drugorzędne. Dlatego powstał mechanizm "przesuwania źródeł".

                Z dzisiejszej perspektywy widać, jak wielu osobom wyrządzono krzywdę przez bezkrytyczne ujawnienie materiałów operacyjnych SB, wówczas jednak zastosowanie tego mechanizmu było wyłącznie działaniem na wewnętrzny użytek resortu. Dokumenty, które powstały, nie miały zostać użyte na zewnątrz MSW ani w jakikolwiek sposób ujawnione, przeciwnie, oznakowane były gryfem "tajne specjalnego znaczenia", który zapewniał pełną ochronę ich tajności. Nikt też nie przewidywał, i przewidzieć nie mógł, zmiany ustroju, likwidacji organów bezpieczeństwa państwa oraz przejęcia i odtajnienia wytworzonej przez służby specjalne dokumentacji, czego skutkiem jest częściowe jej upublicznianie.

                Na to nakłada się stanowisko IPN, który założył z góry stuprocentową wiarygodność przejętych archiwów. Jest to pochlebne dla mnie i moich współpracowników, lecz jednocześnie zdumiewa całkowitym pomijaniem podstawowej dla historyków zasady krytycznego podejścia do wszelkich źródeł, a już zwłaszcza wytworzonych przez tajne służby i wskazuje, co podkreślałem powyżej, na brak znajomości specyfiki tychże służb. Ta postawa IPN dodatkowo utrudnia obronę osobom, wobec których technika "przesuwania źródeł" została w MSW zastosowana.

               Osobiście pragnę wyrazić głębokie ubolewanie i przeprosić tych, którym na skutek tej metody przypisano w dokumentacji czyny, nigdy nie popełnione. Jednocześnie raz jeszcze podkreślam, że w momencie powstawania dokumentów, intencją resortu nie była kompromitacja osób, na które te dokumenty wytworzono.

               Należy bowiem odróżnić "przesuwanie źródeł" od gry operacyjnej, polegającej na zaplanowanej akcji, której celem miało być skompromitowanie osób uznanych za wybitnie szkodliwe dla ówczesnego ustroju. Tego typu akcje, przeważnie opisane w dokumentacji, były nieliczne i dzisiaj, jeśli tylko zachowała się całość materiałów, są możliwe do rozszyfrowania. "Przesuwanie źródeł" było natomiast powszechną, zwłaszcza w pierwszym okresie stanu wojennego, rutynową pracą kamuflażową.

                W ramach tego kamuflażu, po przypisaniu źródłom osobowym informacji uzyskanych z techniki operacyjnej, niszczono oryginalne zapisy w nieprzekraczalnym -jak nakazywało Zarządzenie 0018/82 - terminie 10 dni od ich otrzymania z departamentu "T". Ten oczywisty wymóg konspiracji, powoduje jednak obecnie, że metoda "przesuwania źródeł" jest tak trudna, a przeważnie wręcz niemożliwa do wykrycia.

               Nie jestem w stanie określić, dokumentacja ilu osób i w jak dużym zakresie została objęta przetwarzaniem w ramach "przenoszenia źródeł". Zgodnie z zasadami wewnętrznej konspiracji nie sporządzano na ten temat żadnych statystyk ani innego typu materiałów opisowych. Wiedzę cząstkową posiadają funkcjonariusze, którzy poszczególne dokumenty wytwarzali. Oni też są drugą, główną grupą adresatów tego oświadczenia. Zwracam się do nich jako były szef resortu, na którego polecenie, przekazane w formie Decyzji i Zarządzeń, podejmowali działania w ramach swojej służby

                Stwierdzam, że funkcjonariusze, w momencie, gdy wykonywali opisane wyżej czynności, nie dokonywali fałszerstw, tylko na użytek wewnętrzny MSW konspirowali źródła przenosząc informacje. Działali w ramach pragmatyki służbowej, zgodnie z obowiązującymi przepisami, w resorcie, gdzie obowiązywała ścisła podległość i bezwarunkowe wykonywanie instrukcji. Uznanie tych działań za zbrodnię komunistyczną uważam za próbę ukrycia prawdy, zakonserwowania wizji PRL jako kraju wszechobecnej agentury oraz za narzędzie bieżącej walki politycznej. Jednocześnie przyjmuję na siebie pełną odpowiedzialność za wydane kiedyś Decyzje.

               Mam też głębokie przekonanie, że byli oficerowie MSW nie dadzą się zastraszyć i będą, jeśli zajdzie taka potrzeba, przedstawiać rzeczywisty przebieg wypadków i swoją w nim rolę, w pełni zgodną z ówczesnym przepisami, które musieli realizować. Przekazanie prawdy o tamtym systemie oraz jego metodach jest naszym - dowódcy i podwładnych - wspólnym obowiązkiem. Jest też jedyną możliwą dla nas obecnie formą zadośćuczynienia tym, którzy dzisiaj ponoszą konsekwencję naszych ówczesnych działań.

             Dlatego też składam to oświadczenie wraz z deklaracją, że gotów jestem powtórzyć wszystko w warunkach, na jakie pozwala mi stan zdrowia.

Generał broni w st. spocz. Czesław Kiszczak Minister Spraw Wewnętrznych w latach 1981-1990

Warszawa, 17 grudnia 2008


(źródło: http://wyborcza.pl/1,75248,6103079,Oswiadczenie_generala_Czeslawa_Kiszczaka.html)




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

ŻYCZENIA BOŻONARODZENIOWE

wtorek, 23 grudnia 2008 8:48

ŻYCZENIA BOŻONARODZENIOWE


W czasie tak wyjątkowym i ważnym dla każdego Katolika i Polaka chcemy złożyć Państwu życzenia Bożonarodzeniowe podpisując się pod jakże aktualnymi słowami Romana Dmowskiego wypowiedzianymi w 1939roku...

 

 „...Jestem przywiązany do zwyczajów. Zwyczaj, zwłaszcza stary zwyczaj, to nagromadzone doświadczenie wielu pokoleń, a szereg pokoleń ma duże szanse, że jest mądrzejszy od jednego człowieka, choćby dzisiejszego, jak wiadomo, bardzo mądrego, może nawet za mądrego.

            Wprawdzie dziś ze zwyczajów ludzie niewiele sobie robią. Dziesiąta część ludności naszego kraju równouprawniona, a właściwie uprzywilejowana powiada: jak mamy szanować zwyczaje, które nie są nasze?... To stanowisko zniechęca do zwyczajów ogromną ilość tych, dla których te zwyczaje są zwyczajami istotnych, czy mniemanych ojców. Nie tylko więc ich się nie szanuje, ale wypowiada im się walkę. Nawet młode panienki twierdzą, że zwyczaj to głupstwo, że nie trzeba przestrzegać zwyczaju, jeno kierować się własnym rozumem, zwłaszcza, kiedy go się nie ma.

            Myślę inaczej, zwłaszcza gdy chodzi o tak mądry i tak piękny zwyczaj, jak dzielenie się opłatkiem, czyli chlebem, a przy tym obrzędzie życzenie swoim wszelkiego dobra i wypowiadanie wiary, że będzie lepiej. (...)

            Tegoroczne życzenia nie będą ani tak bardzo natchnione miłością bliźniego, ani tak pełne wiary. Powszechne będzie życzenie: „Obyśmy się za rok dzielili opłatkiem w lepszych warunkach!" Składając je, człowiek będzie myślał przedewszystkiem o sobie, a, co gorsza, nie będzie wierzył, że te lepsze warunki przyjdą.

          Ten brak wiary ma swoje dwa źródła: pierwsze: świadomość, że mu jest coraz gorzej; drugie: niezupełnie świadome poczucie, że on sam nic nie przyczynia się do tego, żeby było lepiej.

          Położenia, które jest bardzo złe, nie można poprawić, myśląc tylko o dniu dzisiejszym, a co najwyżej; o najbliższem jutrze. Nie poprawiają go, a często nawet pogarszają je w czasach dzisiejszych ludzie najbardziej ruchliwi, nieustannie zabiegający, ale zajęci tylko zdobyczami dnia dzisiejszego. Wśród takiej katastrofy, jak obecna, kiedy zło pochodzi nie z błędnego prowadzenia takich czy innych spraw poszczególnych, ale załamania się ogólnych podstaw organizacji naszego bytu, poprawa nie nastąpi i zło będzie się nieustannie zwiększało, dopóki ten byt nie będzie oparty na podstawach zmienionych.

            I tu leży największe nieszczęście naszych czasów.

           Ludzi, którzy się znają na poszczególnych sprawach, na poszczególnych interesach, jest w dzisiejszym świecie wielu, i nawet w naszym kraju jest trochę takich. Umieliby oni naprawić wykonywanie pracy w niejednym poszczególnym dziale, gdyby ogólne warunki temu sprzyjały. Tylko niestety, w zakresie ogólnych warunków są oni ciemni. Ludzi, którzy by umieli objąć całość życia, jego czynników, jego potrzeb, spojrzeć w oczy jego największym zagadnieniom: niema. I niema ludzi, którzy by sobie umieli postawić cel dalszy, cel wielki, dla którego trzeba dużo i długo z uporem pracować, ażeby go osiągnąć.

            Tylko tacy ludzie mogą zmienić ogólne warunki, naprawić organizację życia, a tylko ta zmiana sprawia że wszelka praca będzie dawała wyniki, wynagradzając wysiłki, na nią wyłożone. I takich ludzi, takich kierowników dziś potrzeba.

             Łamiąc się tedy opłatkiem z moimi rodakami, życzę im: Obyście umieli pracować dla przyszłości, dla wielkiej przyszłości narodu!

             Tym zaś, którzy im w tej pracy przeszkadzają, którzy z głupotą, z krótkowidztwem, czy dla celów, Polsce wrogich, wyniki jej w ten czy inny sposób usiłują zniszczyć, ślę starorzymskie ostrzeżenie: Patrz końca!..." (cyt. fragment: Roman Dmowski, Pisma tom X)

                                                                                                                           TW  "X"



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

NARODOWE SIŁY ZBROJNE (NSZ)

piątek, 19 grudnia 2008 0:29

NARODOWE SIŁY ZBROJNE (NSZ)

„Bez ofiary życia kilku tysięcy takich jak Oni, powojenna historia Polski byłaby jakże bardziej zawstydzająca".
                                                                                                                     H. Pająk


"Co stanowi o metodzie działania sowieckiego na podbity naród?
Tę metode można porównać do operacji chirurgicznej, polegającej na wyjmowaniu pacjentowi jego mózgu i serca narodowego. Ale wiemy, że pierwszym warunkiem jest, aby pacjent leżał spokojnie. [...] Pod tym względem bolszewicki zabieg chirurgiczny nie tylko nie różni się od normalnego, a raczej bardziej niż każdy inny uzalezniony jest od mądrze stosowanej etapowości, a warunkiem jego powodzenia jest właśnie ta straszna, milcząca, zastrachana, sterroryzowana psychicznie bierność społeczeństwa. Jego bezruch. Jego fizyczne poddanie.
Społeczeństwo, które strzela, nigdy nie da się zbolszewizować. Bolszewizacja zapanuje dopiero, gdy ostatni żołnierze wychodzą z ukrycia i posłusznie stają w ogonkach. Właśnie w Polsce gasną dziś po lasach ostatnie strzały prawdziwych Polaków, których nikt na świecie nie chce nazywać bohaterami [...]."
Józef Mackiewicz,
fragment artykułu londyńskich "Wiadomości" z 1947 roku



http://www.twardzijakstal.pl







Współcześnie młode pokolenia wychowywane są na innej muzyce, wartościach...


Część 1.  Kadry NSZ



Część 2.  Kadry NSZ



Część 3.  Kadry NSZ



Część 4.  Kadry NSZ


Część 5.  Kadry NSZ



Część 6.  Kadry NSZ



Część 7.  Kadry NSZ



Część 8.  Kadry NSZ




"Trzeba wspomnieć wszystkich zamordowanych rękami także polskich instytucji i służb bezpieczeństwa pozostających na usługach systemu przeniesionego ze Wschodu. Trzeba ich przynajmniej przypomnieć przed Bogiem i historią".
Jan Paweł II

DULCE ET DEORUM, EST PRO PATRIA MORI

- SŁODKO I ZASZCZYTNIE, JEST UMRZEĆ ZA OJCZYZNĘ


Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Walka informacyjna w okresie stanu wojennego.

poniedziałek, 15 grudnia 2008 1:05

Walka informacyjna w okresie stanu wojennego.

 

              Generał Jaruzelski naciskany z jednej strony przez władze ZSRR, a z drugiej przez rodzimy tzw. Beton partyjny (którego zakulisowym inspiratorem był odpowiedzialny za wojsko i MSW sekretarz KC i członek Biura politycznego M. Milewski), podjął decyzję o wprowadzeniu z dniem 13 grudnia 1981r. stanu wojennego w Polsce. W nocy z 12 na 13 grudnia 1981r. Rada Państwa uchwaliła dekret o wprowadzeniu stanu wojennego na całym terytorium kraju. Jednocześnie ukonstytuowała się pod przewodnictwem gen. Jaruzelskiego Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (WRON).

             Już o północy w dniu 13 grudnia dokonano internowania kilku tysięcy przywódców i aktywistów „Solidarności" oraz różnych ugrupowań opozycji politycznej. W następnych dniach kontynuowano tę akcję. Liczbę internowanych, według danych podanych w dniu 20  stycznia 1982r. przez generała Kiszczaka wyniosła 6249 osób (por.: H. Dominiczak, Organy bezpieczeństwa PRL 1944-1990, W-wa 1997, s.354).

               Doprowadziło to do rozbicia zasadniczych struktur „Solidarności". Potwierdziły się posiadane przez kierownictwo Ligii Narodowo-Demokratycznej informacje, że MSW dokładnie rozpracowało (a w wielu przypadkach wręcz kontrolowało) struktury opozycji demokratycznej i „Solidarności". Trzymanie się od tych struktur z dala pozwoliło działaczom i współpracownikom LND uniknąć internowania (z nielicznymi wyjątkami).

              Wprawdzie H. Dominiczak w swojej monografii stwierdził: „Mimo precyzyjnie przeprowadzonej akcji i zaskoczenia „Solidarności", wielu jej przywódcom udało się uchronić przed internowaniem, co uniemożliwiło im przejście do działalności konspiracyjnej, rozwijając nadal ruch „Solidarność" w podziemiu. Na czele tego ruchu stanął Zbigniew Bujak, dotychczasowy przewodniczący „Solidarności" regionu Mazowsze. (...)" (źródło: H. Dominiczak, Organy bezpieczeństwa PRL..., s. 351).

             W świetle jednak tego co wiemy dziś o skali penetracji i kontroli podziemnej „Solidarności" przez SB, pozostaje otwarty problem: na ile ci działacze związku, którzy uniknęli aresztowań po wprowadzeniu stanu wojennego, faktycznie skutecznie ukrywali się przed władzami, a na ile byli to tajni współpracownicy PRL-owskich tajnych służb lub ludzie przez tychże tajnych współpracowników „obstawieni" (nawet nie wiedząc o tym) i zostawienie niejako „na zarybek".

                „Działania resortu spraw wewnętrznych z chwilą wprowadzenia stanu wojennego składały się z kilku wcześniej przygotowanych i prowadzonych równocześnie operacji: „Azalia" - zabezpieczenie najważniejszych obiektów; „Jodła" - internowanie wcześniej wytypowanych osób uznanych za niebezpieczne; „Klon" - rozbijanie zwartości opozycji i jej zastraszanie przez rozmowy „profilaktyczno-ostrzegawcze" itd.

                W operacji występującej pod kryptonimem „Azalia" zabezpieczono w całym kraju 451 najważniejszych obiektów, w tym radia, telewizji oraz blokady łączności (...). W operacji występujące pod kryptonimem „Jodła"  już w pierwszych godzinach internowano 3173 osób, tj. około 70% ogólnej liczby przewidywanych do internowania, a w dniach następnych pomyślnie kontynuowano tę operację (...). W czasie realizacji operacji pod kryptonimem „Klon" funkcjonariusze SB przeprowadzili ba 4500 zakładanych 18000 rozmów profilaktyczno-ostrzegawczych, głównie z członkami KOR, KPN i tymi działaczami „Solidarności", którzy nie zostali internowani. Jak podano, tylko około 14% odmówiło podpisania deklaracji zobowiązującej do zaniechania „szkodliwej działalności" (nie podano ilu wśród nich udało się zwerbować jako tajnych współpracowników SB).

               W drugiej fazie pierwszego etapu stanu wojennego główne wysiłki resortu spraw wewnętrznych i armii, ściśle ze sobą współpracujących, skierowane były na likwidację i neutralizowanie strajków oraz zbiorowych zakłóceń porządku publicznego. Trzeba podkreślić, że było tego nie mało. W pierwszych dniach stanu wojennego SB odnotowywała akcje strajkowe, bądź próby zorganizowania strajków w 199 zakładach i przedsiębiorstwach. Wszystkie one miały charakter lokalny, uczestniczyło w nich około 10%, a w wyjątkowych przypadkach do 20% załogi (źródło: H. Dominiczak, Organy..., s. 354-355). Najpoważniejszy opór stawiali górnicy w kopalni „Wujek", gdzie doszło do walk, w wyniku których zginęło 7 górników, a 30 zostało rannych, po stronie MO doliczono się 41 rannych.

                Jak na działania związku, który miał około 10 milionów członków, strajków i demonstracji było stosunkowo mało, a te które doszły do skutku były dziełem aktywu terenowego i miały tylko znaczenie lokalne. Nawet uwzględniając czynnik psychologiczny - jakim była obawa, że w wypadku ostrzejszego sporu może nastąpić interwencja wojsk Układu Warszawskiego - świadczy to o głębokiej i skutecznej penetracji tajnych służb PRL w struktury opozycji, a zwłaszcza „Solidarności".

                „Wśród internowanych w ośrodkach odosobnienia Służba Bezpieczeństwa prowadziła intensywną pracę operacyjną. (...) Drogą operacyjnych przedsięwzięć, nacisku i obiecanek (np. wcześniejszego uwolnienia) werbowano pospiesznie agentów" (źródło: H. Dominiczak, Organy..., s. 352).

                 Strona policyjna całej operacji wprowadzenia stanu wojennego została dobrze przygotowana i przeprowadzona. Kierownictwo „Solidarności" i masy członków Związku (który wszak według oficjalnych danych liczył około 10 milionów członków, a w tym około 1 miliona członków PZPR) zostały zaskoczone. Opozycja demokratyczna wraz z „Solidarnością", jak na razie przestały się liczyć jako siła polityczna.

                 Ale zaskoczone też zostały masy członków PZPR - analogicznie jak cała ludność Polski. Zaufanemu aktywowi PZPR wydano broń krótką, strasząc go przy tym, że bojówki „Solidarności" przygotowują akcje przeciwko działaczom partyjnym i ich rodzinom, jak również kadry wojskowej i MSW. Była to typowa agitacja manipulacyjna.

                16 grudnia 1981r. „Trybuna Ludu" (która obok „Żołnierza Wolności" była jedynym pismem ukazującym się wówczas w Polsce) podała do publicznej wiadomości wykaz internowanych osób, które w poprzednim okresie zajmowały kierownicze stanowiska partyjne - z samym Edwardem Gierkiem na czele.

               W nowej sytuacji - gdy uniknęło zagrożenie ze strony „Solidarności" - rozpoczęła się ostra walka o władzę wewnątrz aparatu partyjno-państwowego między partią, wojskiem i MSW.

                W pierwszych tygodniach stanu wojennego wojsko usiłowało przejąć władzę, w oparciu o sieć komisarzy wojennych wyznaczonych dla różnych instytucji. Okazało się jednak, że w terenie nie jest ono zdolne do efektywnego sprawowania władzy, a ponadto gen. Jaruzelski nie zdecydował się na rozprawę a aparatem partyjnym, nie mówiąc już o aparacie policyjnym. Podejmowane na początku stanu wojennego próby wyznaczania komisarzy wojennych niektórym komitetom partyjnym zostały zaniechane, gdyż sekretarze opierali się temu (np. Kociołek w Warszawie). Analogicznie fiaskiem skończyły się próby narzucania komisarzy wojennych Ministerstwu Spraw Wewnętrznych (były one zresztą dość nieudolne - np. na komisarza wojennego do MSW wyznaczono profesora filozofii z Wojskowej Akademii Politycznej, którego ludzie z SB traktowali jak ignoranta i nie chcieli go dopuścić do archiwów resortu). Skończyło się na przeniesieniu do MSW niektórych oficerów z wojskowych służb specjalnych, którzy jednak nie znając realiów cywilnych tajnych służb, niejednokrotnie dezorganizowali ich działalność. Szczególnie nielubiany był w MSW sam nowy minister gen. Kiszczczak który już w lecie 1981 r. przyszedł z wojska i zawsze podkreślał swą przynależność do niego, nie decydując się ani razu na włożenie munduru milicyjnego, co bardzo denerwowało jego milicyjno-esbowskich podwładnych. Wielu wojskowych zajęło stanowiska (łącznie z ministerialnymi) w różnych dziedzinach administracji cywilnej.  Nie oznaczało to jednak efektywnego przejęcia władzy przez wojsko.

                Gen. Jaruzelski nigdy nie ufał zarówno partii jak i MSW. Już w pierwszych miesiącach stanu wojennego konsekwentnie uderzał w ideową partyjną lewicę. Najpierw po zawieszeniu tygodnika „Rzeczywistość" oddał go w ręce zupełnie innej redakcji -  obsadzając dziennikarzami z dawnej redakcji „Płomieni". Tygodnik „Rzeczywistość" przestał więc być organem Klubów „Rzeczywistość". Następnie już na wiosnę 1982r. rozwiązany został Klub Partyjnej Inteligencji Twórczej „Warszawa 80". Rozwiązano też Komunistyczny Związek Młodzieży Polskiej (posłużono się przy tym klasyczną metodą prowokacji). Na przełomie 1982 i 1983 roku rozwiązano Stowarzyszenie Klubów Wiedzy Społeczno-Politycznej „Rzeczywistość". Dawne - działające w 1981r. - struktury poziome funkcjonujące wewnątrz PZPR przestały istnieć w momencie wprowadzenia stanu wojennego. Zawieszono też wówczas, a potem rozwiązano wraz z „Solidarnością", związane z partią związki zawodowe. W rezultacie gen. Jaruzelski zlikwidował wszystkie ideowe struktury działające w partii i z nią związane, skazując ją na całkowitą biurokratyzację.

                Kierownictwo Ligi Narodowo-Demokratycznej było doskonale zorientowane w tej walce (która rozpoczęła się zresztą już na długo przed wprowadzeniem stanu wojennego), uznało też, że należy ją wykorzystać dla zorganizowania silnego narodowego polskiego skrzydła w aparacie władzy, które mogłoby zająć miejsce rozbijanego przez generała Jaruzelskiego skrzydła ideowo-komunistycznego.

                Liga posiadała już w tym okresie przyczółki zarówno w partii, jak w MSW i przede wszystkim w wojsku. Wśród komisarzy wojennych w centralnej TVP znalazł się cichy współpracownik LND ppłk B. Ś. Kontakt z J. Kosseckim nawiązał on poprzez Ryszarda Filipskiego, jeszcze w okresie, gdy grał on rolę mjr Hubala w znanym sztandarowym filmie Bogdana Poręby. Potem w 1981 r. uczestniczył w posiedzeniach zespołu kierowanego przez J. Kosseckiego, który obradował w pomieszczeniu Komitetu Warszawskiego PZPR (o którym była mowa wyżej). Zwrócił on uwagę J. Koseckiemu, że pod względem propagandowym stan wojenny nie został odpowiednio przygotowany wytworzyła się tu luka, w którą można spróbować wejść z programem narodowym. Sam ppłk B. Ś. jako komisarz wojenny spełniał zarazem w pierwszych dniach stanu wojennego rolę cenzora i gotów był takie programy przepuścić.

               Ppłk B. Ś. miał całkowitą rację. Mieczysław Rakowski, który jako wicepremier i bliski współpracownik gen. Jaruzelskiego był odpowiedzialny za propagandę, wykazał w tym okresie całkowitą nieudolność propagandową. 13 grudnia 1981 r. Polskie Radio i TVP nadawały wielokrotnie drętwe przemówienie generała Jaruzelskiego, a ponadto w radiu wystąpił prymas Glemp, który nawoływał do spokoju, przestrzegając, że opór ze strony społeczeństwa może doprowadzić do groźnych konsekwencji. Wszyscy obawiali się wówczas, że w razie oporu społecznego może dojść do interwencji wojsk Układu Warszawskiego. Nawet Liga Narodowo-Demokratyczna miała takie obawy i w momencie wprowadzania stanu wojennego przeniosła niektórych swych działaczy do lokali konspiracyjnych.

               Kierownictwo Ligi Narodowo-Demokratycznej uznało argumenty ppłk B. Ś. i postanowiło spróbować zrealizować przedstawiony przez niego plan. Głównym realizatorem tych działań został J. Kossecki, który już na kilka tygodni przed stanem wojennym występował kilkakrotnie w Polskim Radiu (audycje te organizował współpracownik LND pracujący w Radiu) opowiadając o programach różnych ugrupowań opozycyjnych i popularyzując liczne elementy programu Komitetu Samoobrony Polskiej oraz innych ugrupowań narodowych (źródło: Archiwum Ligii Narodowo-Demokratycznej, Zespół propagandy, 1981).

                Akurat 12 grudnia 1981 r. wieczorem J. Kossecki nagrał kolejne audycje radiowe na temat opozycji politycznej w Polsce oraz na tematy historyczno-geopolityczne. Te nagrania okazały się zresztą jedynymi „zapasami informacyjnymi" przygotowanymi przez Radio na okres stanu wojennego. Stały się więc one bardzo dobrym punktem wyjścia do realizacji opisanego wyżej planu. Nadawanie tych audycji (które zdecydowanie kontrastowały z drętwotą innych programów nadawanych w tym czasie przez RTV) rozpoczęło Polskie Radio już w dniu 14 grudnia 1981 r.

                Najpierw 14 grudnia nadano audycję omawiającą ogólną panoramę opozycji, potem zaś w dniu 15 grudnia 1981 r. nadana została o 23:30 audycja na temat neoendeckiego nurtu opozycji - chodziło głównie o Komitet Samoobrony Polskiej - która wywołała wielkie echo w skali międzynarodowej (źródło: Archiwum Ligii Narodowo-Demokratycznej, Zespół propagandy, 1981).

                We wspomnianej - nadanej 15 grudnia 1981 r. - audycji, J. Kossecki przytoczył m. in. następujący cytat z numeru 13 „Samoobrony Polskiej" (z 31 grudnia 1980 r.):

„(...) szowinizm żydowski w świecie wyraźnie wzmocnił swoje pozycje. Według zagranicznych publikacji kontroluje on m. in. 80% zachodniego przemysłu i finansów, dominuje w propagandzie, nauce i kulturze, steruje tzw. opinią publiczną. Toteż  rządy państw zachodnich reprezentują, bo muszą pod groźbą obalenia, interesy żydo-masońskie. Obóz sowiecki bez względu na to, co sądzimy o jego systemie, stanowi dla szowinizmu żydowskiego zaporę w planach opanowania świata (...)" - ostatnie zdanie przytoczonego cytatu stanowiło zaporę przeciwko ewentualnym atakom ze strony tzw. Betonu partyjnego oraz ewentualnym donosom składanym do władz radzieckich. (źródło: O faktyczną niezależność nowych związków zawodowych, „Samoobrona Polska, 31 grudnia 1980r., Nr 13. Zapis audycji radiowej z dnia 15 grudnia 1981r. i jej odgłosów prasowych; Archiwum Ligii Narodowo-Demokratycznej, Zespół propagandy, 1981)

Ponadto we wspomnianej audycji cytowane były ataki „Samoobrony Polskiej" na KOR oraz na B. Geremka. Cytowany fragment „Samoóbrony Polskiej" zawierał informację, że B. Geremek jest synem żydowskiego nauczyciela szkoły wyznaniowej - Borysa Lewartowa; przypominał też, że B. Geremek zajmuje się historią prostytucji w Średniowiecznej Francji. Przytoczony został również cytat z „Samoobrony Polskiej", który przestrzegał, że wywołaniem w Polsce antysowieckich zaburzeń zainteresowani są Niemcy dążący do zjednoczenia i do zagarnięcia polskich Ziem Zachodnich „(...) oraz międzynarodówka szowinistów żydowskich, zainteresowana w przechwyceniu władzy w bloku wschodnim. (...)" (źródło: Apel do delegatów na I Krajowy Zjazd NSZZ „Solidarność", Warszawa, 21 września 1981; Zapis audycji radiowej z dnia 15 grudnia 1981r. i jej odgłosów prasowych; Archiwum Ligii Narodowo-Demokratycznej, Zespół propaganda, 1981).

               Komitet Żydów Amerykańskich przetłumaczył tę audycję i 23 grudnia 1981 r. zorganizował protest przeciw rzekomo antysemickiej audycji, przed ambasadą PRL w Waszyngtonie. Władze polskie zapewniły, że o żadnej antysemickiej polityce w Polsce nie ma mowy (źródło: Zapis audycji radiowej z dnia 15 grudnia 1981r. i jej odgłosów prasowych; Archiwum Ligii Narodowo-Demokratycznej, Zespół propagandy, 1981).

               Amerykański publicysta Bernard D. Nossiter w noworocznym numerze czasopisma „The New York Times" opublikował artykuł pt. "Anti-Semitic Broadcasts" w którym omawiał i cytował wspomnianą audycję J. Kosseckiego (przytoczony wyżej cytat z „Samoobrony Polskiej"), stwierdził przy tym, że Kossecki uniknął antysemityzmu cytując „Samoobronę Polską" i nie podając odnośnych tekstów od siebie (źródło: B.D. Nossiter, Anti-Semitic Broadcasts, „The New York Times", 1 stycznia1982).

             J. Kossecki wystąpił też w dniu 18 grudnia 1981 r. po DTV o godzinie 19:30,  przedstawiając naukową ocenę sytuacji, w której znalazła się Polska, posługiwał się przy tym egzemplarzem swojej książki pt. „Cybernetyka społeczna" (źródło: Zapis audycji telewizyjnej z dnia 18 grudnia 1981r.; Archiwum Ligii Narodowo-Demokratycznej, Zespół propagandy, 1981).

              W pierwszych tygodniach stanu wojennego środowiska polskich narodowców sterowane bezpośrednio lub pośrednio przez LND, posiadające wpływy w aparacie partyjnym, MSW i przede wszystkim w wojsku, podjęły próbę zdominowania polskich publikatorów. J. Kossecki prowadził w tym zakresie „rozpoznanie bojem", występował wielokrotnie w radiu i telewizji, publikował artykuły w „Trybunie Ludu" i w innych gazetach.

            Mówił przy tym o wielu sprawach bytu Polski naświetlając je z pozycji narodowych, w jednej z audycji powiedział również o prowadzonej przez siebie w ramach Towarzystwa Kultury Moralnej (którego był prezesem) walce z przerywaniem ciąży.

            Krytycznym punktem w tej kampanii była audycja J. Kosseckiego, na ramach DTV w dniu 8 stycznia 1982 r. o godzinie 22:30 i powtórzona 9 stycznia 1981r. w DTV o godzinie 10:00 (dop.: dwukrotną emisję tej audycji umożliwił odpowiedzialny z tym dniu za DTV dziennikarz współpracujacy skrycie od pewnego czasu z J. Kosseckim, a będący jego dawnym studentem z Instytutu Dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Po emisji został on szybko wysłany za granicę)

                W audycji tej J. Kossecki pokazał list znanego niemieckiego wydawcy Axela Springera do Lecha Wałęsy z listopada 1980 r., w którym stwierdzał on, że przyświecają mu takie idee jak pojednanie Niemców i Żydów, zjednoczenie Niemiec z zachowaniem wolności, zwalczanie lewicowego i prawicowego ekstremizmu oraz popieranie gospodarki rynkowej.

                Zwracając się do L. Wałęsy Axel Springer stwierdził:

„Należę do tych Niemców, którzy śledzą szlachetne dążenia Pana i działającego pod przewodnictwem Pana związku zawodowego „Solidarność" z wielką życzliwości, życząc, aby poczynania te uwieńczone zostały sukcesem" (źródło: Axel Springer, List do Lecha Wałęsy, listopad 1980r., kserokopia w Zbiorach Archiwum Ligii Narodowo-Demokratycznej).

                J. Kossecki stwierdził następnie, że - jak wynika z posiadanych przez niego dokumentów - zarówno kierownictwo „Solidarności", jak i aparat  partyjno-rządowy, świat nauki, kultury itd., były penetrowane przez strukturę mafijną, posiadającą swą centralę za granicą, powiązaną z masońską lożą „Kopernik"; zapowiedział, że w następnych audycjach poda konkretne nazwiska. Do następnych audycji J. Kosseckiego jednak nie doszło, wielu ludzi na wysokich stanowiskach partyjnych i państwowych stało się wrogami J. Kosseckiego, starając się blokować jego działania (źródło: Zapis audycji telewizyjnej z dnia 8/9 stycznia 1982r. i jej odgłosów prasowych; Archiwum Ligii Narodowo-Demokratycznej, Zespół propagandy, 1982).

                Po tej audycji J. Kossecki był zapraszany z prelekcjami do setek organizacji partyjnych, a przede wszystkim do wojska. Prowadził opracowane przez siebie zgodnie z programem LND wykłady zlecone w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR (starał się tam nawet dostać etat, ale jej ówczesny rektor gen. Michta dowiedziawszy się na podstawie donosu, że Kossecki był kiedyś karany za przynależność do tajnej organizacji nie odważył się go zatrudnić na etacie i ograniczył się do zlecenia mu wykładów - co i tak było w owym czasie aktem odwagi z jego strony). Miał prelekcje w Wojskowej Akademii Politycznej, Akademii Sztabu Generalnego i samym Sztabie Generalnym WP, a także wielu jednostkach liniowych. Na podstawie tych zaproszeń można było zrobić mapę wpływów narodowych w partii i Wojsku. Były całe województwa i całe instytucje, które go w ogóle nie zapraszały, lub zapraszały bardzo niewiele, a były takie, gdzie zaproszeń było bardzo dużo (do tych drugich instytucji należało wojsko, nie należało zaś MSW, ludzie z MSW woleli raczej słuchać prelekcji J. Kosseckiego na zebraniach partyjnych lub przez partię organizowanych, prawdopodobnie dlatego żeby nie narażać siebie i swojej instytucji na gniew ludzi wpływowych skupionych wokół wicepremiera M. F. Rakowskiego).

                W 1982 r. J. Kossecki i współpracujący z nim ludzie rozpowszechnili szeroko spis uczestników posiedzenia Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość". J. Kossecki w licznych prelekcjach - wygłaszanych zarówno na zebraniach organizacji partyjnych w różnych instytucjach, jak w wojsku, i licznych organizacjach społecznych -mówił wyraźnie, operując nazwiskami (wśród nich naczelne miejsce zajmowało nazwisko ówczesnego wicepremiera w rządzie gen. Jaruzelskiego - M. F. Rakowskiego), o szkodliwej działalności grona osób zajmujących kluczowe pozycje po obu stronach barykady. Podkreślał, że zasadnicza linia podziału przebiega nie pomiędzy PZPR  i „Solidarnością", lecz pomiędzy ludźmi działającymi na szkodę  Polski i tymi, którzy interesów Polski bronią - a jednych i drugich można znaleźć zarówno w PZPR jak i w „Solidarności". Oczywiście na J. Kosseckiego spływały lawiny donosów do różnych instancji partyjnych i państwowych, starano się go też „opluskwiać" po obu stronach: w kręgach partyjno-państwowych przedstawiano go jako człowieka, który wbija nóż w plecy polityce kierownictwa politycznego PRL, zaś w kręgach opozycji i „Solidarności" jako niebezpiecznego przedstawiciela lub sojusznika tzw. betonu partyjnego.

                Na Vll Plenum KC PZPR, które obradowało w Warszawie w dniach 24 i 25 lutego 1982 r. wicepremier M. F. Rakowski (prawdopodobnie na podstawie donosów, które do niego dotarły) zaatakował imiennie J. Kosseckiego (który formalnie był zaledwie zwykłym szeregowym członkiem PZPR), stwierdzając m. in.:

„(...) Kursuje po Polsce niejaki docent Józef Kossecki, kiedyś PAX-owiec, obecnie członek partii. Na jednym z zebrań partyjnych w Warszawie powiedział on, dodam, że nie znam w ogóle człowieka, nigdy go w życiu nie widziałem, że nagrał liczne audycje na temat działalności kontrrewolucji (w rzeczywistości J. Kossecki mówił o działalności antynarodowej, antypolskiej nie zaś „kontrrewolucyjnej"), ale z uwagi na jej powiązania z przedstawicielami najwyższej hierarchii władzy puszczono mu w telewizji tylko jedną. Za główną postać tych powiązań uznał „gangstera politycznego" wicepremiera Rakowskiego, (...). Oceniał, że analiza przyczyn i przebiegu kryzysu nie została zakończona, gdyż nie zostały ujawnione elementy spisku zorganizowanego wewnątrz partii i władzy. Uznał, że owi spiskowcy wywierają szczególnie wielki wpływ na rząd, w którym zajmują wiele ważnych stanowisk. Jako dowód podał operację cenową, która wyraża chęć przerzucenia kosztów kryzysu na barki mas pracujących, co stanowi kolejne rozwiązanie technokratyczne, świadczące, że polityka ekipy Gierka de facto nie uległa zmianie. Twierdził, że w planach wymienionych powyżej i innych nie nazwanych spiskowców, decyzja cenowa ma stać się detonatorem kolejnego krwawego wybuchu społecznego. (...)

(...) Krąży po Warszawie lista uczestników posiedzeń i prac konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość" . Na tej liście oczywiście Rakowski Mieczysław, redaktor naczelny „Polityki", wicepremier i jest doborowe towarzystwo: Rurarz Zdzisław, Strzelecki Jan - działacz KOR. (...) Co oznacza puszczanie takiej listy? Towarzysze pytają tutaj, co się dzieje, kto prowadzi tę frakcyjną robotę? Nie wiem kto, wiem tylko, że jest to sugerowanie, że to wicepremier w rządzie generała Jaruzelskiego jest członkiem DiP i pracował przy raportach, które zwłaszcza w ostatnim okresie podważały całkowicie naszą politykę" (źródło: Nowe Drogi, nr 3, 1982, s. 193).- (dod.: J.Kossecki już dawniej demaskował M.F. Rakowskiego. W 1980 roku Biuletyn Towarzystwa Kultury Moralnej (którego był preesem) opublikował List Otwarty do redaktora naczelnego „Polityki" mieczysława F. Rakowskiego, którego autor Wit Gawrak, wykazywał, że ref. M.F. Rakowski komentując debatę ratyfikacyjną w parlamencie zachodnioniemieckim w 1972r. dotyczącą Układu o podstawach narmalizacji wzajemnych stosunków, podpisanego 7 grudnia 1970r. między PRL i RFN, poinformował polską opinie publiczną, że „Wejście w życie układu oznacza bezapelacyjne zamknięcie trwającej od 27 lat walki naszego państwa i narodu... o ostateczne uznanie granicy na Odrze i Nysie" [patrz „Polityka" nr 22/1972.] Tymczasem jest to nieprawda, gdyż w trakcie debaty ratyfikacyjnej ówczesny minister spraw zagranicznych RFN Walter Scheel, stwierdził wyraźnie: „Osobliwe jest tylko to, że Układy nigdzie o uznaniu (granic) nie mówią" [-patrz: Das Parlament, nr 12/1972, s.10] => Por. Towarzystwo Kultury Moralnej, Biuletyn nr 60-61, 1980.)

               Po tym ataku M. F. Rakowskiego, chciano wyrzucić z partii i aresztować J. Kosseckiego, który jednak prędko wziął sobie przeniesienie z organizacji partyjnej w WSP w Kielcach do Warszawy i przez pewien czas się nie zgłaszał do żadnej organizacji partyjnej, zachowując nadal członkostwo, gdyż nie było POP, która mogłaby go wyrzucić zgodnie ze statutem. Wyrzucono go jednak z pracy na Uczelni. Ponadto przez pewien czas ukrywał się przebywając w konspiracyjnym lokalu LND przygotowanym na okres stanu wojennego.

                Nie trwało to jednak długo, gdyż skrzydło narodowe w partii i wojsku udzieliło mu pomocy. Wybroniło go przed aresztowaniem. Mógł się przenieść do organizacji partyjnej przy Zjednoczeniu Patriotycznym „Grunwald" (która powstała dzięki patriotom pracującym w KD PZPR Warszawa - Śródmieście), zaś współpracujący z nim ludzie z aparatu partyjnego załatwili mu przynajmniej cofnięcie wyrzucenia z Uczelni, ale musiał przejść na bezpłatny urlop, nie miał więc w tym okresie pensji, ale przynajmniej zachował formalną ciągłość pracy.

                 Po roku - w maju 1983 r. - J. Kossecki został sekretarzem ds. propagandy ZP „Grunwald", gdzie zorganizował Zespół do Badania Historii Polskiej  Myśli Patriotycznej i Działalności Antypolskiej. Zespół stał się doskonałą przykrywką dla działalności komórki kontrwywiadu Ligi Narodowo-Demokratycznej. Komórka ta zajmowała się m. in. namierzaniem, a w miarę możliwości również zwalczaniem (choć to było w warunkach PRL o wiele trudniejsze), obcych agentów prowadzących działalność antypolską uplasowanych na najwyższych stanowiskach w aparacie partyjnym i państwowym.

              Działalność w „Grunwaldzie" stanowiła znakomite ułatwienie dla zewnętrznego oddziaływania LND, był to bowiem oficjalny szyld. Istnienie zaś POP PZPR przy ZP „G", umożliwiało oficjalne zapraszanie z prelekcjami, przez organizacje partyjne, J. Kosseckiego i niektórych jego współpracowników.

                 „Biuletyn Informacyjny Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald" stał się tubą propagandową, przez którą można było oficjalnie upowszechniać pewne treści narodowe, zaś wydawnictwo ZP „G" wydało legalnie po raz pierwszy po wojnie „Myśli nowoczesnego Polaka" R. Dmowskiego.

                 Stanowisko sekretarza propagandy ZP „G" zajmowane przez J. Kosseckiego bardzo ułatwiło rozbudowę zagranicznych kanałów wpływu LND, które w tym okresie rozwinęły działalność zarówno w ZSRR jak i USA - a więc w dwu najważniejszych mocarstwach ówczesnego świata.

                W okresie 1982-1987 r. sam J. Kossecki miał setki zaproszeń z prelekcjami zarówno do organizacji partyjnych, jak i do różnych organizacji społeczno- politycznych, a także do wojska i instytucji administracji państwowej.

                 Po ataku M. F. Rakowskiego na J. Kosseckiego wpływ narodowców na publikatory - zwłaszcza zaś na RTV - był systematycznie ograniczany. J. Kossecki mógł jeszcze przez pewien czas publikować w prasie wojskowej: w „Żołnierzu Wolności" i głównie „Wojsku Ludowym". Zbiór jego artykułów opublikowanych w latach 1982-1983r. w „Wojsku Ludowym" został wydany w  1983 r. przez Wydawnictwo MON jako książka pt.: „Geografia opozycji politycznej w Polsce w latach 1976-1981" (Warszawa 1983).

                Władze zorientowały się, że książka ta jest właściwie antologią oryginalnych tekstów różnych ugrupowań opozycyjnych (zwłaszcza narodowców i trockistów), demaskującą mafijne manipulacje pewnych kręgów władzy i opozycji. Wycofano ją ze sprzedaży, „(...) a pułkownik WP odpowiedzialny za jej druk został wydalony z wojska" [dop. Książka ta po 9 latach została wydana bez żadnych zmian - gdyż zupełnie nie straciła na aktualności pod tytułem „Korzenie polityki"] (źródło: J.Kossecki, Korzenie polityki, Warszawa 1992, s.5)

               W najbliższym czasie przedstawione zostaną kolejne wydarzenia wraz z podaniem źródeł.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  228 989  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

Tajna Wiedza eXtremalna- wiedza dla nas, nie dla mas.

O moim bloogu

Walcz, albo giń w gąszczu informacji.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 228989

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl